6. kolejka IV liga

fot. www.victoriazmudz.pl

Kryształ miał jakość


KŁOS GMINA CHEŁM – KRYSZTAŁ WERBKOWICE 1:5 (1:1)

0:1 – Borys (8), 1:1 – Kamola (38), 1:2 – Rybka (65 karny), 1:3 – Jabłoński (76), 1:4 – Więcaszek (85), 1:5 – Więcaszek (89).

KŁOS: Łopąg (42 Wojtiuk) – Fornal, Rutkowski, Flis, Siatka, K. Rak, Krawiec (63 J. Rak), Kamola, Filipczuk, Wójcicki (46 Poznański), Chmiel (68 Jabłoński).

Po dwóch zwycięskich meczach podopieczni Roberta Tarnowskiego znów musieli przełknąć gorycz porażki. Pierwsza połowa spotkania nie zapowiadała tak smutnego dla gospodarzy zakończenia. – Do przerwy mecz był wyrównany. Na dobrą sprawę nawet do momentu zdobycia przez gości drugiego gola, żadnej z drużyn nie udało się uzyskać przewagi – mówił po ostatnim gwizdku sędziego trener Tarnowski. – Właśnie druga bramka dla Kryształu zadecydowała o losach meczu.

W 65 min. Kryształ uzyskał prowadzenie po golu z rzutu karnego. – Zupełnie przypadkowa jedenastka. Damian Flis przyjął piłkę na klatkę piersiową we własnym polu karnym. Nie zauważył z kolei stojącego za plecami przeciwnika. Zawodnik Kryształu wbiegł przed naszego obrońcę i kiedy ten chciał kopnąć piłkę, trafił w nogę rywala. Sędzia nie miał żadnych wątpliwości – opowiada szkoleniowiec Kłosa.

– Potem straciliśmy bramkę ze stałego fragmentu gry, a dobił nas Wojciech Więcaszek zdobywając dwa gole strzałami z rzutów wolnych z dalszej odległości. Można powiedzieć, że Kryształ był dziś bardzo skuteczny. To niezwykle groźna drużyna i choć na początku sezonu straciła kilka punktów, moim zdaniem, po pierwszym etapie rozgrywek znajdzie się w najlepszej szóstce. Goście pokazali, że mają dużo jakości w ofensywie – dodaje trener Tarnowski.

Po stracie drugiego gola Kłos próbował atakować, doprowadzić do remisu, ale piłkarze z Werbkowic byli niezwykle groźni. W kolejnym meczu zespół z gminy Chełm zmierzy się z Unią Białopole. Spotkanie odbędzie się w sobotę 5 września o godz. 11.00.(r)

Nie taki diabeł straszny…

POWIŚLAK KOŃSKOWOLA – SPARTA REJOWIEC FABRYCZNY 1:1 (1:0)

1:0 – Milcz (26), 1:1 – Głowacki (51).

SPARTA: Kamiński – Huk, Kić, Starok, Wołos, Borówka (56 Martyn), Kasperek, Kuśmierz, Figura (70 Karwowski), Głowacki (56 Jasiński), Pokrywka.

Sparta w meczu z faworytem grupy A sprawiła dużą niespodziankę. Podopieczni Bartosza Bodysa wywalczyli jeden punkt, zresztą niezwykle cenny. Tym samym przedłużyli do trzech spotkań serię meczów ze zdobyczą punktową.

– Pojechaliśmy do lidera, zespołu, który jest „w gazie”, świetnie usposobiony ofensywnie – mówił po meczu Bartosz Bodys. – Powiślak ostatnio zaaplikował osiem goli Opolaninowi, choć wiemy, że mecz meczowi nierówny. Początek meczu z naszej strony był zbyt bojaźliwy, graliśmy co innego, niż to, co ustaliliśmy sobie w szatni. Przez 25 min. Powiślak zdecydowanie przeważał, jednak nie miał jakichś stuprocentowych sytuacji do zdobycia gola. Zagrażał jedynie po stałych fragmentach gry.

Właśnie w 25 min. mogliśmy zdobyć prowadzenie. Przeprowadziliśmy groźną akcję, Pokrywka zagrał do Figury, a ten znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem gospodarzy. Oddał strzał, lecz golkiper Powiślaka nie dał się zaskoczyć. Piłka jeszcze odbiła się od słupka, dopadł do niej Głowacki, próbował dobijać, ale nieskutecznie. Gospodarze wyszli z szybkim kontratakiem, piłkę dostał Jarosław Milcz i nie zmarnował okazji sam na sam z Kamińskim – opowiada szkoleniowiec Sparty.

Goście po utracie bramki dobrze zareagowali. Ruszyli do przodu i mieli kilka okazji na to, by doprowadzić do remisu. – Strzelali Kuśmierz i Pokrywka, ale nie dali rady zaskoczyć bramkarza Powiślaka. W przerwie powiedzieliśmy sobie, że 0:1 to taki wynik, który w każdej chwili można odrobić. Uczuliłem zawodników, by nie ruszyli mocno do przodu, żeby nie stracić drugiej bramki. Mieliśmy zagrać uważnie w defensywie, poczekać na okazje do kontry. I bardzo szybko udało się strzelić wyrównującą bramkę – podkreśla Bartosz Bodys.

Po akcji Kasperka i Głowackiego ten ostatni nie dał szans bramkarzowi gospodarzy. – Andrzej uderzył z trudniejszej piłki niż w pierwszej połowie i trafił do siatki. Chwała mu za to, zdobył kolejnego gola w tym sezonie – dodaje szkoleniowiec gości. – Po tej bramce niepotrzebnie stanęliśmy, ale przeciwnik tego nie wykorzystał. Gdy w 78 min. drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę dostał Milcz, otworzyła się przed nami szansa, by zdobyć drugiego gola i pokusić się o trzy punkty.

Przy odrobinie szczęścia mogliśmy zdobyć zwycięską bramkę, ale też musieliśmy uważać, bo Powiślak, choć grał w dziesiątkę, nie rezygnował z ataków na naszą bramkę. W sumie jestem zadowolony z wyniku i gry zespołu, tym bardziej że z powodu kontuzji z kadry wypadli Jacek Paździor i Artur Hawerczuk. Przed meczem remis wziąłbym w ciemno. Z trudnego terenu wywozimy punkt i to jest najważniejsze. Przed nami kolejny ciężki rywal – dodaje B. Bodys.

Sparta Rejowiec Fabryczny w siódmej kolejce zagra u siebie z Opolaninem Opole Lubelskie. Początek spotkania w sobotę 5 września o 11.00.(r)

Mnóstwo sytuacji, tylko trzy gole

VICTORIA ŻMUDŹ – ŁADA BIŁGORAJ 3:0 (1:0)

1:0 – Kashay (30), 2:0 – Kashay (62), 3:0 – Pikul (88).

VICTORIA: Kruczek – Skowronek (46 Misiurek), Kazubski, Przychodzień, Ścibior, Kuczyński (46 K. Sawa), J. Sawa (46 Lecki), Sobiech, Flis (46 Szaran), Pikul, Kashay (81 Persona).

To był mecz do jednej bramki. Łada w zasadzie broniła własnego pola karnego. Gdyby Victoria wykorzystała wszystkie stworzone okazje do zdobycia gola, odniosłaby rekordowe zwycięstwo.

– Mieliśmy ogromną przewagę przez całe 90 minut – mówił po spotkaniu Piotr Moliński, trener drużyny ze Żmudzi. – Nie wykorzystaliśmy całej masy sytuacji. Sam Ezana Kashay do przerwy powinien zdobyć jeszcze dwa gole. Łada wybijała piłkę z linii bramkowej, ratował ją też słupek i poprzeczka. Do przerwy prowadziliśmy tylko 1:0 i byłem zły na to, że graliśmy bardzo nieskutecznie. Stąd też aż cztery zmiany przed rozpoczęciem drugiej części gry. Musieliśmy coś zrobić, żeby po zmianie stron podwyższyć wynik.

W drugiej części spotkania Victoria zdobyła dwie kolejne bramki, ale sytuacji miała o wiele więcej. – To była strzelecka kanonada. Mecz toczył się na połowie przeciwnika. Już dawno nie graliśmy tak nieskutecznie. Męczyliśmy się, bo kompletnie piłka nie chciała nas słuchać. Gramy nierówno i nad tym musimy pracować na treningach. Łada przy 0:2 miała jedyną okazję do zdobycia bramki. Po strzale z rzutu wolnego piłka odbiła się od poprzeczki – opowiada trener Moliński, którego zespół odniósł trzecie z rzędu zwycięstwo w obecnym sezonie.

W następnym meczu zespół Victorii zagra na wyjeździe z Huczwą Tyszowce. Początek spotkania w niedzielę 6 września o 16.00. (r)

Słaby występ Unii

GRYF GMINA ZAMOŚĆ – UNIA BIAŁOPOLE 5:2 (3:2)

0:1 – Lewkowicz (7), 1:1 – K. Wołoch (9), 2:1 – Gałka (13 karny), 2:2 – Mazur (19), 3:2 – A. Wołoch (39), 4:2 – K. Wołoch (68), 5:2 – Kierepka (85).

UNIA: Kozłowski – Greguła, Bureć, Kociuba, Poterucha, Zdybel (8 Leśnicki, 75 K. Cor), Michał Antoniak (75 Krasnowski), Lewkowicz, Mateusz Antoniak (70 M. Cor), Mazur, Sarzyński (55 Fronc).

– To był nasz najsłabszy mecz w czwartej lidze – mówił po ostatnim gwizdku sędziego trener Unii, Tomasz Hawryluk. – Zagraliśmy bez odpowiedniej koncentracji i wiary w siebie.

Spotkanie dla Unii rozpoczęło się bardzo dobrze. W 7 min. do siatki trafił Dawid Lewkowicz. – Co z tego, jak zamiast zagrać uważniej w defensywie, dwie minuty później dopuściliśmy do tego, że przeciwnik doprowadził do remisu, a w 13 min. wyszedł na prowadzenie – mówi trener Hawryluk. – Straciliśmy gola z rzutu karnego, po faulu Wojciecha Burecia, którego nie powinno być. Udało się nam po kontrataku zdobyć bramkę na 2:2, ale jeszcze przed przerwą popełniliśmy kolejny błąd, po którym Gryf po raz drugi w tym meczu wyszedł na prowadzenie.

Poszło dośrodkowanie w nasze pole karne, Łukasz Kozłowski nie wyszedł do piłki, ta spadła za drugim słupkiem i zawodnik gospodarzy uderzył ją głową, lobując naszego bramkarza. Miałem nadzieję, że zmiany, jakie przeprowadziłem, poprawią styl naszego grania. Niestety, nic one nie wniosły dobrego do naszej gry. Czwarty gol całkowicie odebrał nam ochotę do gry. Zagraliśmy słabo, bez piłkarskich argumentów. Przed nami ważny mecz z Kłosem Gmina Chełm, będziemy chcieli zrehabilitować się za słaby występ z Gryfem – dodaje Tomasz Hawryluk. (r)

Pod kontrolą Włodawianki

ORLĘTA ŁUKÓW – WŁODAWIANKA 0:2 (0:1)

0:1 – Kawalec (1), 0:2 – Welman (62).

WŁODAWIANKA: Polak – Gontarz, Czarnota, Błaszczuk, Magdysh (89 Kosowski), Kamiński, Ilczuk, Nielipiuk, Musz (87 Misiura), Welman, Kawalec.

Mecz rozpoczął się idealnie dla Włodawianki. Już pierwsza akcja przyniosła podopiecznym Mirosława Kosowskiego gola. Vladyslaw Magdysh odważnie wbiegł z piłką w pole karne przeciwnika, zagrał wzdłuż bramki, a Jakub Kawalec z dwóch metrów dopełnił tylko formalności.

– Szybko zdobyta bramka pozwoliła nam na spokojne granie piłką – mówi trener włodawskiej drużyny. – Długimi fragmentami utrzymywaliśmy się przy niej, dobrze graliśmy atakiem pozycyjnym, konstruując kolejne akcje. Do przerwy mogliśmy pokusić się jeszcze o jednego gola. Po dośrodkowaniu w pole karne w bardzo dobrej sytuacji znalazł się Rafał Musz. Uderzył piłkę głową, ale bramkarz Orląt wybił futbolówkę na rzut rożny.

Po zmianie stron gospodarze próbowali doprowadzić do wyrównania. – Dwukrotnie zagrozili naszej bramce – opowiada Mirosław Kosowski. – Pierwszy strzał obronił Daniel Polak, drugi zaś był niecelny.

W 62 min. Włodawianka podwyższyła wynik. Do dośrodkowania w pole karne najwyżej wyskoczył Maciej Welman i ładną „główką” pokonał bramkarza Orląt. – Mieliśmy jeszcze kilka dogodnych okazji, ale wynik nie uległ już zmianie – mówi M. Kosowski. – Cieszymy się z wygranej, mamy kolejne trzy punkty zdobyte na wyjeździe. Dalej jesteśmy w czołówce.

W samej końcówce na boisku pojawił się sam… Mirosław Kosowski. Zagrał kilka minut. – Jestem zgłoszony do rozgrywek, można powiedzieć, że debiut we Włodawiance w czwartej lidze, jako zawodnik, mam za sobą – śmieje się 51-letni szkoleniowiec włodawskiego zespołu.

W następnej kolejce we Włodawie dojdzie do arcyciekawego meczu. Gospodarze będą podejmować Start Krasnystaw, a boje obu drużyn zawsze elektryzowały publiczność. Początek spotkania w niedzielę 6 września o 16.00. (r)

Trzecia porażka z rzędu

START KRASNYSTAW – LUTNIA PISZCZAC 0:1 (0:1)

0:1 – Hołownia (16).

START: Janiak – Wojciechowski, Saj, Lenard, Ciechan, Dworucha, Chariasz, A. Kowalski (85 Tor), Matycz (46 Sołdecki), Wójcik (80 Frącek), Wójtowicz (46 Florek).

Start Krasnystaw wpadł w dołek. Podopieczni Marka Kwietnia przegrali trzecie spotkanie z rzędu. Swoją grą zasmucili szkoleniowca, który w dniu meczu miał wesele córki. – W szatni mówimy sobie, że musimy walczyć od pierwszej do ostatniej minuty, zachować koncentrację, a wychodzimy na boisko i czegoś nam zawsze brakuje. Nie powiem, że nie walczymy, bo chcemy, zależy nam, ale gdzieś tkwi przyczyna naszej słabszej gry – mówił po spotkaniu kapitan Startu Daniel Chariasz.

W pierwszej części gry Start stworzył dwie okazje do zdobycia gola. Pierwszej nie wykorzystał Michał Wójtowicz, drugiej Daniel Chariasz. – Na drugą połowę wyszliśmy z nadzieją, że odrobimy straty. Na pewno zagraliśmy lepiej, ale nie potrafiliśmy stworzyć sobie dogodnych sytuacji strzeleckich. W zasadzie mieliśmy tylko rzut wolny, po którym zagroziliśmy rywalowi. Nie było pomysłu na to, jak przedrzeć się przez defensywę przeciwnika. Musimy się jak najszybciej pozbierać i zacząć punktować. Postaramy się o punkty we Włodawie, choć wiemy, że to będzie ciężki mecz – dodaje D. Chariasz. r