Była 3.30…

Była 3.30, gdy ze snu wyrwały ich wrzaski niemieckich żołnierzy. Łomotanie do drzwi. „Sznela”, „sznela”. Wypędzono Ich z domów na drogę. Mróz tamtego dnia: – 30 stopni Celsjusza. Załadowano ich na ciężarówki i wywieziono do pobliskiego obozu koncentracyjnego. W 75. rocznicę pacyfikacji podlubelskiej wsi Dziesiąta Muzeum na Majdanku przypomniało, 20 stycznia, tamtą tragedię.


– Wielu mieszkańców Dziesiątej nie wierzyło w zapowiedzi pacyfikacji nawet po tym jak więźniowie Majdanka ostrzegli ich w przeddzień akcji, chociaż dotarliśmy do relacji, z których wynika, że parę osób wysłało swoje dzieci do znajomych. Jeden mężczyzna odesłał swojego konia do innego gospodarza, ale większość łudziła się, że może to niepotrzebna panika i akcja nie zostanie przeprowadzona – opowiadał inicjator projektu upamiętnienia, Krzysztof Tarkowski.
W styczniu 1943 roku Niemcy wysiedlili osoby zamieszkałe przy drodze do Głuska po stronie obozu na Majdanku. Kobiety i mężczyzn, zatrudnionych w niemieckich instytucjach, odsyłano, pozostałych umieszczono w obozie.
– „Pamiętam tamte chwile, gdy w 1943 r. w styczniu o godz. 3.30 rano Niemcy pacyfikowali wieś Dziesiąta, przy temp. -30 st. i bardzo dużych opadach śniegu. Z mojej rodziny zostali zabrani do obozu: moja matka Studzińska Maria, pracownica mojej matki w gospodarstwie rolnym, p. Eugenia Tatara oraz Sebastian Cyprian, który zginął w obozie, stryjek Antoni Kozak (także zginął na Majdanku), natomiast ja, z siostrą i bratem poprzedniego dnia wyjechaliśmy z domu, do rodziny. […] Matka moja Maria Studzińska została zwolniona po okresie dwóch tygodni. Z chwilą wysiedlenia mieszkańców i po powrocie do domu cały inwentarz żywy i martwy został zarekwirowany, a było to 10 krów, 4 jałowice, 5 koni, 5 świń oraz drób. Zabrano także wszystkie narzędzia rolnicze oraz meble i pościel” – wspominał w relacji złożonej 27 marca 2006 r. Edward Kozak.
Z około stu osób, które zostały przewiezione do obozu, życie w nim straciło co najmniej 11. Kobiety i dzieci zwolniono po dwóch dniach od zatrzymania. Machina uruchomiona na Majdanku przez Odilo Globocnika była nastawiona głównie na masową zagładę Żydów. Joanna Niećko

Królewska wieś sokolników

Przy okazji Krzysztof Tarkowski opowiadał również o historii wsi Dziesiąta, Jest jedną z najstarszych miejscowości Lubelszczyzny. Wzmianki o niej znajdują się już w kronikach Jana Długosza. Pisał on, że w tej królewskiej wsi mieszkali sokolnicy, szkolący i hodujący sokoły do polowań polskich władców i magnaterii. Król Kazimierz Wielki nadał tę wieś jako uposażenie dla archidiakonatu lubelskiego. Za czasów Jana Kochanowskiego wieś należała do przyjaciela poety, doktora i archidiakona (kanonika) lubelskiego Jakuba Montany. Jednym z podstawowych zajęć ówczesnych rolników był karczunek lasów, które jeszcze wówczas gęsto porastały niemal całą Lubelszczyznę. W roku 1957 wieś Dziesiąta została włączona w granice administracyjne miasta Lublina jako część dzielnicy Kośminek. Położona po sąsiedzku dzielnica zaś przejęła jej nazwę.