Bił dziecko kablem i więził je na łańcuchu. Sąd zwolnił go z aresztu

Marcin O., który 4-letniego synka potraktował jak psa i przykuł go łańcuchem do bramy, wrócił do domu. Sąd uznał, że mężczyzna nie stanowi już dla rodziny zagrożenia.

Dobiega końca śledztwo w sprawie przeciwko 33-latkowi spod Rejowca Fabrycznego, niebawem Prokuratura Rejonowa w Krasnymstawie prześle do sądu gotowy akt oskarżenia. Marcin O. (33 l.) usłyszał zarzuty psychicznego i fizycznego znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad swoją rodziną. Grozi mu do 10 lat pobawienia wolności.
Sprawa wyszła na jaw w lipcu, gdy do Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej przyszła żona 33-latka. Kobieta miała w telefonie zdjęcie ich 4-letniego synka przywiązanego zardzewiałym łańcuchem do bramy na podwórzu. Nie wiadomo, jak długo chłopiec tak siedział – przerażony i zapłakany. Te drastyczne sceny miały się rozegrać jeszcze w czerwcu, a brutalnego zachowania względem malca miał się dopuścić jego ojciec. Kobieta zwlekała jednak z powiadomieniem kogokolwiek o tym bestialskim akcie, bo zdaniem jej męża była to zwykła „kara za nieposłuszeństwo chłopca”. A ludzie na wsi nie mają dobrego zdania o kobietach, które „donoszą” na swoich mężów…
W urzędzie natychmiast zwołany został zespół interdyscyplinarny, który miał przeprowadzić wywiad środowiskowy i zbadać sytuację. Jeszcze tego samego dnia urzędnicy poinformowali o wszystkim policję, a rodzinie założono „Niebieską kartę”. GOPS wystąpił też do Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu Rejonowego w Krasnymstawie, a kilka dni później do Prokuratury Rejonowej w Krasnymstawie wpłynęło oficjalne zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez ojca dziecka. Zatrzymany 33-latek tłumaczył, że zrobił to dla żartu, by dać nauczkę 4-latkowi, który co jakiś czas wybiegał sam na drogę. Próbował się wytłumaczyć, że zrobił to tylko raz – nie mógł wytrzymać, miał dość, puściły mu hamulce, bo malec się go nie słuchał.
W toku śledztwa prokuratura ustaliła jednak co innego. Kobieta przyznała się, że mąż znęca się nad nią i dziećmi od kilku lat, a przesłuchany w tzw. „niebieskim pokoju”, w obecności biegłego psychologa, starszy syn małżeństwa (6 l.) potwierdził, że „tatuś” bił ich różnymi przedmiotami, np. kablem. Choć na ciałach chłopców nie było widać śladów przemocy, biegły ocenił, że dziecko mówi prawdę o drastycznych „metodach wychowawczych” ojca. Na wniosek prokuratury sędzia zadecydował o 3-miesięcznym areszcie dla sadysty. Tyle że Marcin O. wrócił do rodzinnej wsi.
– Po wniesionym przez obrońcę mężczyzny zażaleniu sąd okręgowy zadecydował o uchyleniu aresztu. Kobieta wraz z dziećmi wyprowadziła się z domu zaraz po zatrzymaniu męża, dlatego w ocenie sądu dalsze stosowanie środka zapobiegawczego nie było konieczne. Chłopcy znajdują się pod opieką matki. Wystąpiliśmy do sądu o ograniczenie ojcu władzy rodzicielskiej – mówi prokurator Michał Wolski z Prokuratury Rejonowej w Krasnymstawie.

Wieś stoi murem za nim

Rodzina była pod opieką GOPS, ale nikt z pracowników opieki nie dostrzegł, że w rodzinie może dochodzić do przemocy. Nie widać było problemów z alkoholem, policja też nigdy nie interweniowała. Dlaczego żaden z sąsiadów nie zareagował, widząc uczepione na łańcuchu dziecko? Czy nigdy wcześniej sąsiedzi nie zauważyli nic niepokojącego?
Śledczy przesłuchali wielu świadków. Zarówno bliscy 33-latka, jak i sąsiedzi, zaprzeczają, jakoby mężczyzna mógł znęcać się nad żoną i kilkuletnimi chłopcami. W ich ocenie, to „dobry chłop”. Nie rozumieją, jak kobieta mogła wsadzić swojego męża za kratki. (pc)