Bajoro i ruina zamiast turystycznej perełki

Zalew w Krępcu, zamiast być rekreacyjną perełką gminy, jest zarośniętym, niezagospodarowanym bajorem

Wygląd zalewu w Krępcu woła o pomstę do nieba – twierdzą nasi czytelnicy. Nie lepiej – jak dodają – wygląda sąsiadujący z nim zabytkowy park. Urząd Gminy Mełgiew, właściciel obiektów, przyznaje, że teren potrzebuje rewitalizacji, ale nie ma na nią pieniędzy.


– W wielkanocny poniedziałek byłem na spacerze nad zalewem w Krępcu i to, co tam zastałem, jest nie do opisania: sterty walających się śmieci, smród i porozwalany gruz. Z ogrodzenia zabytkowego parku nic już prawie nie zostało. Zalew jest pusty i zanieczyszczony – z pomostów praktycznie już nic nie zostało. Brama jest zdezelowana, ogrodzenie „rozprute” przez kogoś, kto pewnie regularnie tam sobie wjeżdża – może po drzewa – bo są tam sterty trocin. Ogólnie wygląda, jakby drzewostan został przetrzebiony. Napisałem w tej sprawie także do UG Mełgiew, ale znając urzędników i biorąc pod uwagę, jak ten teren teraz wygląda, bez pomocy mediów temat nie zostanie podjęty, a nie powinien czekać ani miesiąca – alarmuje pan Tomasz.
Jak dodaje nasz czytelnik, urody miejscu nie dodają także pozostałości budynków z lat 70., pomazane, zdewastowane, zniszczone w środku i na zewnątrz.
– Wyglądają one tak, jakby ktoś chciał je ręcznie rozebrać. Ogólnie cały teren jest totalnie zapuszczony, a przecież są tam też strefy częściowo chronione, będące obszarami ujęć wody. Zachodzę w głowę, jak to możliwe, że teraz, kiedy miasta i wsie tworzą miejsca rekreacji, tutaj wszystko popada w ruinę. Teren ma wielki potencjał, by stać się miejscem wypoczynku dla mieszkańców nie tylko gminy Mełgiew, ale i np. Świdnika, a tu nie dość, że się nie inwestuje, to jeszcze pozwala się, by takie miejsce ulegało degradacji. To brak odpowiedzialności – uważa czytelnik.
Wójt gminy Mełgiew Ryszard Podlodowski wyjaśnia, że sprawa uporządkowania parku nie jest tak prosta, jakby chcieli widzieć to mieszkańcy. Zgadza się, że park i sąsiadujący z nim zalew potrzebują rewitalizacji, jednak – jak zaznacza – to wiązać się będzie się z dużymi kosztami, dlatego gmina złożyła do Urzędu Marszałkowskiego projekt dotyczący dofinansowania na zagospodarowanie tego terenu.
– Czekamy na jego rozstrzygnięcie. Póki co wiele nie możemy zrobić. Ograniczają nas przede wszystkim fundusze. Żeby zrobić tam porządek: ogrodzić teren i w miarę sensownie zagospodarować, potrzeba ponad 2 mln zł. Ponadto cały obiekt jest objęty ochroną konserwatora zabytków. Jeszcze w ubiegłym roku dostaliśmy od niego zgodę na wycinkę drzew. Nie jest to jednak zwykła wycinka, bo pnie trzeba dodatkowo frezować. Te prace właśnie zakończyliśmy – wyjaśnia wójt.
Kilka lat temu gmina próbowała sprzedać ten teren. Były też pomysły jego wydzierżawienia i stworzenia tu np. hotelu.
– Przydałby się jakiś inwestor – mówi wójt. – Jest możliwość odbudowy dworku, który kiedyś tu istniał, ale konserwator stawia warunek, że budowa może iść tylko po starych fundamentach. To zniechęca potencjalnych inwestorów.
Wkrótce gmina przystąpi do rozbiórki obiektów rekreacyjnych, które powstały tu w latach 70., a w dalszej kolejności – choć częściowo – zechce ogradzać teren parku.
– Jeśli nie dostaniemy dofinansowania, trzeba będzie to zrobić z własnych środków – sukcesywnie, odcinkami, zaczynając od strony drogi spacerowej. Potencjał tego miejsca jest ogromy, ale gmina ma tyle innych potrzeb, że nie da się tego zrobić szybko i tylko własnym sumptem – mówi wójt Podlodowski. (w)

UDOSTĘPNIJ