Brakowało skuteczności

UNIA BIAŁOPOLE – OGNIWO WIERZBICA 1:1 (0:0)
1:0 – K. Leśnicki (59), 1:1 – Nadolski (63).
UNIA: Wikło – Stepaniuk, Grzywna, Tukiendorf, Nazaruk (46 Tabuła), Słomka, Komosa (60 J. Łukaszewski), Szyszko (55 K. Leśnicki), Zdybel (75 Soroka), Jabłoński, Ciołek. Trener – Waldemar Kogut.
OGNIWO: Zagraba – Kwiatkowski, M. Nowaczek, Pilipczuk, Kogut, Żyśko (46 Welter), Kłos (74 Pietruszka), Nadolski, Kaszczuk (46 Stańczuk), Krupski (83 P. Mazurek), P. Bąk. Trener – Sebastian Kogut.
Sędziowali: Kawiński oraz Olech-Bartoń i Skubisz.
Unia Białopole kadrowo jest mocniejsza niż rok temu. Co prawda nie ma jeszcze w składzie Szymona Łukaszewskiego, ale po kilku latach do drużyny powrócił Radosław Ciołek, a piłkarskie buty odkurzył 39-letni Arkadiusz Słomka, znany z występów w Chełmiance i Granicy Dorohusk. Doszedł też obrońca, młody Michał Grzywna.
Pierwsza połowa meczu, w którym na ławkach trenerskich obu drużyn usiedli bracia Waldemar i Sebastian Kogutowie, przebiegała pod dyktando gospodarzy. – Powinniśmy prowadzić 3:0, były stuprocentowe sytuacje – relacjonuje Jan Ostrowski, prezes Unii. – W słupek piłką trafił Zdybel, poprzeczkę obił Jabłoński, a ten sam zawodnik w doskonałej okazji strzelił prosto w bramkarza Ogniwa. Mieliśmy wiele dobrych akcji, ale z powodu złych wyborów w polu karnym rywala, nie zdobyliśmy gola. Brakowało dobrej decyzji – dodaje.
W końcu w 59 min. Unia za sprawą pozyskanego ze Spółdzielcy Kamila Leśnickiego uzyskała prowadzenie. – Chwilę później Kamil mógł podwyższyć wynik, ale nie wykorzystał okazji. Zamiast 2:0, zrobiło się 1:1. Ruszyliśmy jeszcze do przodu, chcąc wygrać mecz, ale byliśmy do bólu nieskuteczni. Zwłaszcza jeśli chodzi o podania otwierające drogę do bramki. Jedną dobrą sytuację miał Ciołek, lecz też jej nie wykorzystał. W sumie zaprezentowaliśmy wakacyjny futbol. To nie był ładny mecz w naszym wykonaniu – podsumowuje Ostrowski.
Artur Wawruszak, kierownik drużyny Ogniwa przyznaje, że po pierwszych – jego zdaniem – wyrównanych 30 minutach gry, w ostatnim kwadransie pierwszej połowy Unia przycisnęła i wydawało się, że gol jest tylko kwestią czasu. – Świetnie jednak w naszej bramce spisywał się Rafał Zagraba – podkreśla. – Wcześniej, bo już w 7 min. sytuację na 0:1 miał Patryk Bąk. W drugiej połowie, w ostatnich 25 minutach gry byliśmy natomiast o wiele groźniejsi od przeciwnika. W 68 min. kolejną okazję zmarnował Patryk Bąk, później dwukrotnie na listę strzelców mógł wpisać się Damian Krupski, groźnie głową strzelał Sebastian Kogut, w 85 min. w poprzeczkę trafił Nadolski, a w doliczonym czasie sytuację sam na sam z bramkarzem gospodarzy zaprzepaścił Przemysław Mazurek. To spotkanie do złudzenia przypominało mi mecz z poprzedniego sezonu, kiedy to Unia prowadziła 2:0, myśmy odrobili straty, a w końcówce mogliśmy strzelić zwycięskiego gola – dodaje A. Wawruszak.(red)