Boża terapia

– Piłem cały czas. Piłem, gdy wstawałem rano, piłem w pracy i przed snem. Dopiero, gdy traciłem przytomność, nie piłem – opowiada pan Stanisław, nawrócony i trzeźwy od ponad dwudziestu lat.
Pan Stanisław ma 68 lat i przez większość swojego życia był alkoholikiem. Przez swój nałóg kilkakrotnie lądował w więzieniu. Podczas ostatniej odsiadki spotkał się z ludźmi z Kościoła Zielonoświątkowego i od tamtej pory jest trzeźwy. – Nie piję już ponad dwadzieścia lat – twierdzi pan Stanisław. – Zaufałem Jezusowi i to On mnie uzdrowił.
– Przez swój problem z alkoholem wielokrotnie traciłem pracę. Do pracy często przychodziłem pijany, albo nie było mnie w niej, bo piłem. Nie utrzymałem się w żadnym zakładzie więcej niż dwa miesiące. Do dzisiaj mam przez to duże problemy, ponieważ nie mam prawa do emerytury – opowiada pan Stanisław.
Choroba alkoholowa zawsze największe piętno odciska na rodzinie chorego. – Doprowadziłem do tego, że przez pewien czas mieszkałem z żoną i dwoma synami na dwunastu metrach kwadratowych. A kiedy wracałem do domu pijany, to rodzina zawsze się bała, że znów będę krzyczał i robił awantury. Piłem przez cały czas. Gdy tylko otworzyłem oczy, to myślałem tylko o kieliszku. To trwało wiele lat, zanim się opamiętałem. Ludzie mnie pytali, ile w swoim życiu wypiłem butelek, a ja odpowiadałem zawsze, że nie wiem ile butelek. Ja wypiłem ocean wódki.
Pan Stanisław nigdy nie był na odwyku, ani nie korzystał z pomocy terapeutów, jednak pokonał nałóg i jest teraz zupełnie trzeźwy już ponad 20 lat. Twierdzi, że to Pan Bóg go uleczył. – Kiedy przez alkohol ponownie trafiłem do więzienia, to w zakładzie karnym w Lublinie spotkałem wyznawców Kościoła Zielonoświątkowego. Pełnili oni służbę dla więźniów. To dzięki nim zacząłem studiować Pismo Święte. Postanowiłem zaufać Jezusowi i odmienić swoje życie. Od tam tej pory jestem zupełnie trzeźwy, przeszedłem tak zwaną Bożą terapię.
Po opuszczeniu więzienia, pan Stanisław zaczął pełnić służbę wśród więźniów i swoją postawą chciał dać nadzieję osadzonym. Zaczął również nieść swój przekaz do ludzi wykluczonych społecznie. – Podchodziłem do pijanych, którzy leżeli gdzieś na ulicy i mówiłem im, że też kiedyś taki byłem, że jestem przykładem na to, że można odmienić swój los i wygrać z alkoholem. Pamiętam, że jednego z nich spotkałem po jakimś czasie i powiedział mi, że od spotkania ze mną nie wypił ani kropli. To była dla mnie największa nagroda i dowód, że moje starania nie poszły na marne.
Pan Stanisław działa jako wolontariusz w punkcie misyjnym Kościoła Zielonoświątkowego we Włodawie. Razem z innymi wyznawcami kilka razy w miesiącu zbiera jedzenie i ubrania dla biednych rodzin. – Staś jest bardzo zadowolony, że może pomagać – mówi pastor Kościoła Zielonoświątkowego w Chełmie Andrzej Zieliński. – To niesamowity gość. Pokonał swój problem z alkoholem bez niczyjej pomocy. Po prostu powierzył swoje życie Jezusowi i teraz chce się tym podzielić ze światem. Z niego wręcz emanuje życzliwość i chęć niesienia pomocy potrzebującym. Regularnie uczestniczy w naszych nabożeństwach i widać po nim, że jest szczęśliwym człowiekiem. (sr)