40-letni sprzęt strażaków

– Niektóre pojazdy, z których korzystają chełmscy strażacy mają po czterdzieści lat – niepokoi się radny Dariusz Grabczuk.

Chełmscy strażacy na posiedzeniu komisji porządku publicznego i inwentaryzacji mienia komunalnego zapoznali radnych ze stanem bezpieczeństwa Chełma w zakresie ochrony przeciwpożarowej w 2018 roku. W przygotowanej przez nich informacji był wykaz sprzętu, którym dysponuje Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza nr 1.

W dokumencie tym trzy z ośmiu wyszczególnionych pojazdów oznaczono wykrzyknikami, bo są wyjątkowo leciwe. Chodzi o Jelcza 420P, czyli samochód-drabinę z 1979 r., Star 266, który również w tym roku obchodzi 40-stkę, a także o „Jelcz (ciągnik) Kościan (cysterna na wodę)” wyprodukowany w 1983 r. Daty produkcji tych pojazdów zwróciły uwagę radnego Dariusza Grabczuka.

– Dwa z tych pojazdów mają po czterdzieści lat. Czy one nie powinny być wymienione? – pytał zaniepokojony radny.

Artur Rutkowski, p.o. Komendanta Miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Chełmie, zapewnił, że sprzęt jest w pełni sprawny, a z uwagi na swoje parametry wręcz niezbędny chełmskim strażakom.

– Star jest poza tak zwanym normatywem, ale ma bardzo dobre parametry jezdne – mówił komendant Rutkowski. – Ratujemy nim swój sprzęt albo karetki, gdy ugrzęzną. Cysterna też jest nam niezbędna. Jest również poza normatywem, ale ją utrzymujemy, bo jej duża pojemność gwarantuje nam do dwudziestu minut działania. Jest to szczególnie ważne, gdy na przykład nie działają w pobliżu hydranty.

Myślimy o jej wymianie, ale to wielkie koszty. Czynimy też starania, aby pozyskać nową drabinę, ale jest to wydatek rzędu czterech milionów złotych. Jesteśmy w komendzie głównej na liście do przydziału.

Nie wiemy, czy to dojdzie do skutku. Jeśli chodzi o pozostałe samochody ratowniczo-gaśnicze, to są one w dość dobrej kondycji z wyjątkiem jednego pojazdu w JRG 2. Chodzi o mercedesa z 2007 roku. Jest już wyeksploatowany, po wypadku i generuje olbrzymie koszty napraw. W tym roku będziemy pozyskiwać nowy, średni samochód ratowniczo-gaśniczy.

Radny Grabczuk dopytywał też o liczbę fałszywych alarmów. Odnotowano ich 73.

– Musimy wyjechać do każdego zgłoszenia, wysyłając co najmniej jeden zastęp. Każdy wyjazd generuje duże koszty – informuje komendant Rutkowski. (mo)