Celował do lisa, przestrzelił głowę koledze

Zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci usłyszał Dariusz Sz., który przez przypadek miał zastrzelić kolegę na polowaniu. Śledczy zabezpieczyli jego sztucer, ale i broń innego, pijanego myśliwego, który był wówczas z nimi w aucie.

Ponoć pili w domu jednego z nich, potem we czterech wybrali się na nocne polowanie (w piątek, 26 sierpnia). Dariusz Sz. (49 lat), który wiózł pijane towarzystwo swoją terenówką, jako jedyny był trzeźwy. I to on był tego dnia wpisany w księdze polowań. Reszta miała być jego „gośćmi”.

Dotychczasowe ustalenia są takie, że kiedy wjechali w las, myśliwy zatrzymał auto, bo zobaczył lisa. Wyszedł z samochodu i oddał strzał w kierunku zwierzęcia, ale broń wypaliła w przeciwną stronę – prosto w głowę kolegi siedzącego na tylnej kanapie jego suzuki. 64-latek zginął na miejscu, pozostałym nic się nie stało.

Początkowo cała trójka została zatrzymana przez policję. Po czynnościach w komendzie dwóch mężczyzn zostało jednak zwolnionych. Do prokuratury doprowadzony został Dariusz Sz. pod zarzutem nieumyślnego spowodowania śmierci kolegi. 49-latek nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Otrzymał policyjny dozór.

W minionym tygodniu śledztwo przejęła Prokuratura Okręgowa w Zamościu, która potwierdza, że podejrzany nie był jedynym myśliwym, który brał udział w nocnym polowaniu. Wychodzi jednak na to, że tylko on był trzeźwy i zgłosił odstrzał.

– W aucie byli dwaj myśliwi oraz dwie sztuki broni. Obie zostały zabezpieczone – mówi prok. Artur Szykuła, rzecznik prasowy PO w Zamościu.

Powołani do sprawy biegli z zakresu balistyki ustalą czy faktycznie strzelał Sz. z zewnątrz czy może śmiertelny strzał padł z drugiej broni, która była w użyciu innego, pijanego myśliwego. (pc)