Złapali kłusownika za rękę

Myśliwi z Koła Łowieckiego „Sokół” w Rejowcu namierzyli kłusownika. Mężczyzna, którego od lat podejrzewali o nielegalne polowania, wreszcie wpadł i to na gorącym uczynku. – Dziękujemy policjantom z Rejowca za błyskawiczną akcję – mówią członkowie zarządu KŁ „Sokół”.

Niedawno pisaliśmy o kłusowniku, któremu udaremniono polowanie na sarnę w lasach w gminie Żmudź. Czającego się w krzakach mężczyznę zauważyli i spłoszyli dwaj myśliwi. Później ustrzelenie sarny udaremnił mu kolejny myśliwy. W zemście kłusownik zaczął wygrażać mu bronią pneumatyczną. Myśliwi zawiadomili policję, która zatrzymała 40-latka. Usłyszał zarzuty naruszenia zasad wykonywania polowania i gróźb karalnych. Prokurator nałożył na niego dozór policji. Grozi mu kara do pięciu lat pozbawienia wolności.

Kolejnego kłusownika udało się zatrzymać dzięki myśliwym z Koła Łowieckiego nr 4 „Sokół” z Rejowca. – Ścigaliśmy go od kilkunastu lat – mówi Mirosław Kość z „Sokoła”. – Mieliśmy podejrzenia, ale nie mieliśmy na to twardych dowodów.

Te udało się zdobyć dzięki fotopułapkom umieszczonym w lesie na terenie gminy Rejowiec Fabryczny. – Dostaliśmy zdjęcie z kamery, powiadomiliśmy policję i pojechaliśmy na miejsce – mówi myśliwy. – Dzięki szybkiej akcji policjantów z Rejowca i pomocy Straży Łowieckiej kłusownik wpadł na gorącym uczynku – przy patroszeniu młodego kozła sarny. Dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że udało się go złapać.

Kłusownikiem, który działał na terenie obwodu łowieckiego 154 i 155, okazał się mieszkaniec gminy Rejowiec Fabryczny, którego myśliwi od lat podejrzewali o zastawianie wnyków. I chociaż kilka razy ostrzegali go przed konsekwencjami, czuł się na tyle bezkarnie i był na tyle bezczelny, że zastawiał wnyki nawet w miejscu dokarmiania zwierzyny.

– Proceder kłusownictwa jest bardzo trudny do wykrycia, a jeszcze trudniej doprowadzić sprawę do finału w sądzie. Za kłusownictwo odpowiada się z art. 52, 53 Prawo Łowieckie. W naszym mniemaniu sądy traktują kłusownictwo zbyt pobłażliwie, wykazując małą szkodliwość czynu. A jest to duża strata dla Skarbu Państwa, przyrody a najbardziej cierpi zwierzyna, która przez wiele godzin męczy się w stalowej pętli. Często ofiarami kłusowników są karmiące matki – gdy giną one, ginie też ich potomstwo – mówi M. Kość.

Tym bardziej myśliwi z Sokoła mają satysfakcję, że udało się złapać kłusownika na gorącym uczynku. I liczą na to, że kara, jaką dostanie, oduczy go w końcu zastawiania wnyków. (bf)