Kontrola za kontrolą

Szkoła Podstawowa w Rejowcu Fabrycznym stała się w ostatnich miesiącach centrum nieustannych sporów i kontroli. Nauczyciele narzekają, że zamiast koncentrować się na pracy z uczniami, muszą odpowiadać na kolejne pisma i wyjaśniać działania szkoły, mimo braku uchybień stwierdzonych przez kuratorium. Mieszkańcy uważają, że „wojenki” wokół szkoły, odciągają uwagę od rzeczywistych problemów miasta.

W ostatnim czasie docierają do nas sygnały o napiętej sytuacji wokół Szkoły Podstawowej w Rejowcu Fabrycznym. Jak słyszymy od mieszkańców i nauczycieli, do placówki regularnie kierowane są pisma z prośbą o wyjaśnienia ze strony organu prowadzącego. Część pedagogów przyznaje nieoficjalnie, że zamiast skupić się na pracy z uczniami, muszą odpowiadać na kolejne zapytania i tłumaczyć podejmowane działania. Dla niektórych to duże źródło stresu. Nauczyciele mówią o podważaniu ich kompetencji i zaufania wśród rodziców.

W ostatnim czasie placówkę ponownie kontrolowało Kuratorium Oświaty. Tym razem chodziło o skargę, jaką na dyrektora szkoły złożyło… miasto.

– To jakieś kuriozum. Sytuacje, w których to organ prowadzący składa skargę na własną placówkę, zdarzają się niezwykle rzadko. Wójtowie, burmistrzowie czy prezydenci miast jako organ wykonawczy gminy zazwyczaj bronią swoich jednostek. U nas jest odwrotnie – mówią nauczyciele.

Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, kontrola dotyczyła sprawowania opieki nad uczniem ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Z naszych informacji wynika, że nie wykazała uchybień i nie wydano zaleceń pokontrolnych. Podobnie było w przypadku dwóch wcześniejszych kontroli kuratorium, które odbywały się w poprzednich miesiącach.

W ubiegłym tygodniu odbyło się również posiedzenie Komisji Skarg, Wniosków i Petycji Rady Miasta. Przedmiotem obrad była inna skarga na szkołę, złożona przez kilkoro rodziców. Dotyczyła zdarzenia z października ubiegłego roku z udziałem uczniów klasy siódmej. Grupa chłopców miała wówczas niewłaściwie zachować się wobec kolegi i naruszyć jego nietykalność cielesną. Rodzice osób zamieszanych w ten incydent jeszcze w ubiegłym roku kierowali skargi do Kuratorium Oświaty oraz Rzecznika Praw Dziecka. Instytucje te nie dopatrzyły się jednak uchybień w działaniach szkoły. Autorzy rozpatrywanej ostatnio skargi podnoszą m.in., że – ich zdaniem – nie wyciągnięto konsekwencji wobec nauczycieli, a sprawa została niepotrzebnie nagłośniona i przekazana do różnych instytucji.

Wśród mieszkańców nie brakuje głosów, że konflikt wokół szkoły jest niepotrzebny, a miasto, zamiast tonować nastroje, zdaje się wchodzić w kompetencje organu nadzorującego.

Podczas jednej z ostatnich sesji Rady Miasta burmistrz Gabriel Adamiec informował, że jedna ze skarg, jaka wpłynęła na szkołę, dotyczyła rzekomych zaniechań związanych z wydatkowaniem środków z rady rodziców. Były przewodniczący Rady Rodziców, Marek Parada, zapewnia, że za jego kadencji współpraca zarówno z poprzednią, jak i obecną dyrekcją szkoły układała się dobrze.

– Za każdym razem informowano mnie, na co zostaną wydatkowane pieniądze z rady rodziców. Te środki zawsze wracały do dzieci, np. w formie nagród w konkursach. Zamieszanie wokół naszej szkoły uważam za niepotrzebne. To nikomu nie służy – podkreśla.

Zapytaliśmy urzędników, ile skarg dotyczących Szkoły Podstawowej wpłynęło do Urzędu Miasta lub Rady Miasta od początku bieżącego roku, jakie kwestie lub zarzuty zostały w nich podniesione przez autorów i na jakim etapie znajduje się obecnie postępowanie wyjaśniające. Na odpowiedź czekamy.

Nie brakuje również opinii, że nagłaśnianie kolejnych skarg i konfliktów wokół szkoły odwraca uwagę od spraw, z którymi mieszkańcy mierzą się na co dzień.

– W mieście nie brakuje ważnych problemów, którymi powinny zajmować się władze – od rosnących kosztów wywozu śmieci, przez utrzymanie miejskich jednostek, po inwestycje. Czekamy też na efekty zapowiadanej w kampanii współpracy z powiatem. Zamiast ciągłych sporów chcielibyśmy w końcu usłyszeć o konkretnych planach rozwoju miasta – mówią.

Pojawiają się również głosy mieszkańców o potrzebie referendum.

– Tak złej atmosfery w naszym mieście nie było chyba jeszcze nigdy. Jesteśmy małą społecznością. Nie potrzebujemy konfliktów. Podziały nikomu nie służą, ale zamiast rozmawiać o rozwoju miasta ciągle częściej słyszymy o sporach i konfliktach. W mieście dzieje się źle, co widać gołym okiem. Zamiast rozwoju przepychanki, osobiste porachunki i wojenki pod publikę. Może warto pomyśleć o referendum, w którym mieszkańcy ocenią czy odpowiada im to co się u nas wyprawia – mówią (w)