Co dalej z włodawskim PKS-em?

Od piątku (1 lipca) włodawski PKS zlikwidował najbardziej nierentowne kursy. Niezmotoryzowani mieszkańcy kilku miejscowości zostali praktycznie odcięci od świata. To samo grozi pozostałym wioskom i osadom powiatu włodawskiego, bo przyszłość największego przewoźnika w okolicy maluje się tylko w czarnych barwach.

Od lipca włodawski PKS zawiesił kursy na najbardziej nieopłacalnych trasach, odcinając tym samym od Włodawy m.in. mieszkańców Lubienia (gm. Wyryki), którzy nie posiadają własnego środka transportu. Ludzie obawiają się, że po wakacjach dzieci nie będę miały czym dostać się do szkoły, a rodzice do lekarza, czy na zakupy. Niestety, przynajmniej na razie nie zanosi się na to, by zawieszone kursy powróciły, bo sytuacja finansowa firmy jest dramatyczna. Zarządza nią syndyk, którego obowiązkiem jest sprzedaż za jak najwyższą kwotę. Próby ratowania idącego jak kamień pod wodę PKS-u podjęli i starosta Andrzej Romańczuk, i burmistrz Wiesław Muszyński, i Paweł Nakonieczny – członek zarządu Województwa Lubelskiego. Najlepszym rozwiązaniem według nich jest utworzenie spółki pracowniczej i przekazanie jej majątku. Jest tylko jeden problem – pracownicy nie bardzo się kwapią do takiej inicjatywy.

Oczywiście trudno im się dziwić, zważywszy na obecną sytuację panującą na rynku transportu lokalnego, gdzie większość tras jest nierentowna, a te najbardziej opłacalne są już obsadzone przez prywatnych przewoźników. Jeżeli spółka taka nie powstanie, spełnią się zapewne dwa scenariusze – albo PKS przejmie inny przewoźnik, albo firma zostanie całkowicie rozwiązana a jej majątek sprzedany. – Na początku miesiąca zorganizujemy spotkanie z pracownikami PKS-u, syndykiem i samorządowcami, na którym będziemy radzić, co dalej. Oczywiście sytuacja jest bardzo ciężka, ale mam nadzieję, że wspólnymi siłami damy radę pokonać wszystkie przeciwności, by mieszkańcy naszego powiatu mieli dostęp do środków transportu publicznego – mówi A. Romańczuk. (bm)

Komentarze