Będzie bitwa o sejmik?

Partyjni działacze szykują się do wyborów. Już niedługo rozpocznie się walka o jak najlepsze miejsca na listach do sejmiku wojewódzkiego. Nie tylko w partiach, które według sondaży z każdego okręgu mogą wprowadzić górą jednego radnego, ale również w ugrupowaniach, uważanych za faworytów wyborów.

Cztery lata temu listę Polskiego Stronnictwa Ludowego w okręgu nr 4 (Chełm – Krasnystaw – Włodawa – Łęczna – Świdnik) otwierał Michał Cholewa z Piask. Drugi był Adam Rychliczek, były starosta i wicestarosta chełmski, a trzecia – Ewa Jaszczuk – prezes Chełmskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Nasi ludowcy wywalczyli dwa miejsca w sejmiku. Najlepszy wynik uzyskał Cholewa, ale zrezygnował z mandatu, bo został burmistrzem Piask. Drugi rezultat osiągnął Rychliczek, a trzeci – Jaszczuk. Oboje zostali radnymi. Należy też pamiętać, że cztery lata temu PSL wylosowało listę numer jeden, co na pewno miało wpływ na wyniki głosowania.

Obecnie notowania PSL nie są tak wysokie, jak cztery lata temu, a trudno też przypuszczać, że do ludowców znów uśmiechnie się szczęście i wylosują oni listę numer 1. Mało prawdopodobne jest, że „zieloni” powtórzą wynik z ostatnich wyborów i w chełmskim okręgu zdobędą dwa mandaty do sejmiku. Co najwyżej może to być jedno miejsce. I z tego też powodu wewnątrz partii rozegra się ostra batalia o „jedynkę” na liście wyborczej. Czy dostanie ją Adam Rychliczek, czy Ewa Jaszczuk, a może jeszcze ktoś inny, dziś trudno powiedzieć. Rychliczek, jak sam mówi, po raz drugi zamierza ubiegać się o mandat radnego sejmiku. – Z którego miejsca wystartuję, jeszcze nie wiem – mówi. – Decyzje nie zostały podjęte. Dobrze stało się, że ordynacja wyborcza zabrania jednej osobie kandydować na burmistrza, czy wójta oraz na radnego sejmiku, czy powiatu. Liczę jednak na to, że PSL powtórzy wynik sprzed czterech lat. W dalszym ciągu ma silne struktury.

Ewa Jaszczuk nie wie jeszcze, czy będzie kandydować do sejmiku województwa lubelskiego, czy rady miasta w Chełmie. – Na pewno w dalszym ciągu chciałabym uczestniczyć w samorządowym życiu i kontynuować swoją pracę na rzecz miasta lub regionu – podkreśla.
Prezes Chełmskiej Spółdzielni Mieszkaniowej najwyraźniej zdaje jednak sobie sprawę z tego, że w tym roku PSL w okręgu nr 4 może mieć duże problemy z uzyskaniem dwóch mandatów do sejmiku i wydaje się, że tylko pierwsze miejsce na liście może przekonać ją do podjęcia decyzji o ponownym starcie w wyborach do sejmiku. W innym przypadku jej nazwiska będzie trzeba poszukać na liście kandydatów z PSL do rady miasta.

Zażarta walka szykuje się też w strukturach Prawa i Sprawiedliwości. Tyle że działacze tej partii na wstępie będą rywalizować nie o konkretne miejsce na liście, ale o to, by w ogóle na niej się znaleźć. Według wstępnych szacunków PiS w chełmskim okręgu może zdobyć trzy, a nawet cztery mandaty, spośród wszystkich sześciu możliwych do zdobycia.

Potencjalnym kandydatom odpada Artur Soboń ze Świdnika, który cztery lata temu otwierał listę PiS i w cuglach dostał się do sejmiku. Rok później porzucił jednak samorządową karierę i został posłem. W lutym br. awansował na wiceministra inwestycji i rozwoju. Wiele wskazuje na to, że w tegorocznych wyborach jedynkę na liście PiS dostanie któryś z chełmskich działaczy partii. A chętnych jest wielu: Zdzisław Szwed, Mirosław Czech, Longin Bożeński, Waldemar Kuśmierz. Największe szanse wydaje się mieć Szwed, który raczej nie będzie kandydatem na prezydenta Chełma. Do końca o pozycję numer jeden będzie walczyła też radna sejmiku, Ewa Panasiuk, która jednak nie ma tak wysokich notowań u liderki PiS w Chełmie, wicemarszałek sejmu Beaty Mazurek, co Szwed. PiS celuje w odzyskanie po ponad 10 latach władzy w województwie lubelskim. Niewykluczone, że może uzyskać większość w sejmiku, a wtedy będzie rządziło samodzielnie. Jeżeli władze partii przyjmą zasadę, że w skład pięcioosobowego zarządu województwa wejdzie po jednym reprezentancie z każdego z pięciu okręgów, wewnątrzpartyjna walka o jak najlepszą pozycję na liście wyborczej, a co za tym idzie również wynik, może doprowadzić do zaostrzenia relacji pomiędzy czołowymi politykami PiS.

Takiego „bólu głowy” na pewno nie mają partyjni działacze Platformy Obywatelskiej. Choć o kandydatach jeszcze nic nie słychać, trudno byłoby wyobrazić sobie listę PO do sejmiku bez Krzysztofa Grabczuka, obecnego wicemarszałka województwa, na pierwszym miejscu. Wiele wskazuje na to, że Grabczuk, który osiem i cztery lata temu uzyskiwał wyniki, o jakich kandydaci innych partii nawet nie marzyli, znów otworzy listę PO do sejmiku. To dzięki oddanym na niego głosom Platforma w okręgu nr 4 w ostatnich latach miała dwa mandaty. W 2010 roku były prezydent Chełma dostał ponad 27 tysięcy głosów, a cztery lata później blisko 24 tysiące.

Największą niewiadomą wydaje się jednak Sojusz Lewicy Demokratycznej. Dziś trudno stwierdzić, kto znajdzie się na liście lewicy do sejmiku. Cztery lata temu kandydował Zbigniew Mazurek, prezes Chełmskiego Parku Wodnego i Targowisk Miejskich. Był na trzeci na liście. Mandatu nie ugrał. W tym roku, wszystko wskazuje na to, bardzo trudno będzie kogokolwiek ze znanych osób związanych z lewicą nakłonić do kandydowania, choćby z tego względu, że SLD może nie przekroczyć progu wyborczego. A nikt przecież nie chce startować w wyborach, gdy wie jeszcze przed głosowaniem, że szanse na końcowy sukces są bliskie zeru… (s)