Był szykanowany?

Trwa śledztwo w sprawie śmierci Andrzeja B. 41-letni chełmianin, pracujący w lubelskiej komendzie policji, w październiku wyskoczył z okna swojego mieszkania. Zeznania świadków potwierdzają, że ofiara mogła być szykanowana.

 

Choć na obecnym etapie nie można jeszcze przedstawić nikomu zarzutów, postępowanie prowadzone jest w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci. Prokuratura nie zdradza żadnych szczegółów śledztwa. Wiadomo, że przesłuchani zostali mundurowi z Komendy Miejskiej Policji w Lublinie (gdzie pracował 41-latek) i rodzice zmarłego policjanta (matka mężczyzny była w mieszkaniu, gdy syn podjął ten desperacki krok). Z zeznań wynika, że B. miał problemy w pracy – delikatnie mówiąc, jego relacje z przełożonymi się nie układały. Starał się o przeniesienie do jednego z komisariatów w Lublinie, miał też prosić o skierowanie do szkoły oficerskiej.

Miał za sobą 8 lat nienagannej służby. Świadkowie zeznali, że nigdy się nie skarżył i poważnie podchodził do obowiązków. Przed śmiercią, podczas odprawy i w obecności wszystkich policjantów z wydziału, miał być jawnie mobbingowany.
Andrzej B. przed laty pełnił funkcję przewodniczącego rady os. Rejowiecka w Chełmie. Niedługo po objęciu stanowiska dostał się do policji. Kilka lat temu przeniósł się do Lublina. (pc)