12-latek powiesił się po zajęciach

Co takiego musiało się stać? To pytanie zadają sobie wszyscy, ale odpowiedź nigdy nie nadejdzie. Gdy rodzice wyszli z domu, 12-latek powiesił się. Chwilę wcześniej wrócił z lekcji tańca, a jeszcze tego samego dnia umawiał się z kolegami na sobotę, na rower. Mimo dramatycznej walki o życie chłopca, lekarze odłączyli go od respiratora. Nie było już nadziei, mózg 12-latka obumarł.

Wtorek (9 kwietnia) był dniem, jakich miał wiele w życiu. Przynajmniej z pozoru, bo coś jednak musiało się wydarzyć. Coś było impulsem do tego, co stało się potem.

Energiczny 12-letni chłopiec. Jedyne dziecko w rodzinie. Lubiany przez kolegów, dobry uczeń, nie sprawiał w szkole problemów. Rodzice odebrali go z zajęć tańca (należał do działającej przy ChDK dziecięcej grupy tanecznej „Murawinka”) i pojechali do Janowa, do domu. To nie miało potrwać długo. Miał zostać sam, dopóki rodzice nie wrócą.

Wrócili, a ich ukochany syn zwisał z balustrady z zaciśniętą wokół szyi pętlą, zrobioną z paska do spodni. Ojciec chłopca rzucił się, by odciąć pas i próbował reanimować syna. O godz. 19:55 ratownicy, natychmiast po zgłoszeniu na dyspozytornię stacji, wskakiwali do karetki i pędzili do Janowa.

Po kilkunastu minutach reanimacji akcja serca 12-latka została przywrócona. Najszybciej jak się dało, by nie tracić każdej cennej chwili, chłopiec został przetransportowany na OIOM w chełmskim szpitalu, gdzie lekarze kontynuowali dramatyczną walkę o jego życie. Po kilku godzinach 12-latek był już na oddziale Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie.

Niestety, choć jego serce cały czas żyło, mózg umarł. Z każdą godziną gasła kolejna iskierka nadziei. W trzecim dniu sztucznego podtrzymywania życia chłopca, w piątek rano (12 kwietnia), został odłączony od respiratora. Pogrzeb ma się odbyć we wtorek.

Czy można było zapobiec tej śmierci? To pytanie raczej pozostanie na zawsze bez odpowiedzi. Bo można jedynie gdybać, ale nikt tak naprawdę nie dowie się, co pchnęło ucznia szóstej klasy szkoły podstawowej do zrobienia pętli z paska od spodni i samobójstwa. Nikt nawet nie potrafi sobie wyobrazić, jak wielką tragedię przeżywają teraz jego rodzice i jakim horrorem było dla nich ujrzenie po powrocie ze sklepu ich zwisającego z balustrady jedynaka.

Przez wzgląd na tragedię Szkoła Podstawowa nr 7 w Chełmie, do której uczęszczał chłopiec, zdecydowała się zawiesić strajk. Od poniedziałku lekcje trwają „normalnie”. O ile w takiej sytuacji można mówić o normalnych zajęciach, bo zarówno w klasie chłopca, jak i w całej szkole, wszyscy tkwią w szoku. Nie rozumieją.

Przecież ich kolega nie miał problemów z nauką. Nic nie wskazywało na to, by był dyskryminowany, dręczony. Wręcz przeciwnie – dobrze się uczył, był lubiany, ale też bardzo wrażliwy. Tego feralnego dnia nawet umówił się z kolegami na sobotni wypad na rowery. Uwielbiali to i tworzyli zgraną paczkę. A teraz już nic nie będzie takie samo. (pc)