Wysyp pedofilów w sutannach?

Paweł M. podczas odprawiania mszy w bazylice w Częstochowie w 2011 roku źródło: Biuro prasowe Jasnej Góry

Nauczyciel, na którym ciąży chociażby najmniejszy cień podejrzenia o pedofilię, nie powinien znaleźć miejsca w żadnej szkole. Doskonale wie o tym Janusz Korneluk, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 3 we Włodawie, który w ub.r. odmówił zatrudnienia księdza Andrzeja O., który w 2012 roku był oskarżany o czyny lubieżne wobec ministranta. O pedofilię podejrzewany jest też inny duchowny – paulin Paweł M., który uczył religii w Gimnazjum nr 1 w latach 1998-2002, a w 2004 roku, po „incydencie” z małoletnimi, został odesłany na misję do Francji.


„On? Nigdy! Przecież to taki miły i porządny człowiek. Kochał dzieci bezwarunkowo! Na pewno tego nie zrobił!” – to przykłady najczęściej przytaczanych wypowiedzi bliskich, sąsiadów, czy znajomych po złapaniu pedofila. Nic w tym dziwnego, bo większość z tych odrażających kreatur potrafi doskonale się maskować, prowadząc na pozór zwykłe życie. Ale, jak zaznaczają specjaliści, zdecydowana większość mężczyzn, którzy przejawiają pociąg seksualny do dzieci, prędzej czy później ze sfery marzeń przejdzie do czynów.

Zawsze blisko dzieci

Prześledzenie kariery księdza Andrzeja O., który jest obecnie rezydentem w parafii pw. Najświętszego Serca Jezusowego we Włodawie, trudne nie jest. Jego nazwisko pojawia się w materiałach prasowych czy internetowych. W każdej parafii, do której został oddelegowany przez biskupa siedleckiego, O. pracował bardzo blisko dzieci – był szkolnym katechetą, opiekunem ministrantów, pomagał w przygotowaniu szkolnych przedstawień, organizował wycieczki. Tak było zarówno przed jak i po jego ledwie kilkumiesięcznym pobycie w jednej z siedleckich parafii.

„Ksiądz Andrzej trafił do Siedlec latem 2012 r. W naszej szkole był zaledwie jeden semestr i zniknął w trakcie ferii zimowych. Miał kłopoty obyczajowe związane z zajęciami parafialnymi. Matka jednego z ministrantów opowiadała mi, że wybranych chłopców obłaskawiał drobnymi upominkami, woził na pizzę, a przy okazji dobierał się do niektórych. Także do jej syna, więc informacja jest wiarygodna. Gdy rodzice dzieci zaalarmowali proboszcza, ten odsunął wikariusza od ministrantów.

Było to zaledwie miesiąc, może dwa po jego przyjeździe do parafii. Nikt nie złożył doniesienia do prokuratury, bo ludzie boją się Kościoła, rozgłosu, wstydu. Proboszcz zawiadomił kurię, ale biskup chyba nie chciał robić szumu i dlatego zwlekał z odwołaniem” – tak wydarzenia na łamach „Faktów i Mitów” relacjonowała nauczycielka siedleckiego gimnazjum.

We Włodawie się nie udało

Przez siedem lat, do 2011 roku, ks. Andrzej O. był wikariuszem w Stoczku Łukowskim. Stamtąd został przeniesiony do Pilawy, by po około roku trafić do Siedlec. Po aferze w jednej z tamtejszych szkół, w trybie pilnym trafił do Łomaz, gdzie spędził kolejne siedem lat. Obecnie, od mniej więcej połowy ubiegłego roku, jest rezydentem parafii NSJ we Włodawie. Niemal na wejściu miejscowy proboszcz, a jednocześnie ksiądz dziekan Dariusz Parafiniuk zarekomendował ks. Andrzeja do pracy w charakterze katechety w Szkole Podstawowej nr 3 we Włodawie.

– Kandydatura tego księdza na katechetę w roku szkolnym 2018/2019 została mi przedstawiona przez proboszcza, a jednocześnie księdza dziekana Dariusza Parafiniuka – mówi Janusz Korneluk, dyrektor SP 3 we Włodawie. – Jest to standardowa procedura w przypadku zatrudniania katechetów świeckich czy duchownych. Moje wątpliwości wywołały informacje od rodziców dzieci, które dotyczyły artykułu w Internecie, i odnosiły się do księdza Andrzeja O.

Podzieliłem wątpliwość rodziców i przedstawiłem je księdzu proboszczowi. Po rozmowie z nim wycofał on kandydaturę księdza O. na stanowisko katechety w naszej szkole. Zaproponował inną osobę na to stanowisko, co do której nie było już żadnych zastrzeżeń. Ponieważ przerwaliśmy proces zatrudniania niemal na samym początku, nie sprawdzałem przeszłości ks. O. w rejestrach karnych czy dyscyplinarnych, więc na tym sprawa się zakończyła – mówi dyrektor.

Najmłodsi do niego lgnęli

Ksiądz O. ma wielki dar do zjednywania sobie ludzi, szczególnie tych młodych. „Z pewnością dzieci i młodzież zapamięta go z lekcji religii, które prowadzone były często w sposób niekonwencjonalny” – czytamy w „Tygodniku Parafialnym” ze Stoczka Łukowskiego. W podobnym tonie wypowiadają się o duchownym mieszkańcy Łomaz. – Faktycznie, gdy O. przyszedł do naszej parafii, wiadomo było, że ciągnęła się za nim bardzo nieprzyjemna sprawa, czyli podejrzenie o czyny lubieżne, których miał się dopuścić w jednej z poprzednich parafii – mówi jeden z mieszkańców gminy Łomazy.

– Wszyscy, łącznie z dyrekcją szkoły i naszymi władzami wiedzieli o tych podejrzeniach, więc przez pierwsze miesiące swojej posługi wikary był bardzo bacznie obserwowany. Bardzo szybko dał się poznać jako absolutnie świetny człowiek, ze znakomitym podejściem do dzieci i młodzieży, dusza towarzystwa. Najmłodsi lgnęli do niego jak ćmy do ognia i z tego co słyszałem, przez cały czas jego pobytu w Łomazach nie doszło do żadnej sytuacji, z której musiałby się tłumaczyć – dodaje nasz rozmówca.

Ani ks. O., ani jego bezpośredni przełożony, ks. Dariusz Parafiniuk nie chcieli komentować sprawy.

Tykająca bomba

– Pedofilia to pewnego rodzaju defekt osobowościowy, w którym zaspokajanie potrzeb seksualnych realizuje się z pomocą dzieci – mówi dr Anna Siudem, specjalistka w zakresie psychologii rodziny i psychologii społecznej. – To oczywiście jedna część osobowości pedofila. Umiejętność nawiązywania przez niego kontaktu to zupełnie inna cecha. To, że dzieci taką osobę lubią, garną się do niej, może być prawdą.

Tyle tylko, że w takim przypadku ten jak najbardziej prawidłowy kontakt z dzieckiem może być wykorzystany do swoich celów, w tym do zaspokojenia własnych potrzeb seksualnych. Poglądy są co prawda podzielone, ale większość specjalistów uważa, że pedofilii nie da się wyleczyć we własnym zakresie, bez pomocy lekarzy.

Popęd można w jakimś stopniu kontrolować, panować nad nim, ale nigdy nie ma 100-procentowej pewności, że te wodze nie zostaną popuszczone. Świadczą o tym statystyki mówiące o tym, że nawrotów zachowań pedofilskich jest bardzo dużo, czyli jeśli ktoś raz dopuści się czynu karalnego w stosunku do nieletnich, istnieje bardzo duże ryzyko, że zrobi to ponownie.

Dlatego tak niezwykle ważne jest nie tylko leczenie takich osób, ale też ich stała kontrola, by podczas terapii nie miały żadnego kontaktu z dziećmi – tłumaczy Siudem. Jasno z tego wynika, że ksiądz O. może być tykającą bombą, która może wybuchnąć w każdej chwili, a ofiar, i to tych niewinnych, bo najmłodszych może być wiele.

Kolejny pedofil w sutannie?

Kiedy powyższy tekst był już gotowy, w piątek (17 maja) Włodawą wstrząsnęła kolejna szokująca wiadomość. Na popularnym portalu pojawiło się ogłoszenie Marka Koryckiego o następującej treści: „Szanowni Mieszkańcy Włodawy. Zwracam się z prośbą o pomoc w znalezieniu osób, które mogły paść ofiarą księdza Pawła M. z Parafii Św. Ludwika we Włodawie, który m.in. uczył w Gimnazjum nr 1 w latach ok. 1998-2002. Chodzi o możliwość molestowania dzieci i nieletnich przez ojca Paulina, który ww. latach mieszkał w budynku parafialnym na wysokim parterze w budynku po lewej stronie od kościoła.

Obecnie ksiądz Paweł M. nie jest księdzem, ponieważ prawdopodobnie został przeniesiony za granicę po tym jak został przyłapany na „prawnie zabronionych czynnościach seksualnych z dziećmi”. Opis księdza Pawła M. jest zbędny, ponieważ potencjalne ofiary będą wiedziały o kogo chodzi. Bardzo proszę o udostępnienie tej prośby swoim znajomym. Może ktoś też słyszał o takich przypadkach.

Obecnie jestem w kontakcie z Fundacją „Nie Lękajcie Się” i na początek wybraliśmy taki sposób na odnalezienie potencjalnych ofiar księdza. Bardzo proszę przesyłanie rzetelnych informacji nt. własnych doświadczeń lub jakichkolwiek poszlak związanych z ojcem (byłym) Pawłem M. na adres mailowy: marekkorycki12@gmail.com. Po pierwszym kontakcie będę przekazywał te informacje do Fundacji, gdzie psycholodzy i opiekunowie spróbują nawiązać z Państwem kontakt. Bardzo proszę o znalezienie w sobie odwagi. Gwarantuję pełną anonimowość, jednocześnie nie wymagam podawania personaliów. Na spokojnie wraz z Fundacją spróbujemy pomóc. Z góry dziękuję za zaangażowanie”.

Co zrozumiałe, wpis doczekał się mnóstwa komentarzy. Niektórzy, m.in. internauta podpisany jako Ma Ciek, potwierdzają chore skłonności księdza M. do młodych chłopców. „Pamiętam jak po spotkaniu z bierzmowania zapraszał mnie i kolegę – lektora na film do siebie, jak spytaliśmy jaki to odpowiedział „Ajlawju”.

Wtedy nie wiedzieliśmy co to za film, ale na szczęście nie poszliśmy. Później dowiedziałem się o incydencie znanym wszystkim w tamtym czasie z jego udziałem i słuch po nim zaginął. Po obejrzeniu filmu braci Sekielskich z ciekawości sprawdzałem czy jeszcze jest paulinem i znalazłem film z 2011 roku jak odprawia mszę na Jasnej Górze” – pisze internauta.

„Brawo! Potwierdzam. Mnie uczył w liceum. Miał upatrzonego jednego chłopaka i często zostawiał go po lekcjach. Zapraszał nas do meczy w piłkę nożną, graliśmy z nim to często faulował tego chłopaka tylko po to, żeby się na niego wywalić i podotykać” – czytamy w innym komentarzu. W 2004 roku paulin został w trybie pilnym wysłany na misję do Francji. Stało się to po tym, jak Prokuratura Rejonowa we Włodawie wszczę-

ła postępowanie w kierunku artykułu 200 Kodeksu Karnego, który mówi o doprowadzeniu nieletniego do poddania się innym czynnościom seksualnym i art. 208, który dotyczy rozpijania małoletnich”. Otóż na Pawła M. i dwóch małoletnich chłopców w nadbużańskich zaroślach natknęli się funkcjonariusze Straży Granicznej.

Rzecz była o tyle dziwna, że działo się to w środku nocy. Na widok patrolu jeden z chłopców uciekł. Zakonnik i jego drugi towarzysz zostali zatrzymani, a że od jednego i drugiego czuć było alkohol, pogranicznicy wezwali policję. Od 2004 do co najmniej 2009 roku ojciec M. przebywał w zakonie w miejscowości Saint Maximin we Francji. W 2011 roku pojawił się w Polsce. Na Jasnej Górze poprowadził rekolekcje wielkopostne.

Podczas nauki mówił: „Bóg jest z jednej strony wymagający jako sprawiedliwy, wymaga od nas, od was także wymaga, żebyście dojrzewali, dorastali, ale z drugiej strony jest też miłosierny, bo gdyby nie był miłosierny, wszyscy bylibyśmy tacy stłamszeni, byśmy się Go bali, a skoro jest Miłością pociąga nas tą miłością. Chcemy iść, chcemy Mu odpowiadać, chcemy wchodzić w te wymagania, chcemy uczyć się, co to znaczy także w życiu, żeby być sprawiedliwym i miłosiernym” (pisownia oryginalna, Źródło: Biuro prasowe Jasna Góra „Wielkopostne Zamyślenia – Zapraszamy Na Rekolekcje!”).

Dzisiaj, według nieoficjalnych informacji, Paweł M. nie jest już duchownym. Jaki jest jego status, gdzie obecnie przebywa, czy poniósł karę za popełnione przestępstwa – nie wiadomo. Telefon człowieka, który mógłby to wyjaśnić, czyli ks. kan. mgr. lic. Jacka Wł. Świątka, rzecznika Kurii Siedleckiej milczy. Mamy nadzieję, że nie jest to efekt filmu braci Sekielskich, a czysty przypadek. Z ks. Świątkiem będziemy próbowali nawiązać kontakt w tym tygodniu. (bm)