Nie było rodziców, gdy się poparzył

Wychowują ich krewni, bo rodzice wyjechali za chlebem. Rozłąka z bliskimi i poczucie odrzucenia często rodzą problemy wychowawcze. Zjawisko eurosieroctwa w powiecie chełmskim jest powszechne, ale żadne instytucje nie prowadzą statystyk w tym kierunku. – Problem jest ogromny, nie można go bagatelizować – mówi Violetta Olszak, chełmski psycholog.

Jest uczniem jednej ze szkół powiatu chełmskiego. Wychowują go krewni, bo oboje rodzice wyjechali do pracy za granicę. W opiekę i wychowanie ucznia-eurosieroty musieli włączyć się nauczyciele. Zdarza się, że to oni muszą zadbać o zakup ubrań czy lekarstw. Nie było przy nim ani mamy, ani taty, gdy uległ poparzeniu. To nauczyciele zmieniali opatrunki. Sytuacja skrajna, ale prawdziwa.
Nie wiadomo, ile jest eurosierot w powiecie chełmskim, bo żadne instytucje nie prowadzą tego typu statystyk. Urzędnicy Wydziału Oświaty UM Chełm otwarcie przyznają, że nie zajmują się tym tematem. Odsyłają do Wydziału Spraw Społecznych, który ma opracowaną diagnozę problemów społecznych, bo być może tam ujęto dane o zjawisku eurosieroctwa.
– Nie mamy danych na ten temat – mówi Jolanta Gierasimiuk, dyrektor Wydziału Spraw Społecznych UM Chełm. – Wiadomo, że są rodzice, którzy wyjeżdżają i zostawiają dzieci na przykład pod opieką dziadków. Takie sytuacje mogą powodować różnego rodzaju problemy wychowawcze. To szkoły powinny posiadać dane na ten temat. W szkołach są też psychologowie, pedagodzy, którzy powinni otoczyć opieką i wsparciem dzieci, które tego potrzebują.
W Kuratorium Oświaty w Lublinie przyznają, że ankiety na temat eurosieroctwa prowadzone były kilka lat temu, kiedy Polska weszła do Unii Europejskiej. Wtedy szkoły zetknęły się z sytuacją, kiedy niektórzy uczniowie nagle pozostawali pod opieką osób, niebędących ich opiekunami prawnymi. W lubelskim kuratorium mówią, że badania i wiedza na temat zjawiska eurosieroctwa nie jest im potrzebna do sprawowania nadzoru pedagogicznego i odsyłają do szkół. Z kolei w chełmskich szkołach też nie mają pełnego obrazu problemu.
– Nie wiemy, ile jest przypadków, w których jedno z rodziców wyjechało za granicę, bo nie możemy zmusić rodziców do przekazywania tego typu informacji – mówi Ewa Jakubowicz-Machajska, dyrektor SP nr 5 w Chełmie. – Takich sytuacji może być dużo. Z kolei uwadze wychowawców nie umkną przypadki, w których dwoje rodziców wyjechało do pracy za granicą, pozostawiając dziecko dziadkom lub innym krewnym. Kilka lat temu kuratorium zleciło rozeznanie tematu eurosieroctwa i przeprowadzaliśmy ankiety w tej sprawie, ale teraz nie mamy takich danych. Obserwujemy za to wielką mobilność rodziców, którzy przemieszczają się wraz z dziećmi. Wyjeżdżają za granicę, a po jakimś czasie wracają.
Dariusz Olszak, dyrektor Publicznego Gimnazjum w Sielcu, były kierownik chełmskiej delegatury Kuratorium Oświaty w Lublinie, zapewnia, że problem eurosieroctwa dotyczy każdej szkoły.
– Dyrektor szkoły powinien orientować się, jaki procent rodziców pracuje poza granicami kraju – mówi Olszak. – W naszej szkole jest kilkunastu uczniów, których rodzice przebywają za granicą. Nasi nauczyciele są wyczuleni na tego typu przypadki, zwłaszcza w sytuacjach, gdy dziecko wychowuje się bez dwojga rodziców. Takie sytuacje są najtrudniejsze. Kontaktujemy się wówczas z ośrodkiem pomocy społecznej, dzieci korzystają z obiadów. Zdarza się, że nauczyciele odwiedzają takich uczniów w ich domach, czasami muszą zająć się zakupem ubrań czy lekarstw. Mamy zatrudnionego psychologa, który oferuje wsparcie zarówno dla uczniów, którzy tego potrzebują, jak i dla rodziców czy opiekunów. Zjawisko eurosieroctwa może powodować różnego rodzaju problemy wychowawcze. Niedostrzeganie tego jest nieporozumieniem. Szkoła powinna pełnić funkcję dydaktyczną, wychowawczą i opiekuńczą. Te dwie ostatnie funkcje w ostatnich latach zostały zatracone, bo zapominają o niej władze oświatowe w randze ministerstwa. Problem eurosieroctwa jest i nie można go bagatelizować.
Tego samego zdania jest Violetta Olszak, psycholog m.in. w sieleckim gimnazjum.
– Problem jest ogromny – mówi Olszak. – Według naukowców istnieje ryzyko problemów wychowawczych nie tylko w przypadku dzieci, których dwoje rodziców przebywa za granicą, ale także w przypadku, gdy jeden rodzic pracuje za granicą, a drugi zajmuje się wychowaniem. Pracuję z dziećmi i młodzieżą, pozostającą pod opieką krewnych. Największym problemem jest poczucie odrzucenia. Problemy wychowawcze zwykle zaczynają się w wieku gimnazjalnym. Dzieci miewają problemy z nauką, nawiązywaniem kontaktów z rówieśnikami. Spotkałam się z sytuacją, gdy uczeń wpadł w uzależnienie od komputera, przestał chodzić do szkoły. Zdarza się też, że rodzice wpadają w poczucie winy, próbując wynagrodzić dzieciom swoją nieobecność prezentami. Naprawdę lepiej jest, gdy rodzice wyjeżdżają razem z dziećmi. W ramach programu „Szkoła dla rodziców i wychowawców” prowadzimy warsztaty dla rodziców i opiekunów dzieci i młodzieży z różnymi problemami wychowawczymi, nie tylko dotyczącymi zjawiska eurosieroctwa. Podczas tych zajęć szkolimy umiejętności wychowawcze. Praktyczne porady, których udzielamy wraz z pedagogiem, mogą pomóc w rozwiązaniu wielu problemów. Dodatkowo osoby, które spotykają się na tych warsztatach wzajemnie się wspierają, zaprzyjaźniają. Zachęcam do udziału w tych szkoleniach.
Organizatorem warsztatów, o których mowa jest Urząd Miasta Chełm. Obecnie trwa ich trzecia edycja. Zajęcia odbywają się w Gimnazjum nr 2 w Chełmie, gdzie pod nr tel. 82 565 64 33 trwają zapisy na wiosenny cykl szkoleń. Zajęcia są bezpłatne.
 (mo)