Aż trudno w to uwierzyć…

WŁODAWIANKA WŁODAWA – ŁADA BIŁGORAJ 0:4 (0:1)


0:1 – Birut (45+1), 0:2 – Skubis (56), 0:3 – Czok (59), 0:4 – Dorosz (74).

WŁODAWIANKA: Polak – Sheliuk, Nielipiuk (72 Bartosz), Żakowski, Czarnota, Jemioł, R. Musz, Błaszczuk, Magdysh (75 Kędzierski), Wojtak (46 Naumiuk), Więcaszek.

Patrząc na końcowy wynik spotkania można przypuszczać, że goście zdominowali Włodawiankę, wręcz udzielili jej lekcji futbolu. Tymczasem rezultat w ogóle nie odzwierciedla przebiegu meczu. Do przerwy gospodarze powinni prowadzi różnicą przynajmniej jednej bramki.

– W pierwszej połowie stworzyliśmy sobie wiele dogodnych sytuacji do zdobycia bramki i żadnej nie potrafiliśmy wykorzystać – mówił po meczu trener Włodawianki, Marek Drob. – Rywale wybijali piłkę niemal z pustej bramki, bramkarz Łady w kilku przypadkach uchronił swój zespół przed utratą gola. Na listę strzelców mogli wpisać się Więcaszek, Czarnota i Magdysh. Niestety, w samej końcówce straciliśmy gola po rzucie wolnym.

W drugiej połowie próbowaliśmy dalej grać taką samą piłkę, ale w niedzielne popołudnie mieliśmy prawdziwego pecha. Nic nie chciało wpaść do bramki Łady. Dobrą okazję miał Magdysh, z wolnego z prawie 40 m w poprzeczkę trafił Rafał Musz, wszystko wskazywało, że w końcu ten gol padnie, ale dalej byliśmy nieskuteczni – dodaje szkoleniowiec Włodawianki.

Tymczasem Łada we Włodawie pod bramką gospodarzy była wyjątkowo skuteczna. – W zasadzie każdą groźną okazję rywal potrafił zamienić na gola. Dwie bramki przeciwnik strzelił nam po dośrodkowaniach i uderzeniach głową. Fizycznie na pewno przewyższał nas i to wykorzystał w naszym polu karnym. W dodatku od 82 min. graliśmy w dziesięciu po czerwonej kartce, za dwie żółte, dla Patryka Błaszczuka.

W sumie, gdyby nie gole, można powiedzieć, że mecz był wyrównany. Niestety, Łada zdobyła aż cztery bramki, my zaś żadnej i jesteśmy z tego powodu niepocieszeni. Kolejnych punktów będziemy szukać już w sobotę, kiedy to na wyjeździe zagramy z Huczwą Tyszowce – mówi trener Drob.(r)