Chcą być państwowi

– Co tak wyje cały dzień, ktoś ważny przyjechał, czy zawałów tyle od pogody? – pytali w zeszłym tygodniu zdezorientowani lublinianie. I w sumie byli blisko – zawału dostało bowiem ratownictwo medyczne, a syreny biorących udział w proteście karetek miały być już tylko ostatnim sygnałem rychłego zgonu branży.


Chyba, że… zostanie ona upaństwowiona – przekonywali protestujący i był to bodaj pierwszy od lat przypadek, kiedy postulaty organizatorów akcji i jej adresatów pozostają w zasadzie… zbieżne. Dał temu wyraz nawet wojewoda lubelski, Przemysław Czarnek, spotykając się z ratownikami oraz kierując do nich stosowne pismo. Co ciekawe, udzielił w nim też poparcia dla postulatów płacowych środowiska zaznaczając, że zabezpieczone już środki budżetowe na podwyżki, w wysokości 400 zł począwszy od 1 lipca, których dysponentem pozostaje jako przedstawiciel rządu w regionie – zostają uruchomione w terminie. Na kolejne 400 zł ratownicy będą musieli jednak poczekać rok (co stawia ich w dwa razy gorszym położeniu niż np. pielęgniarki, przy znacznie niższych wynagrodzeniach, nie wykraczających poza 1,7-2,5 tys. zł miesięcznie). Ponadto protestujący wskazywali na konieczność kompleksowego podejścia do spraw płacowych w ochronie zdrowia, zgodnie ze skoordynowanymi żądaniami większości branż i oczekiwaniami, sięgającymi w przypadku ratownictwa medycznego dojścia do godnego poziomu wg schematu 4 razy po 400 zł podwyżki co roku. Na to jednak zgody rządowej nie ma i raczej nie będzie.
„…tylko samochód!”
Pewne wspólne przemyślenia na temat systemowej poprawy warunków płacy i pracy w ratownictwie znowu jednak mogą zbliżyć rząd i protestujących. Odwlekana od początku roku tzw. duża nowelizacja ustawy o ratownictwie ma uregulować właśnie kwestie wtórnego upaństwowienia zawodu (co przecież stanowi realizację marzeń PiS odnośnie niemal wszystkich sektorów medycznych), liczebność składów ratowniczych i zwiększenie ich liczby – słowem to wszystko, czego środowisko domaga się od dawna, podkreślając obecne zagrożenia dla bezpieczeństwa pacjentów, fatalne warunki pracy oraz chaos organizacyjny, związane przede wszystkim z niekontrolowaną pseudo-prywatyzacją świadczenia. Ministerstwo Zdrowia wciąż jednak powtarza nawoływania do cierpliwości i obietnice „szybkiego uregulowania” wszystkich wielokrotnie już podnoszonych kwestii. I dlatego ratownicy właśnie wciąż uważają za konieczne przypominać rządzącym, że „Karetka bez ratowników – to tylko samochód”… TAK