Bunt na targowisku

Świdnickie targowisko od połowy marca przez kilka tygodni było zamknięte z powodu epidemii koronawirusa. Kupcy, którzy ponieśli przez to niemałe straty są oburzeni, że w takiej sytuacji „funduje się” im jeszcze podwyżki czynszu

Zarządzająca miejskim targowiskiem spółka Pegimek zamierza podnieść handlującym czynsz za dzierżawę terenu. Podwyżkę tłumaczy rosnącymi kosztami utrzymania bazaru. Część kupców nie chce się na to zgodzić. Mają żal również do władz miasta, że interesują się nimi tylko przed wyborami.


– Póki co, ten rok nie jest dla nas dobry – mówią z żalem handlujący na świdnickim bazarze. – 13 marca w związku z koronawirusem targowisko z dnia na dzień zostało zamknięte. Prosiliśmy, aby pozwolono nam handlować jeszcze jeden dzień. Chcieliśmy pozbyć się towaru, którego jak to na sobotę ściągnęliśmy więcej, ale nikt nas nie słuchał.

Kupcy wrócili na targ w połowie kwietnia, a w części przemysłowej jeszcze później. W czerwcu otrzymali nowe umowy dzierżawy. Przyjęli je bez uwag, bo wszystko było na starych zasadach. Kilka tygodni później pracownicy Pegimeku, miejskiej spółki, która zarządza targowiskiem, wręczyli kupcom aneksy do podpisanych w czerwcu umów. Wg nich stawka czynszu dzierżawnego, która do tej pory wynosiła 20 zł za mkw. netto, od sierpnia zostanie podniesiona o 50 proc.

– Płaciłem 420 zł miesięcznie. Po podwyżce to już ok. 600. W dodatku pracownicy spółki zapowiadali, że na wrzesień planowana jest podwyżka o kolejne 50 proc., więc płaciłbym już prawie 1 tys. zł. Nie możemy godzić się na takie podwyżki – denerwuje się jeden z kupców.

Większość handlujących podziela to stanowisko, choć są i tacy, którzy zaakceptowali nowe stawki. Przeciwni podwyżkom wystosowali pismo do zarządu Pegimeku i władz miasta, w którym proszą o wyjaśnienia i podanie podstawy prawnej, na mocy której podnoszony jest czynsz. Jak argumentują zawarta w czerwcu umowa obowiązuje do końca maja 2023 r. i są w niej zapisy mówiące o tym, że stawka czynszu może być waloryzowana raz w roku o wskaźnik inflacji, natomiast opłata eksploatacyjna, która teraz wynosi 0,25 zł za mkw. dziennie, a która również ma zostać podniesiona o kilkadziesiąt procent, może być waloryzowana po podwyżce cen wody śmieci i energii elektrycznej.

– Gdyby miasto poważnie inwestowało w ten targ, to te podwyżki może byłyby do przyjęcia. Jestem na tym bazarze od siedemnastu lat i niemal nic tu się nie zmienia, no może poza tym, że jest czyściej. Zapowiadana od lat przebudowa targowiska sprowadziła się do kosmetyki, a pieniądze płacimy miesiąc w miesiąc. Za każdym razem, przed wyborami, obiecują nam złote góry, pokazują plany zagospodarowania targowiska, a po wyborach nie ma tematu – żalą się handlujący.

Pomóc im stara się radny Ireneusz Szutko (Świdnik Wspólna Sprawa), który zwrócił się do burmistrza Waldemara Jaksona z prośbą o wyjaśnienie sprawy podwyżek czynszu oraz udzielanie wsparcia kupcom. W swojej interpelacji zwraca uwagę, że od momentu zawarcia umów z najemcami nie wzrosły ceny mediów, a mimo to podnosi się opłatę eksploatacyjną. Handlowcy informowali go również, że są straszeni rozwiązaniem umów przez Pegimek, jeśli nie zgodzą się na nowe warunki.

Przedstawiciele spółki tłumaczą, że wbrew temu, co podają handlujący, Pegimek miał prawo podnieść opłaty eksploatacyjne, a podwyżka podyktowana jest rosnącymi kosztami utrzymania targowiska. Najwięcej kosztuje wywóz odpadów.

– To po prostu urealnienie kosztów, jakie ponosi spółka. Opłaty eksploatacyjne na targu nie były podnoszone przez ostatnie pięć lat, a koszty utrzymania znacznie wzrosły. Sam odbiór śmieci w stosunku do ubiegłego roku w skali miesiąca to około tysiąc złotych więcej. Wpływy z opłat nie bilansują wydatków; do targowiska trzeba dokładać, dlatego chcemy, aby handlujący nas wspomogli i pokrywali chociaż część kosztów utrzymania targowiska – usłyszeliśmy w Pegimeku.

Do sprawy wrócimy. (w)