Były starosta zginął z rąk przyjaciela

Wiesław Jaworski miał 70 lat. Był pierwszym starostą świdnickim, cenionym samorządowcem, znanym działaczem sportowym i społecznym

Trzynaście lat pozbawienia wolności i zadośćuczynienie w wysokości 100 tys. zł na rzecz owdowiałej żony – taki wyrok usłyszał Andrzej R., oskarżony o zabójstwo Wiesława Jaworskiego, byłego starosty świdnickiego. Wyrok nie jest prawomocny.


Wiesław Jaworski (70 l.), starosta świdnicki pierwszej kadencji, znany działacz sportowy i społeczny, został brutalnie zamordowany w czerwcu 2017 roku. Do zbrodni doszło nad Jeziorem Głębokie w powiecie lubartowskim. To właśnie tam w sobotę 17 czerwca 54-letni Andrzej R., wieloletni przyjaciel Jaworskiego, w swoim domku letniskowym zorganizował przyjęcie. Było co świętować. Gospodarzowi imprezy urodziła się wnuczka. Na „pępkowe” zaprosił trzech kolegów.

Dwóch po kilku godzinach opuściło imprezę. Na działce zostali Andrzej R. i były starosta świdnicki Wiesław Jaworski. W niedzielę rano policja otrzymała informację, że na działce znaleziono ciało mężczyzny. Zadzwonić po mundurowych miał sam Andrzej R. Najpierw podejrzewano, że Wiesław Jaworski został pobity przez nieznanych sprawców. Po pierwszych czynnościach procesowych okazało się jednak, że sporo wskazuje na to, iż to 54-latek zamordował swojego przyjaciela. Podejrzany Andrzej R. trafił do aresztu. Nie przyznawał się do zarzucanego mu czynu. Utrzymywał, że nie pamięta, co wydarzyło się w nocy z 17 na 18 czerwca, bo pił alkohol.

Nad ustaleniem tego, co dokładnie stało się na działce nad Głębokiem, pracowali policjanci oraz śledczy z Prokuratury Rejonowej w Lubartowie. Nie mieli łatwego zadania, bo nie było naocznych świadków. Na miejscu zbrodni zabezpieczono za to dużo śladów, w tym także śladów krwi. Analizując je oraz urazy na ciele ofiary biegli odtworzyli najbardziej prawdopodobny przebieg wydarzeń.

Według ustaleń śledztwa feralnej nocy około godz. 22 Andrzej R. został na działce sam na sam z Wiesławem Jaworskim. Pomiędzy mężczyznami doszło do kłótni, podczas której R. rzucił się na swojego adwersarza z nożem. Zaatakowany próbował uciec, ale napastnik dopadł go na skraju działki i uderzył tępym narzędziem w głowę. Takich ciosów zadał swojej ofierze przynajmniej kilka, masakrując jej twarz. Do tego zadał dwa ciosy w szyję nożem. Ciało ukrył za domkiem, w krzakach.

Następnego dnia rano, kiedy na działkę przyjechali wezwani przez R. policjanci, ten początkowo twierdził, że nie wie, kim jest leżący w zaroślach denat. Podczas przesłuchań R. wielokrotnie gubił się w zeznaniach, zasłaniając się upojeniem alkoholowym i niepamięcią. W śledztwie ustalono jednak, że R. nieumiejętnie próbował zacierać ślady zbrodni, np. zmywając ślady krwi.

W ubiegły wtorek, 4 grudnia, przed Sądem Okręgowym w Lublinie zapadł wyrok w tej sprawie. Oskarżony Andrzej R. został uznany winnym popełnienia zbrodni zabójstwa i skazany na karę 13 lat pozbawienia wolności. Sąd, wymierzając tak niską karę za popełnienie zbrodni, najwyraźniej wziął pod uwagę, że doszło do niej w stanie zamroczenia alkoholowego i sprawca nie do końca miał świadomość popełnionego czynu.

– Orzeczono także nawiązkę na rzecz osoby wykonującej prawa zmarłego pokrzywdzonego w kwocie 100 tys. złotych – informuje Barbara Markowska, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie.

Wyrok nie jest prawomocny. Strony mają prawo do wniesienia apelacji. (w)