500 plus… nadzieja na 1000

500 wydań naszego tygodnika skłania do rozbudowanej refleksji, która tu musi być wzorem lapidarności. Nie celebrujemy bowiem obecnego jubileuszu – nawet gdy mija 10 lat od powołania tytułu „Nowy Tydzień w Lublinie” (powstał w październiku 2006 roku).
To czas dziennikarskiej pracy dla czytelników i społeczności lokalnych Lublina i Świdnika (ale także Chełma, Krasnegostawu i Włodawy, gdzie jesteśmy na rynku już ponad 11 lat). Można mówić, że jesteśmy „lustrem życia społecznego” tych miast i ich mieszkańców. Ten czas daje radość – że NT żyje tak długo i ma się dobrze w kontekście słabnącej dziś kondycji prasy, ale i poczucie coraz trudniejszego bytu pośród rosnącej fali multimediów i dziennikarstwa amatorskiego w Internecie. My jednak nadal hołdujemy przewadze słowa drukowanego nad tym wyświetlanym na cyfrowych nośnikach.
Ciekawym zrządzeniem losu jest fakt, że 500. wydanie Nowego Tygodnia pokrywa się z sukcesem rynkowym (pytanie czy również ekonomicznym?) Programu 500+. Złośliwi nie wierzą w przypadek i wytykają nam koniunkturalizm i autopromocję, z lokowaniem produktu włącznie… Faktem jest, że nasz produkt (za jedyne 2 zł) jest obecnie bardziej dostępny dzięki temu prostemu zabiegowi polityków. Zachęcamy ich do dalszych pozytywnych ruchów na rzecz wolnych mediów…

A serio, nie przepadamy za polityką, choć wiernie relacjonujemy wszelkie przejawy życia w tej sferze. Z radością notujemy przebieg dobrych zmian, jeśli te nie służą jedynie przyciąganiu uwagi mass-mediów. Lecz uwaga: lubimy śmiało nazywać rzeczy po imieniu… a sprzyja temu fakt, że nie jesteśmy upolitycznieni.
Tym bardziej cieszy rosnąca czytelnicza obecność „Nowego Tygodnia” w urzędach, instytucjach kultury i edukacji, służby zdrowia i Kościoła, w wielu firmach. Z szeptanego nasłuchu wśród odbiorców gazety dowiadujemy się, że informacje zamieszczane tu od 10 lat mają walor neutralnego przekazu, obiektywnie opisują świat i wydarzenia – a to dla redakcji jest zawsze miodem na dziennikarskie serca.
Mówi się, że serwujemy niewiele newsów, kreślących w umyśle odbiorcy wizję świata jako miejsca nieprzyjaznego, niebezpiecznego, bo u nas przekaz informacji ukazujących otoczenie lokalne w sposób pozytywny zajmuje blisko 50% doniesień. Nasz tygodnik nie żywi się sensacją, ciekawostkami czy karierami celebrytów jak inne, zwykłe gazety… że użyję tu retoryki reklamy TV.
Do czego chcielibyśmy dążyć w rozwoju NT? Pragniemy, by w „informacyjnym torcie” większy udział stanowiły pełne emocji reportaże, będące istotą dziennikarskiej roboty, podobnie i publicystyka, która w sposób lekki, z domieszką pogodnej ironii, ukazuje nasz świat w odbiciu nie zawsze sensownym, czasem śmiesznym. Choć nikomu nie jest do śmiechu po uświadomieniu sobie, że mass-media nie tylko informują, objaśniają ale wręcz tworzą dziś rzeczywistość. Jeśli tylko lepszą, nie mamy nic przeciwko.
Dziękujemy za ten wspólny czas wszystkim Czytelnikom i partnerom biznesowym „Nowego Tygodnia”. Mamy też świadomość, że nasz byt i przyszłość rozumiana jako rozwój zależą od… dalszego sięgania po tę gazetę. Nasi sympatycy mają tu wolny konsumencki wybór, korzystając z niego w każdy poniedziałek. Dziękujemy i wierzymy, że tak będzie przez następne 10 lat… o czym skwapliwie zamierzamy donieść w 1000. wydaniu.Marek Rybołowicz