50 lat Cementu-Gryf Chełm. Największe sukcesy Ach, cóż to był za mecz…

Bez wątpienia to był jeden z najbardziej dramatycznych meczów w historii chełmskiego sportu. Mowa o rewanżowym pojedynku o drużynowe mistrzostwo Polski w zapasach, pomiędzy Cementem Gryf Chełm, a Agrosem Żary, który odbył się jesienią 2003 roku. Tyle emocji kibice z Chełma przeżyli może tylko na meczu ekstraklasy koszykarek Meblotap – Lotos Gdynia…

Jubileusz 50-lecia Cementu-Gryf Chełm zbliża się wielkimi krokami. W piątek 28 października br. sala widowiskowa Chełmskiego Domu Kultury wypełni się po brzegi byłymi i obecnymi zawodnikami, trenerami, działaczami Cementu-Gryf oraz zaproszonymi gośćmi z różnych stron Polski. Jak mówi Mieczysław Czwaliński, wiceprezes klubu, zaproszenia powędrowały do mistrzów olimpijskich Andrzeja Wrońskiego i Włodzimierza Zawadzkiego, którzy swego czasu reprezentowali barwy Cementu-Gryf.
Chełmski klub przez 50 lat swojej działalności odniósł szereg wielkich sukcesów, o które od kilku tygodni przypominamy. Poza wicemistrzostwem olimpijskim Andrzeja Głąba, mistrzostwem świata i Europy Dariusza Jabłońskiego, medalami i udziałem w ostatnich igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro Katarzyny Krawczyk, dla działaczy Cementu-Gryf Chełm olbrzymią wartość ma drużynowe mistrzostwo Polski, które seniorzy tego klubu wywalczyli w 2003 roku. W finale, po niezwykle dramatycznym meczu, gdzie sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie, chełmianie, w wypełnionej po brzegi Miejskiej Hali Sportowej, pokonali Agros Żary.
Początek ligowych rozgrywek nie był dla chełmskiego klubu udany. Obrońcy tytułu wicemistrza Polski nieoczekiwanie przegrali w Warszawie z Legią 2:5, choć na „papierze” wydawało się, że wygrają go 4:3. Początek meczu nie zapowiadał przegranej, bo w najniższej kategorii wagowej Piotr Jabłoński zgodnie z planem pewnie pokonał Jarosława Pyzarę. W drugim pojedynku jego bardziej utytułowany brat Dariusz Jabłoński walczył z dużo młodszym od siebie Łukaszem Niewiadomskim i był faworytem tej walki. Ambitny zawodnik gospodarzy nie skapitulował przed utytułowanym rywalem i szybko zaskoczył go, wykonując efektowny „wózek”. Przewaga nieopierzonego zapaśnika Legii błyskawicznie urosła do siedmiu punktów i w tym momencie Jabłoński zdał sobie sprawę, że wygrać będzie ciężko i wyraźnie spasował. Ale nie tylko on doznał zaskakującej porażki. W kolejnym starciu w wadze do 66 kg Sylwester Charzewski (na zdjęciu z lewej) uległ Marcinowi Panasiukowi, który zastąpił na macie kontuzjowanego mistrza olimpijskiego Włodzimierza Zawadzkiego. Trener gości, Andrzej Głąb miał pretensje do sędziego za nieco „gospodarskie” prowadzenie pojedynku, ale nic to nie zmieniło. Po tej porażce wiadomo już było, że Cement Gryf tego pojedynku nie wygra. Co prawda Radosław Truszkowski w wadze do 74 kg zrobił swoje i dobrą postawą w ostatniej rundzie pokonał Pawła Szustka doprowadzając do remisu 2:2, ale w kolejnych walkach górą byli legioniści. W kategorii wagowej do 84 kg goście nie wystawili zawodnika i Marek Szustek zdobył punkty walkowerem. W najcięższych kategoriach wyraźne zwycięstwa odnieśli zapaśnicy Legii Michał Flis i Marek Mikulski. Wydawało się, że porażka 2:5 z Legią przekreśli szanse Cementu Gryf Chełm na finał mistrzostw Polski. W rewanżu w Chełmie gospodarze wygrali 4:3, a punkty dla chełmian zdobyli: Piotr Jabłoński, Marek Okoński, Radosław Truszkowski i Sebastian Czerwiński. Ponieważ Legia po drodze przegrała jeszcze jeden mecz, ostatecznie to chełmski zespół, po wygranych bojach z AKS Piotrków Trybunalski i PTC Pabiance zajął pierwsze miejsce w grupie „B” i awansował do finału.
W grupie „A” zdecydowanym faworytem wydawało się Śląsk Wrocław, który mistrzostwo zdobywał przez ostatnie trzy lata. Śląsk miał silny skład. W jego barwach walczyły ówczesne gwiazdy zapasów: Paweł Kramarz, Andrzej Maksymiuk, Artur Michalkiewicz, Marcin Letki, Marek Sitnik i Marek Kraszewski, a poza tym zakontraktowany został też świetny Białorusin Jurij Chrabrow. O medalu myśleli też w Żarach i Wałbrzychu. Zagłębie miało w swoim składzie m.in. Lucjana Kwita, Jerzego Szeibingira i Łukasza Deca, ale to było za mało na medal. Tymczasem to nie Śląsk zwyciężył w grupie „A”. Nieoczekiwanie na pierwszym miejscu uplasował się Agros Żary.
Pierwsze spotkanie finałowe między Agrosem, a Cementem Gryf Chełm odbyło się 29 października 2003 roku w Żarach. Przed pojedynkiem trwały spekulacje, kto uzyska zaliczkę przed rewanżem. Gospodarze po cichu liczyli na minimalne zwycięstwo. Bardzo ważne były małe punkty, bo przy dwóch identycznych wynikach i remisie w punktach meczowych, to one mogły zadecydować o złocie (gdyby i tu był remis, mistrza wskazałyby punkty z zapisu walk, wreszcie przy kolejnym remisie, czas). Te opinie jednak nie sprawdziły się. Mecz stał na bardzo dobrym poziomie. Losy pojedynku rozstrzygnęły się w kategorii 74 kg. Przegrał ten, który miał dać Agrosowi zwycięstwo, czyli Damian Fedorowicz. W wadze do 74 kg uległ Radosławowi Truszkowskiemu, przyszłemu mistrzowi Polski (2004 r.). Chełmianin wykorzystał słabszą dyspozycję przeciwnika. Pojedynek był wyrównany, a że nie został rozstrzygnięty, sędzia zarządził losowanie. Wyszło, że Fedorowicz w ciągu minuty musi wykonać chwyt, jeżeli tego nie zrobi straci punkty. Starał się, próbował wkręcić się do biodra, ale Truszkowski wykonał świetną kontrę i w pięknym stylu wygrał starcie. Do tej walki spotkanie układało się po myśli gospodarzy. Prowadzący chełmską drużynę trener Jan Potocki po meczu był uradowany. – Wygraliśmy, uzyskaliśmy psychologiczną i punktową przewagę. Za kilka dni rewanż u nas w Chełmie. To dwumecz i sprawa jest nadal otwarta. Doceniam klasę rywala, nie będzie nam łatwo, ale wierzę, że zdobędziemy złoty medal – mówił po ostatniej walce Potocki.
W Chełmie, 8 listopada 2003 r., rewanż okazał się wielkim sportowym wydarzeniem. Miejska Hala Sportowa wypełniła się do ostatniego miejsca. Początek w wykonaniu gospodarzy nie był taki, jak można było się tego spodziewać. Pierwszą walkę przegrał Piotr Jabłoński, choć był faworytem, bo w Żarach pokonał swojego rywala. Do remisu doprowadził Dariusz Jabłoński, ale w kategorii wagowej do 66 kg znowu górą byli zawodnicy Agrosu. W wadze do 74 kg rywalem Fedorowicza tym razem był Sylwester Charzewski, który dotąd walczył w niższej kategorii. Trenerzy Cementu Gryf zagrali jednak vabank, czyli o wszystko. Charzewski, którego publiczność głośno dopingowała, przegrywał z Fedorowiczem dwoma punktami, ale w ostatniej rundzie, na kilkadziesiąt sekund przed końcem walki wykonał niezwykle efektowną akcję, która przyniosła mu zwycięstwo 3:2. Cóż to była za walka! Chyba najlepsza w całym pojedynku. Rywal był załamany, bo w Żarach uległ Truszkowskiemu, choć miał wygrać. Zawiódł też w rewanżu. Na trzy walki przed końcem meczu na tablicy wyników widniał remis 2:2. W kolejnym pojedynku pewne punkty zdobył również walczący w wyższej kategorii wagowej (84 kg) Radosław Truszkowski. W wadze do 96 kg, zgodnie z przewidywaniami, lepszy okazał się zawodnik Agrosu. O tytule mistrza Polski miała zadecydować zatem ostatnia walka w kategorii wagowej do 120 kg, w której zawodnik gospodarzy Białorusin Dimitrij Debelka zmierzył się z Jackiem Lepko. Pojedynek był bardzo zacięty, a o zwycięstwie Debelki zadecydowała jedna akcja. Ta wygrana dała Cementowi Gryf Chełm pierwszy drużynowy tytuł mistrza Polski w zapasach! Złote medale odebrali: Piotr Jabłoński, Dariusz Jabłoński, Łukasz Kurdziel, Marek Okoński, Sylwester Charzewski, Radosław Truszkowski, Tomasz Zawiślański, Sebastian Czerwiński i Dimitrij Debelka. Zespół prowadzili Jan Potocki i Andrzej Głąb.
W kolejnych sezonach Cement-Gryf ze względów finansowych w lidze zapaśniczej już nie startował. Swoją drogą szkoda, bo mecze chełmskich zapaśników przyciągały tłumy widzów i zawsze trzymały w napięciu. Może warto byłoby pomyśleć o powrocie do rozgrywek ligowych, w końcu sympatycy sportu w Chełmie, poza meczami piłki nożnej, nie mają zbyt wielu okazji do przeżywania aż tylu emocji…(red)