8. kolejka. IV liga

Stracili zwycięstwo w doliczonym czasie


POWIŚLAK KOŃSKOWOLA – WŁODAWIANKA WŁODAWA 2:2 (1:0)

1:0 – Pryliński (3), 1:1 – Kawalec (47), 1:2 – Waszczyński (83), 2:2 – Gil (90+3).

WŁODAWIANKA: Polak – Gontarz, Błaszczuk, Nielipiuk, Kamiński, Czarnota (46 Pacek), Musz (46 Magdysh), Ilczuk (90 Naumiuk), Welman (70 Waszczyński), Skrzypek (63 Borcon), Kawalec.

Po słabym meczu i porażce z niżej notowanym Startem Krasnystaw spotkanie z bardzo silnym Powiślakiem dla piłkarzy Włodawianki było okazją do rehabilitacji. Podopieczni Mirosława Kosowskiego byli bliscy zainkasowania trzech punktów. Gola, który odebrał im zwycięstwo, stracili w doliczonym czasie gry.

Początek meczu dla Włodawianki był nieudany. Już w 3 min. gospodarze objęli prowadzenie. – Słabo weszliśmy w ten mecz, utrata gola podcięła nam nieco skrzydła, ale z każdą minutą graliśmy coraz lepiej. W pierwszej połowie Powiślak był drużyną nieco lepszą od nas, ale w drugich 45-minutach sytuacja na boisku odwróciła się. Zaczęliśmy dominować, stwarzać okazje strzeleckie i już w 47 min. doprowadziliśmy do remisu po ładnym strzale Jakuba Kawalca. Mieliśmy jeszcze kilka niezłych sytuacji, ale dopiero w 83 min. Piotr Waszczyński zdobył drugiego gola – relacjonuje trener Kosowski.

Wydawało się, że Włodawianka w Końskowoli sprawi dużą niespodziankę. Niestety, w trzeciej minucie doliczonego czasu gry, Powiślak uratował remis. – Poszła piłka na dalszy słupek, tam stał niepilnowany przez nikogo zawodnik gospodarzy i strzałem z 7 m trafił do siatki – opowiada szkoleniowiec włodawskiej drużyny. – Popełniliśmy za dużo prostych błędów, dlatego nie udało się nam utrzymać wygranej. Później mieliśmy jeszcze rzut rożny, po którym mogliśmy pokusić się o zwycięskiego gola. Wynik końcowy jest jednak sprawiedliwy, choć z przekroju całego meczu to mój zespół lepiej operował piłką. Myślę, że pokazaliśmy, iż jesteśmy bardzo solidną czwartoligową drużyną. Przed nami mecz ze Spartą Rejowiec Fabryczny u siebie i po tak dobrym występie przeciwko Powiślakowi będziemy chcieli udowodnić, że porażka ze Startem była wypadkiem przy pracy – dodaje M. Kosowski.

Spotkanie Włodawianka – Sparta odbędzie się w sobotę 20 września o godz. 16.00.(r)

Szkoda niewykorzystanych okazji

START KRASNYSTAW – BIZON JELENIEC 2:2 (1:1)

0:1 – Osiak (35), 1:1 – Wójtowicz (42), 2:1 – Florek (48), 2:2 – Olek (53).

START: Skrzypa – Jaroszek (68 Tor), Saj, Lenard, Wojciechowski, Wójtowicz (58 Matycz), Ciechan, Dworucha, A. Kowalski (86 Wic), Chariasz, Frącek (46 Florek).

Po dobrym meczu Startu we Włodawie kibice w Krasnymstawie spodziewali się kolejnych trzech punktów. Podopieczni trenera Marka Kwietnia zagrali jednak nieco słabiej, niż przeciwko Włodawiance, ale mimo to, powinni zwyciężyć, bo stworzyli więcej stuprocentowych okazji do zdobycia gola, aniżeli rywale.

W pierwszej części meczu przez długi czas gra była wyrównana. Start próbował zagrażać atakując głównie skrzydłami i gdyby w dwóch sytuacjach 16-letni Miłosz Ciechan dokonał lepszych wyborów, gospodarze mogliby prowadzić. Utalentowany, dynamiczny skrzydłowy Startu najpierw dostał piłkę od Daniela Chariasza i zamiast opanować futbolówkę lewą nogą, i oddać strzał, przyjął na prawą, i się pogubił. W kolejnej sytuacji Ciechan zagrał wzdłuż bramki, ale nikt nie zamknął akcji.

Zagrażać bramce Mateusza Skrzypy starał się też Bizon. Goście osiągnęli swój cel w 35 min., kiedy to Damian Osiak uderzył po długim rogu i bramkarz Startu był bez szans. Utrata gola zmobilizowała podopiecznych Marka Kwietnia do lepszej gry. Już w 42 min. po dośrodkowaniu Chariasza i fatalnym błędzie golkipera Bizona Sebastian Wójtowicz doprowadził do remisu. Tuż przed przerwą wymarzoną okazję do zdobycia gola miał Jakub Frącek. Dostał podanie od Chariasza i znalazł się w polu karnym sam przed bramkarzem. Przyjął piłkę i postanowił lobować rywala, ale posłał ją nad poprzeczką. – To powinien być gol! – krzyczał z ławki rezerwowych trener Kwiecień.

W przerwie zmęczonego Frącka zastąpił Kryspin Florek. I już w 48 min. wpisał się na listę strzelców. Napastnik gospodarzy wykorzystał błąd w ustawieniu szeregów defensywnych rywala, wybiegł przed obrońcę i strzałem w długi róg pokonał bramkarza gości. Niestety pięć minut później przeciwnik wyrównał, a gola zdobył po rzucie rożnym. Najwięcej zimnej krwi w polu karnym zachował Łukasz Olek i strzałem z bliska pokonał Skrzypę. Obie drużyny dążyły do zdobycia zwycięskiej bramki, ale bardziej konkretne sytuacje stwarzał Start. Bizon zagrażał strzałami z dystansu, z którymi radził sobie Skrzypa. Piłkę meczową w 90 min. miał Florek. Po dośrodkowaniu uderzył głową tuż przy słupku, ale golkiper gości popisał się dużym refleksem i w sobie tylko wiadomy sposób wybił futbolówkę na rzut rożny. Jeszcze w doliczonym czasie gry okazję miał Paweł Matycz, lecz jej nie wykorzystał. – Zagraliśmy na pewno słabszy mecz i ten punkt mimo wszystko szanujemy – powiedział po spotkaniu trener Kwiecień.

W następnej kolejce Start zagra na wyjeździe z POM Iskra Piotrowice. Spotkanie odbędzie się w sobotę 19 września o godz. 11.00. (r)

Przegrali na własne życzenie

GRYF GMINA ZAMOŚĆ – KŁOS GMINA CHEŁM 1:0 (1:0)

1:0 – Kierepka (28).

KŁOS: Wojtiuk – Rutkowski, Poznański (46 Filipczuk), Kowalski, Siatka, K. Rak, Flis, Kamola (65 Chmiel), Fornal, Wójcicki, Brzozowski.

Zamiast trzech punktów, jest… zero. Piłkarze Kłosa wrócili ze Szczebrzeszyna, gdzie swoje mecze rozgrywa zespół Gryfa Gmina Zamość, w minorowych nastrojach. – Znów przegraliśmy na własne życzenie – komentuje występ swojego zespołu trener Robert Tarnowski. – W pierwszej połowie dominowaliśmy zdecydowanie. To był jednostronny mecz, w którym atakowaliśmy, a rywal koncentrował się na obronie własnej bramki. I zamiast wykorzystać którąś z sytuacji, wyjść na prowadzenie, w prostej sytuacji tracimy gola. Można powiedzieć, że sami sobie go strzelamy. Emil Poznański zagrał piłkę w kierunku Artura Rutkowskiego, który nie zdążył jej opanować i futbolówka opuściła pole gry. Zamiast odbudować ustawienie obaj wdali się w niepotrzebną dyskusję, kto popełnił błąd przy tym zagraniu. Gospodarze natomiast szybko wykonali aut i w mgnieniu oka byli już pod naszym polem karnym. Pierwszy strzał został zablokowany przez ratującego sytuację Damiana Flisa, a przy dobitce z 16 m Konrad Wojtiuk nie miał już szans. Uderzona mocno piłka wpadła niemal w okienko – opowiada trener Tarnowski.

W drugiej połowie Kłos bardzo chciał doprowadzić do remisu i w jego poczynania wkradł się niepotrzebny chaos. – Nie potrafiliśmy uporządkować naszej gry, bo chyba za bardzo chcieliśmy zmienić niekorzystny wynik. Zabrakło cierpliwości w rozgrywaniu akcji. Z drugiej jednak strony mający prowadzenie gospodarze ustawili się na swojej połowie i ciężko było przedrzeć się przez bardzo szczelną defensywę rywala. Nie stworzyliśmy sobie ani jednej stuprocentowej sytuacji do zdobycia bramki. Szkoda tego meczu, bo uważam, że gdybyśmy byli bardziej skoncentrowani, nie przegralibyśmy go. Przed nami spotkanie z Unią Hrubieszów u siebie, które musimy rozstrzygnąć na swoją korzyść, bo później czekają nas cztery niezwykle ciężkie mecze z: Victorią, Granitem, Tomasovią i Świdniczanką – dodaje trener Tarnowski.

Mecz Kłosa z Unią odbędzie się w niedzielę 20 września o 11.00 na boisku w Rożdżałowie.(r)

Victoria zrobiła swoje

VICTORIA ŻMUDŹ – KRYSZTAŁ WERBKOWICE 1:0 (0:0)

1:0 – Pikul (48)

VICTORIA: Perdun – Przychodzień, Ścibior, Kazubski, Persona, Bartnik, K. Sawa (90 Flis), Sobiech (36 Kuczyński), Pikul, Szaran (46 J. Sawa), Lecki (46 Kashay).

Victoria Żmudź odniosła piąte z rzędu zwycięstwo i zadomowiła się na pozycji wicelidera czwartej ligi grupy południowej. Tym razem podopieczni Piotra Molińskiego odesłali z kwitkiem silną ekipę Kryształu Werbkowice, prowadzoną przez Jacka Ziarkowskiego, w której gra m.in. Wojciech Więcaszek, znany z występów we Włodawiance, czy ostatnio w Chełmiance.

– Dla kibica to był brzydki mecz – mówił po ostatnim gwizdku sędziego trener gospodarzy, Piotr Moliński. – Brakowało składnych akcji, a strzałów na bramkę było jak na lekarstwo. Kryształ bardzo mocno skupił się na defensywie i nastawił się na kontratak. Po odbiorze piłki rywal długimi podaniami próbował uruchomić formację ofensywną. Zawodnicy Kryształu byli bardziej ociężali, mniej wybiegani, dlatego też skoncentrowali się na grze obronnej. Ciężko było nam narzucić swój styl gry. W pierwszej połowie obie drużyny stworzyły po jednej sytuacji do zdobycia gola.

W drugich 45 minutach Victoria szybko osiągnęła cel. W 48 min. znalazła sposób na przeciwnika. – Przenieśliśmy grę z jednego skrzydła na drugie, Kamil Sawa dograł dokładną piłkę w pole karne, a wbiegający w szesnastkę Dawid Pikul precyzyjnym strzałem pokonał bramkarza gości – opowiada P. Moliński.

Victoria kontrolowała przebieg meczu i starała się podwyższyć wynik, ale nie stworzyła sobie zbyt wielu okazji do zdobycia gola. Kryształ nie zmienił swojego sposobu gry. W dalszym ciągu wybijał gospodarzy z rytmu, sam też nie był w stanie zaskoczyć bloku defensywnego Victorii. – To była taka szarpanina, a nie gra w piłkę. Goście mieli dużo pretensji do sędziego, dyskutowali z nim, tracąc czas. W samej końcówce z wolnego uderzał Więcaszek, lecz Marcin Perdun, wypożyczony z Górnika Łęczna 17-letni bramkarz, był na posterunku. Myśmy próbowali strzelić jeszcze jednego gola, by zamknąć mecz, i okazje miał Jakub Sawa, ale jej nie wykorzystał. Odnieśliśmy jednak w pełni zasłużone zwycięstwo, bo w tym brzydkim meczu byliśmy zespołem lepszym. Cieszy fakt, że w tym sezonie tracimy mało goli, nie dopuszczamy przeciwnika do sytuacji strzeleckich z gry – dodał szkoleniowiec zespołu ze Żmudzi.

W dziewiątej kolejce dojdzie do derbowego, historycznego pojedynku w czwartej lidze. Victoria zmierzy się w Białopolu a miejscową Unią. Początek spotkania w niedzielę 20 września o 15.00. (r)

Telewizyjny gol Kuśmierza

SPARTA REJOWIEC FABRYCZNY – LUTNIA PISZCZAC 1:2 (1:1)

0:1 – Hołownia (6), 1:1 – Kuśmierz (34), 1:2 – Artymiuk (81).

SPARTA: Kamiński – Figura (90 Sienkiewicz), Kić, Borówka (65 Jasiński), Wołos, Pokrywka, Kasperek, Huk, Kuśmierz (83 Barabasz), Martyn, Głowacki (73 Karwowski).

Lutnia Piszczac przed tygodniem pokonała u siebie Powiślaka Końskowola i każdy kto myślał, że Spartę czeka łatwy mecz, był w błędzie. Zespół gości ma w swoich szeregach doświadczonych graczy, z trzecioligową przeszłością, co zresztą było widać na boisku.

Spotkanie dla gospodarzy rozpoczęło się fatalnie. Już w 6 min. Michał Kyć, który w sobotnie popołudnie nie miał najlepszego dnia, tak podał piłkę do własnego bramkarza, że przechwycił ją Adrian Hołownia i umieścił w siatce. Sparta przez niemal kwadrans nie mogła otrząsnąć się po szybkim ciosie zadanym przez rywala. W końcu odważniej zaatakowała. Dobre piłki na skrzydła do Jakuba Martyna i Damiana Kuśmierza rzucał Marcin Borówka. Po jednej z akcji Kuśmierz wbiegł w pole karne, zagrał wzdłuż bramki, ale żaden z zawodników Sparty nie doszedł do podania. W końcu w 34 min. Kuśmierz zbiegł z piłką z prawej strony do środka, uderzył z 20 m lewą nogą i piłka zatrzepotała w górnym rogu bramki Lutni. Gol godny telewizyjnej kamery.

W drugiej połowie Sparta jeszcze przez 10 minut była zespołem lepszym. Później oddała inicjatywę przeciwnikowi. – Nie graliśmy tego, o czym rozmawialiśmy w szatni w przerwie meczu. Zamiast grać piłką, próbowaliśmy długich podań, które nie przynosiły żadnego rezultatu. Co gorsze, nie potrafiliśmy skorygować naszej gry. Byliśmy gorsi w środku pola. Rywal wprowadził do gry rosłego zawodnika, który zbijał wszystkie górne piłki. Lutnia jednak nic wielkiego nie grała, a mimo to wywiozła trzy punkty – opowiada Bartosz Bodys, trener Sparty.

W 81 min. gospodarze wykonywali rzut wolny w bocznej strefie boiska. Kopnięta w pole karne piłka wróciła w tę samą strefę. – Niestety, w prosty sposób straciliśmy ją i rywal wyszedł z kontratakiem. Mogliśmy przerwać akcję faulem, ale tego nie zrobiliśmy. Lutnia dobrze rozegrała kontrę, poszło podanie w boczny sektor, Michał Kić źle odczytał akcję, zawodnik gości w tempo przyjął piłkę, w polu karnym przymierzył w długi róg i pokonał Kamińskiego – dodaje szkoleniowiec Sparty. (r)

Zabrakło koncentracji

UNIA HRUBIESZÓW – UNIA BIAŁOPOLE 3:2 (0:1)

0:1 – Lewkowicz (25), 1:1 – Oleszczuk (46), 2:1 – Podgórski (48), 3:1 – Pańko (65), 3:2 – Leśnicki (79).

UNIA B.: Kozłowski – Greguła, Kociuba, M. Cor, Ślusarz, Michał Antoniak, Mateusz Antoniak (65 Zdybel), Lewkowicz (69 Sarzyński), Poterucha, Leśnicki, Mazur.

W Hrubieszowie spotkały się dwie Unie. Strzelanie rozpoczęła i zakończyła w tym meczu ta z Białopola, ale trzy punkty zgarnęli gospodarze. – Pierwsza połowa w naszym wykonaniu nie była zła. Kibice oglądali wyrównany mecz. Ustawiliśmy się na swojej połowie, czyhając na kontrataki. Jeden z nich zakończył się zdobyciem gola przez Dawida Lewkowicza. Mieliśmy jeszcze dwie dobre akcje, ale zabrakło wykończenia – relacjonuje Tomasz Hawryluk, trener Unii Białopole. – W przerwie w szatni powiedziałem chłopakom, żeby od samego początku zachowali koncentrację, bo przeciwnik na pewno zaatakuje. I niestety, w ciągu trzech minut straciliśmy dwie bramki. Popełniliśmy znów proste błędy. Najpierw Oleszczuk trafił do siatki mocnym uderzeniem, a dwie minuty później Podgórski posłał piłkę do pustej bramki. Te dwie sytuacje spowodowały, że byliśmy ugotowani. Kilkanaście minut później gospodarze zdobyli trzeciego gola.

W 79 min. piłkarze z Białopola złapali kontakt z rywalem. Po asyście Aleksandra Poteruchy drugiego gola dla gości strzelił Sławomir Leśnicki. – Ruszyliśmy jeszcze do przodu, mając nadzieję, na zdobycie wyrównującej bramki, ale nam się nie udało. Szkoda tego meczu, bo myślę, że jeden punkt był w naszym zasięgu. Przez szkolne błędy popełnione zaraz na początku drugiej połowy, wracamy do Białopola z niczym – dodał Tomasz Hawryluk. (r)