Awantura bez końca

Politycy wciąż przerzucają się odpowiedzialnością za stan Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej i opóźnienia w realizacji rozbudowy tej instytucji. Tubą atakujących Zarząd Województwa związkowców z „Solidarności” i polityków PiS stała się Telewizja TRWAM. Podczas audycji „Po stronie prawdy” wojewoda Przemysław Czarnek oskarżył marszałka o „cofanie całego przedsięwzięcia”. W odpowiedzi marszałek Sławomir Sosnowski spotkał się w piątek z pracownikami COZL i odpierając zarzuty wojewody, apelował, by nie brali udziału w „akcji oczerniania własnego gniazda”.


– Odpowiadamy za to, żeby przekazać w całości dotację, którą pani profesor Elżbieta Starosławska przed laty wywalczyła w kwocie aż 200 mln zł. Jest to ogromna inwestycja z budżetu państwa. Na chwilę obecną jest wydatkowanych 165 mln zł. Mniej więcej 1/3 budowy nie jest dokończona i my w tym momencie mamy jeszcze do wydatkowania 35 mln złotych Występowaliśmy do Ministerstwa Finansów z prośbą, żeby przesunąć dotację, która była do 2016 roku, na rok 2017, tłumacząc, że perspektywa 2017 roku jest realna, i w 2017 roku ta budowa tego niezwykle ważnego obiektu w województwie lubelskim będzie dokończona. Teraz musieliśmy poprosić o przesunięcie pozostałej części dotacji na lata 2018-2019. To działania marszałka wszystko cofają – krytykował wojewoda Przemysław Czarnek.
Eksdyrektor Starosławska, wspierana przez radnych PiS, również była gościem programu. – To Zarząd Województwa wyrażał zgodę na rozbudowę, na rozszerzenie działalności COZL, na zatrudnienie nowych pracowników, marszałkowie podpisywali wszystkie dokumenty. A teraz po prostu niszczą! Niszczą budowę, niszczą szpital, niszczą ludzi! – bardzo emocjonalnie atakował była szefowa Centrum. Z kolei samorządowcy PiS wrócili do swojej polemiki z marszałkami na temat stanu budowy i konieczności podejmowania zaniechanych działań w rodzaju nieszczęsnej inwentaryzacji. Stanowisko Zarządu Województwa jest bowiem konsekwentne – to dyrekcja COZL odpowiada i za przeprowadzenie planu naprawczego, i za wznowienie budowy, cała awantura ma zaś charakter personalno-polityczny i niepotrzebnie straszy pacjentów.
– Nie możemy zgodzić się na kampanię oczerniania COZL w mediach, prowadzoną przez byłą dyrektorkę i niektórych polityków. Polityka zaciskania pasa jest koniecznością, chociaż rozumiemy, dlaczego niektórzy czują się nią bardziej zagrożeni – mówił marszałek Sosnowski na zorganizowanym w odpowiedzi na telewizyjny atak spotkaniu z załogą Centrum. Szef Zarządu Województwa niedwuznacznie zasugerował w ten sposób, że za protestami związkowymi stoją lepiej od innych uposażeni „ulubieńcy byłej dyrektorki”. Jako przykład marszałek podał konserwatora z wynagrodzeniem 8 tys. zł miesięcznie. Pracownicy udowadniali jednak, że redukcje płac dotykają także osoby z niskimi zarobkami, od lat zatrudnione w szpitalu. Dyskusja, momentami bardzo gorąca, żadnych rozstrzygnięć ostatecznie nie przyniosła bo i przynieść chyba nie mogła. Atmosfera pozostaje napięta, a zamiast merytorycznej dyskusji, co dalej z lubelską onkologią, wciąż trwa nieprzerwana wymiana oświadczeń i ciosów. TAK