Blef z megaaferą?

– Informacje o tym, że służby prowadzą śledztwo w sprawie megaafery korupcyjnej w jednostce SG w Dorohusku, w którą ma być zamieszane byłe kierownictwo tej jednostki, to zemsta i próba dezorganizacji pracy tej jednostki dokonana przez przemytników – mówi były oficer z tej placówki.

Od dłuższego czasu zewsząd pojawiały się informacje o rzekomym śledztwie w sprawie korupcji w placówce straży granicznej w Dorohusku i przeszukaniu domów byłych wysoko postawionych funkcjonariuszy tej jednostki, podczas którego znaleziono pokaźne sumy pieniędzy. Pisaliśmy o tym w ostatnim numerze „Nowego Tygodnia”. Temat wypłynął na szersze wody, a sprawą zaczęły interesować się ogólnopolskie media. Telefony biur prasowych wszystkich służb (m.in. CBA czy CBŚP) się urywały, ale oficjalnie nikt nie przyznał się do prowadzonych czynności. Jedynie ABW podało niejednoznaczną odpowiedź, powołując się na zapis w ustawie (wedle którego do zadań agencji należy rozpoznawanie, zapobieganie i wykrywanie m.in. korupcji osób pełniących funkcje publiczne). Pytani o konkrety milczeli i odsyłali do straży granicznej. Ta z kolei twierdzi, że nie wie, o co chodzi… No właśnie. O co w ogóle chodzi w tej „aferze” i co tak naprawdę dzieje się w Dorohusku? Informacja o przeszukaniach w domach byłych szefów tych jednostek, mimo że umiejętnie podsycana nie znalazła potwierdzenia w faktach.
– Ktoś celowo i umiejętnie rozpuścił plotkę, żeby uśpić czujność i pogrążyć przy tym byłą kadrę. Wyrządza się jedynie krzywdę oficerom, którzy mieli efekty w pracy i niczemu nie zawinili – mówi były oficer z Oddziału SG w Dorohusku.
Co więcej, mężczyzna jest przekonany, że chodzi nie tylko o zemstę za dawne urazy, ale przede wszystkim próbę odwrócenia uwagi od przepychanek kadrowych i innych procederów na granicy. O jakich, nie wiadomo dokładnie, bo mężczyzna nie chciał mówić. Przyznaje jedynie, że chodzi o przemyt. Czyżby ci, którzy faktycznie korzystają na kontrabandzie, biorą w łapę, próbowali zrzucić całą winę na innych? (pc)