Pod 997 nie dało się dodzwonić

Krzyki i przemoc za ścianą. Pierwsza myśl – wezwać policję. Sygnał jest, ale nikt nie podnosi słuchawki. I co wtedy?

– Wczoraj, aby pomóc sąsiadce, która doświadczała przemocy, zadzwoniłam na policję. Czekałam aż ktoś odbierze. Cisza, nic, zero reakcji – alarmowała w minionym tygodniu na jednym z portali społecznościowych oburzona kobieta.
Ponoć agresora udało się uspokoić i ostatecznie obyło się bez interwencji policji. Kobieta przyznała jednak, że to, co się wydarzyło, jest nie do pomyślenia. – Moje obawy co do bezpieczeństwa i reakcji na telefon – jakby nie było alarmowy – są. Co by było, gdybym dzwoniła z prośbą o ratowanie życia? – pytała.
To nie pierwszy raz, kiedy dostajemy sygnał w sprawie problemów z dodzwonieniem się pod numer 997. Przykładowo – w ubiegłym roku zgłosił się do nas mężczyzna, który chciał poinformować dyżurnego o tym, że na terenie Przedszkola Miejskiego nr 6 grasuje grupa chuliganów. Pili, oddawali mocz i bluzgali na pół osiedla. Wtedy też słuchawki w komendzie nikt nie odbierał. Czy w dyżurce nikogo nie było?
– Nigdy się to nie zdarza – zapewnia podkom. Ewa Czyż, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Chełmie. – Na jednej zmianie zawsze są dwie osoby: dyżurny i jego zastępca. Nawet jeśli jeden z nich wyjdzie na chwilę, drugi go zastępuje. Zdarza się jednak, że obaj odbierają w tym samym czasie telefony alarmowe, więc linia jest zajęta. Trzeba poczekać – tłumaczy.
A co wtedy, gdy nie mamy czasu czekać? Rzecznik policji przypomina, że w pilnych sytuacjach można też dzwonić pod numer 112. Pytanie tylko, co będzie, jeśli tam też z powodu zbyt małej liczby osób na stanowisku dyspozytora nikt nie odbierze? (mg)