Chciał „wysłać ojca na Majdanek”

Wyjął z kieszeni składany nóż i rzucił się na ojca. Zadawał mu ciosy, krzycząc, że wyśle go na Majdanek. 33-letni Maciej S. odpowiada za usiłowanie zabójstwa swojego ojca, Alberta. Za nami kolejna rozprawa.


Na rozprawę doprowadzony został nie tylko oskarżony, ale również… Albert S. Sąd miał przesłuchać 57-latka w charakterze pokrzywdzonego. Miał, bo Albert S. odmówił składania wyjaśnień. Przed Sądem Okręgowym w Lublinie zeznawał m.in. 46-letni Andrzej P, kolega Alberta S. Możliwe, że to właśnie dzięki niemu mężczyzna przeżył atak syna. – Zobaczyłem Alberta zakrwawionego na ulicy. Z kolegą wezwaliśmy karetkę – relacjonował. – Spytałem Alberta, co się stało. Powiedział, że syn go pokaleczył, ale dokładnych słów nie pamiętam. Przyjechała karetka, ratownicy zaczęli opatrywać Alberta. Potem przyjechała policja, a my odeszliśmy – mówił Andrzej P.

Na pytania sądu odpowiadali biegli psychiatrzy i psycholog z Krakowa. Biegli orzekli, że w chwili popełnienia zbrodni Maciej S. miał w znacznym stopniu ograniczona poczytalność. Stwierdzili bowiem u niego „poziom inteligencji w obszarze pogranicza upośledzenia umysłowego, możliwość występowania organicznych zmian w ośrodkowym układzie nerwowym i uzależnienia od alkoholu”. W ubiegłym tygodniu podtrzymali swoją opinię.

Do zdarzenia doszło 30 września ubiegłego roku. Około godziny 19 do mieszkania 57-letniego Alberta S. przy ulicy Krótkiej przyjechał znajomy, Bartłomiej R. Godzinę później do mieszkania przyjechał 33-letni Maciej S., syn Alberta. Maciej S. skończył tylko gimnazjum. Pracował na umowie zleceniu w kuchni szpitala przy al. Kraśnickiej. Mężczyzna był już karany i leczył się psychiatrycznie.

Tamtego wieczoru Maciej S. wygonił Bartłomieja R. z mieszkania, a sam wyszedł do sklepu. Wtedy Bartłomiej R. wrócił do mieszkania Alberta S. Po chwili przyszedł też Maciej S. Między mężczyznami znowu wywiązała się awantura. Maciej S. uderzył Bartłomieja R. w twarz i kazał mu wyjść.

Maciej S. i Albert S. zostali w mieszkaniu sami i pili piwo, które młodszy z mężczyzn kupił w sklepie. Maciej S. miał pretensje do ojca, że ten z Bartłomiejem R. sprzedał jego rower w lombardzie. Oskarżony kazał swojemu ojcu zażyć leki i popić alkoholem, ale Albert S. odmówił. Zrobił to Maciej S., który starał się sprowokować ojca do kłótni. Albert S. nie reagował jednak na zaczepki.

Po chwili Maciej S. zaczął go kopać i uderzać pięściami po głowie. Wyjął z kieszeni składany nóż. Zaczął zadawać ojcu ciosy w okolice twarzy, szyi, rąk, nóg i pleców. Albert S. osłaniał się ręką. Możliwe, że dzięki temu przeżył szaleńczy atak syna.

Maciej S. nadal zadawał ojcu ciosy, krzycząc, że „wyśle go na Majdanek”. Po kilkunastu minutach oskarżony przestał zadawać ciosy. Odłożył nóż i sięgnął po tabletki. Albertowi S. udało się uciec na klatkę schodową, a następnie przed kamienicę. Maciej S. również wyszedł na klatkę i zaczął krzyczeć do ojca, aby ten wrócił do mieszkania.

Albertowi S. sprzyjało szczęście. Na ulicy spotkał dwóch kolegów, których poprosił o wezwanie pomocy. Adam P., kolega mężczyzny poszedł na klatkę schodową. Chciał porozmawiać z Maciejem S., ale ten się przestraszył i wrócił do mieszkania. Na miejsce przyjechała karetka, która zabrała Alberta S. do szpitala. Wkrótce przyjechali policjanci i zatrzymali Macieja S.

33-latek został oskarżony o usiłowanie zabójstwa. Nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Mężczyzna usłyszał też drugi, mniej ważny zarzut. Prokurator oskarżył go o „posiadanie ziela konopi, innych niż włókniste”. Za usiłowanie zabójstwa grozi dożywocie. Kolejna rozprawa odbędzie się 23 września.

Grzegorz Rekiel