A gdyby córka nie zadzwoniła…

Troskliwość i czujność córki, życzliwość sąsiadki oraz zdecydowane działanie policji i straży pożarnej uratowały 75-latka, który zasłabł w swoim mieszkaniu, upadł na podłogę i nie mógł się z niej podnieść.


W Nowy Rok świdnicka policja odebrała zgłoszenie, że w jednym z mieszkań w Świdniku prawdopodobnie znajduje się mężczyzna, któremu musiało się coś stać, bo nie odbiera telefonu ani nie reaguje na pukanie do drzwi, a na pewno jest w domu. Mundurowych zaalarmowała jego sąsiadka, którą o pomoc z kolei poprosiła mieszkająca poza Świdnikiem córka mężczyzny, która nie mogła się dodzwonić do ojca, by złożyć noworoczne życzenia.
Pod wskazany adres został wysłany patrol.

Na miejscu zastał zamknięte drzwi. Długotrwałe, intensywne pukanie, pozostawało bez odpowiedzi. Po jakimś czasie funkcjonariusze usłyszeli dobiegające z wewnątrz ciche odgłosy. Wezwani na miejsce strażacy siłą otworzyli drzwi. 75-letni niepełnosprawny gospodarz leżał na podłodze. Był przytomny, ale bardzo wystraszony i osłabiony.

Okazało się, że spędził w takiej pozycji kilka godzin, bo zasłabł, przewrócił się i z powodu urazu kończyn nie mógł się podnieść i odebrać telefonu czy wezwać pomocy. Trafił do szpitala, gdzie po przeprowadzeniu badań, został wypisany do domu. JN