Budka dróżnika straszy

Nie milkną echa tragedii na strzeżonym przejeździe kolejowym przy ul. Złotej i Metalowej. Dróżnik, który nie zamknął rogatek, odpowiada przed sądem za nieumyślne spowodowanie śmiertelnego wypadku na torach. Niecały rok później chełmianie wciąż boją się tamtędy jeździć. – Budka jest pogrążona w ciemności, a rogatki otwarte. Nie wiadomo, czy ktoś tam w ogóle jest, pilnuje czy śpi – żalą się mieszkańcy.

– Ta tragedia ich chyba niczego nie nauczyła – grzmi zbulwersowany Czytelnik. – Przejazd jest tragiczny. Popołudniami i wieczorem budka dróżnika wygląda na opustoszałą. Chociaż na dworze jest ciemno, w środku nie pali się żadne światło. Zresztą oświetlenie przy przejeździe też pozostawia wiele do życzenia. Rogatki są otwarte, ale strach przejeżdżać przez tory, bo nie wiadomo, czy ktoś pilnuje bezpieczeństwa – czy w budce ktoś jest czy może zasnął, a zza rogu zaraz wyjedzie pociąg.
PKP zapewnia, że oświetlenie zainstalowane przy samym przejeździe działa bez zarzutów, zaś to wewnątrz budki uzależnione jest od preferencji dróżnika.
– O właściwej pracy dróżnika świadczy stały kontakt z innymi posterunkami oraz wykonywanie obowiązków zgodnie z precyzyjnie ustalonym regulaminem. Oświetlenie wewnątrz pomieszczenia ma umożliwiać właściwe wykonywanie służby na posterunku. Dróżnik dostosowuje je tak, by mieć dobrą widoczność przejazdu – mówi Karol Jakubowski z zespołu prasowego PKP Polskie Linie Kolejowe S.A.
Jak mówi, czynny przejazd jest z zasady cały czas pilnowany przez dróżnika, więc przejeżdżający tą trasę kierowcy nie powinni się bać. To, że w budce jest ciemno, nie oznacza, że w środku nikogo nie ma. Dróżnik najwyraźniej więcej widzi w ciemności. (pc, fot. nadesłane)