Bez karteczek?

Jak wiadomo, lepsze bywa często wrogiem dobrego. Urzędnicy znowu wymyślili cudowne lekarstwo, tym razem mające ukrócić proceder wciskania się w kolejki oczekujących na świadczenie medyczne. W założeniu ma to usprawnić cały proces, a może nawet skrócić absurdalne czasy oczekiwania na wizytę u specjalisty. Sęk w tym, że w istocie, gdyby nie korupcja i układy, to już w ogóle w Polsce żyć by się nie dało, z polskiej medycyny szczególnym uwzględnieniem.


P1, SMS, PIN, EPGAiUZCoZM….

Program e-skierowań został skierowany do wdrożenia przez ministerstwo zdrowia (na razie pilotażowo) poczynając od 16 października. W pozostałej części kraju, w tym na Lubelszczyźnie ma zacząć być częściowo wprowadzony od stycznia 2019 r., a pełna zdolność systemu planowana jest na rok 2020. Jak tłumaczy resort, odbywać się to będzie tak: „e-skierowanie pracownik medyczny wystawi i podpisze cyfrowo, a po zweryfikowaniu przez system P1 (Elektroniczna Platforma Gromadzenia, Analizy i Udostępniania Zasobów Cyfrowych o Zdarzeniach Medycznych), zostanie ono zapisane.

Następnie system P1 wygeneruje do niego PIN lub kod kreskowy. Pacjent otrzyma e-skierowanie w wybranej przez siebie formie – SMS lub e-mail (pod warunkiem, że ma aktywne Internetowe Konto Pacjenta). Jeśli pacjent będzie sobie życzył, otrzyma także papierowy wydruk informacyjny”. Prawda, że proste?

Babciu, idź na informatykę!

Politycy i urzędnicy nie mają wątpliwości, że proste i zbawienne. – Po pierwsze takiego skierowania nie da się zgubić. Kolejna rzecz to fakt, iż pacjent, często schorowany, który musi skorzystać z określonego świadczenia, do tej pory, oprócz dojazdu na zaplanowaną wizytę, zmuszany był dojechać do świadczeniodawcy w celu dostarczenia mu skierowania. Teraz nie będzie musiał tego robić. E-skierowanie trafi do świadczeniodawcy drogą elektroniczną – zachwala wiceminister Janusz Cieszyński, po raz kolejny wyraźnie abstrahując od faktu, że ogromna większość oczekujących na wizyty to ludzie nie tylko schorowani, ale siłą rzeczy starsi, a więc z bardziej niż ograniczonym dostępem do nowinek cyfryzacji i jeszcze mniejszym pojęciem, jak mają one działać.

Koniec karteczek = krótsze kolejki?

Oficjalnie chodzi nie tylko o zlikwidowanie niewygód (tyle, że przez wprowadzenie kolejnych…), ale i o redukcję liczby pomyłek. – Dziś błędy zawiera 120 mln recept, 250 mln zwolnień i 25 mln skierowań – wylicza min. Cieszyński. Bo oczywiście błędy można zrobić tylko odręcznie, a elektronicznie już nie… Nie jest jednak tajemnicą, że resort próbuje po prostu wymyślić, jak ukrócić dodatkowe źródło zarobków lekarzy, czyli przyjmowanie poza kolejnością „na karteczkę”, wręczaną pacjentom po znajomości, za kopertę czy za dodatkowe leczenie się prywatnie u danego doktora. W domyśle ma to ścieśnić kolejki, w których – zdaniem NFZ i ministerstwa – są teraz zostawione są wolne miejsca, tak, by dało się upchnąć tych uprzywilejowanych.

Tu jest Polska…

Cóż, na poziomie intencji pomysł wygląda dobrze, jednak można się obawiać, że już realizacja programu odbędzie się według polskiej praktyki, a więc „co może pójść źle – to pójdzie”. Dotychczasowy system jakoś się więc zapewne obroni, a ministerstwo zyska tyle, że pacjentom gotowym nawet zapłacić, będzie jeszcze trudniej dostać się do lekarza, a ceny za takie ekstra tempo jeszcze wzrosną.

Polski system służby zdrowia, jej organizacji i finansowania jako całość jest patologią, i wiara, że da się go zmienić cząstkowymi nowinkami, w dodatku tylko technologicznymi, to coś między psychozą, a zdziecinnieniem. TAK