Żona prezydenta ofiarą aluzji, insynuacji i manipulacji?

Katarzyna Mieczkowska, dyrektor Muzeum Narodowego w Lublinie, prywatnie żona prezydenta Krzysztofa Żuka, zapowiedziała pozew przeciwko lubelskiemu dziennikarzowi Sławomirowi Skomrze. To pokłosie wyemitowanego we wtorkowy wieczór na antenie TVN 24 reportażu „Deweloper i media. Konflikt w Dzienniku Wschodnim trwa”, w którym po raz kolejny Skomra powiedział, że Mieczkowska w imieniu likwidatora gazety proponowała mu stanowisko redaktora naczelnego „Dziennika Wschodniego”.

Katarzyna Mieczkowska do reportażu i zawartych w nich treści odniosła się na swoim facebookowym profilu. – Dotychczas komunikację na portalu społecznościowym wykorzystywałam głównie do dzielenia się zawodowymi osiągnięciami czy problemami. Jednak sytuacja w jakiej się znalazłam zmusiła mnie do złożenia bardzo osobistego oświadczenia. Otóż, mój wieloletni przyjaciel, za jakiego uważałam Sławomira Skomrę (wieloletni dziennikarz) dopuścił się wobec mnie intrygi polegającej na zmanipulowaniu naszej prywatnej rozmowy – napisała Mieczkowska.

– Stanowczo zaprzeczam jakobym proponowała S. Skomrze funkcję redaktora naczelnego w imieniu likwidatora. Trudno generalnie wyobrazić sobie działanie osób trzecich wobec prywatnej spółki. Jak sądzę udziałowcy spółki doskonale powinni poradzić sobie z podziałem zadań i stanowisk we własnej firmie! – stwierdziła.

Jedyną prawdziwą – zdaniem Katarzyny Mieczkowkiej – informacją zawartą w reportażu jest fakt, że „podczas prywatnej i o charakterze towarzyskim rozmowy zapytała S. Skomrę, jak wygląda jego sytuacja zawodowa, w związku z likwidacją spółki będącej wydawcą „Dziennika Wschodniego” oraz czy ze względu na swoje wieloletnie doświadczenie w różnych mediach, bierze pod uwagę ewentualne objęcie funkcji redaktora naczelnego, skoro w tamtym czasie redakcja została bez szefa”.

– Dalsza część naszej rozmowy miała miejsce następnego dnia poprzez komunikator Messenger, gdzie S. Skomra zadał mi zaskakujące pytanie – dziś wiem, że będące prowokacją – czy nasza wczorajsza rozmowa była propozycją objęcia przez niego funkcji redaktora naczelnego w imieniu likwidatora, na które odpowiedziałam, że jedyną osobą, która mogłaby taką propozycję złożyć jest likwidator.

Nie rozumiem kto i w jakim celu tworzy fałszywy obraz faktów, czy też wręcz prowokuje sytuację jaka obecnie jest istotą problemu? – pyta w oświadczeniu K. Mieczkowska i podważa w wątpliwość słowa dziennikarza. – Na ocenę wiarygodności osoby i wypowiedzi Sławomira Skomry niech wpłynie fakt, jak wypowiadał się on, gdy poinformowałam go, że redaktor ze stacji TVN rozmawiał ze mną o rzekomej mojej „propozycji”. Wówczas wyraźnie zaprzeczył nie tylko, że takowa propozycja miałaby paść, ale wręcz stwierdził, że on wcale nie przekazywał nikomu takiej informacji.

Tak więc newralgicznemu, a rzekomemu „faktowi propozycji” zaprzeczył i to kilkukrotnie. Wtedy zrozumiałam, że Sławomir Skomra celowo dopuścił się manipulacji przebiegu i treści naszej konwersacji, więc wykonałam kolejny telefon, a naszą rozmowę ze względu na moje obawy, a właściwie pewność co do rozwoju sytuacji nagrałam. Uczyniłam to pierwszy raz w życiu i bardzo źle się z tym czuję, dlatego postanowiłam ujawnić jedynie fragment stenogramu – napisała K. Mieczkowska.

W zaprezentowanym zapisie rozmowy K. Mieczkowska m.in. relacjonuje S. Skomrze swoją konwersację z redaktorem TVN24, podczas której zadała reporterowi pytanie „Czy pan Sławek potwierdził panu, że ja złożyłam panu Sławkowi taką propozycję?” – Nie, tego tego tego nie ma. Ja mu tego nie, nie usłyszał tego ode mnie – miał powiedzieć Mieczkowskiej Skomra, a także wyraźnie zaprzeczyć jakoby wydźwięk odbytej rozmowy z żoną prezydenta był propozycją objęcia funkcji redaktora naczelnego.

KM: Ale powiedziałeś mu wtedy, że my się znamy i kolegujemy, czy nie?

SS: Tak, nawet dzisiaj jeszcze. Że się znamy, znamy się od lat, jesteśmy na ty, poznaliśmy się w zawodowych warunkach, wszystko, wiesz, tak jak jest, nie?

KM: Mhm, mhm, mhm

SS: Na tej, na tej zasadzie.

KM: Ja też, to samo mu powiedziałam dokładnie. Ale on ma tezę, że ty mu potwierdziłeś, że ja złożyłam ci propozycję taką, on to po prostu wyartykułował w rozmowie ze mną. Ma taką tezę. Absolutnie. I tak to przedstawi, że to jest po prostu… ,że zawodową propozycję ci złożyłam, poszłam rządzić w Dzienniku Wschodnim i wiesz…

SS: Nieee, to jest, wiesz…

KM: Tak będzie, zobaczysz.

SS: Nieee, od razu wiesz, jak takie insynuacje, zaprzeczałem, jak wiesz, padały na zasadzie, czy, no, albo że ratusz…

Na koniec oświadczenia K. Mieczkowska zapowiada, iż posiada dalsze dowody, zaprzeczające jakiemukolwiek udziałowi w powyższej sprawie, których treść ujawni wtedy, kiedy będzie to konieczne. – Ocenę sytuacji pozostawiam oglądającym i czytającym – napisała K. Mieczkowska dodając, że „Zadaję sobie pytanie, dlaczego moja osoba – z racji pełnionej funkcji w instytucji publicznej oraz sytuacji rodzinnej wynikającej z faktu, że jestem żoną prezydenta Miasta Lublin stała się ofiarą aluzji, insynuacji i manipulacji. Pytanie to pozostawiam bez odpowiedzi. Jednocześnie informuję, iż zleciłam adwokatowi przygotowanie pozwu przeciwko S. Skomrze.

Po tym wpisie w mediach społecznościowych rozgorzała zaciekła, momentami mało smaczna, dyskusja zwolenników i przeciwników obydwu stron tego sporu. K. Mieczkowska postanowiła ją przerwać zamieszczając swoje zdjęcie na rękach z kilkumiesięcznym synkiem i podziękowaniami dla wszystkich, którzy ją wspierają i rodziny, która jest z nią blisko, a zwłaszcza synka i zapowiedzią, że nie będzie dłużej uczestniczyć w tej internetowej konwersacji.

Niedługo potem posta podobnej treści z podziękowaniami za wsparcie dla S. Skomry i całej rodziny zamieściła małżonka dziennikarza dołączając swoje zdjęcie z trójką dzieci. Internetowa wrzawa w tej sprawie oczywiście trwa nadal. Z kolei w lubelskim miesięczniku „Lajf” ukazał się wywiad Janusza Malinowskiego, założyciela i pierwszego naczelnego „Dziennika Wschodniego” z Tomaszem Kalinowskim będącym większościowym udziałowcem spółki dziś wydającej „Dziennik”, prezentujący jego punkt widzenia na całe zamieszanie, konflikt z naczelnym „Dziennika” i powody wystąpienia z wnioskiem o likwidację spółki. BR

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here