Chronią tarliska, ale nie przed mięsiarzami

Tak bzdurnego i nieżyciowego przepisu PZW w Chełmie nie uchwalił już dawno. Otóż pod szyldem ochrony ryb wprowadził zakaz dyskryminujący jedną z grup wędkarzy, a innej nadający dodatkowe przywileje. Wszystko z ogromną szkodą dla ryb, szczególnie szczupaków.

Dopływy Bugu i jego starorzecza są naturalnymi tarliskami dla wielu gatunków ryb. Od dawna wędkarscy aktywiści naciskają na władze okręgu, by chronić te niezwykle cenne wody, będące wczesną wiosną ostoją szczupaka, którego populacja w ostatnich latach drastycznie się skurczyła. Pierwszym efektem tej walki było wprowadzenie na przyujściowym odcinku Uherki w Siedliszczu, na „Pompce” w Woli Uhruskiej oraz na „Fotka Jamie” w Bytyniu zakazu połowu ryb metodą spinningową oraz „na żywca” w okresie od 1 stycznia do 30 kwietnia.

W tych miejscach obostrzenie jest respektowane przez wędkarzy, więc ryby mogą w spokoju dochodzić do pełni formy po przebytym tarle. Od tego roku władze okręgu PZW w Chełmie wprowadziły kolejny, podobny przepis, który mówi, że w okresie od 1 stycznia do 30 kwietnia zakaz spinningowania obowiązuje na rzece Udal od ujścia do Bugu do mostu w miejscowości Husynne, na Włodawce od ujścia do mostu przy zbiorniku Okopiec, na Wełniance od ujścia do mostu w Dubience oraz na Bugu w rejonie Włodawy od znaku granicznego 014 do 020.

Problem w tym, że – ustalając nowe zakazy – nie uwzględniono w nich wędkarzy łowiących na spławik lub na grunt, którzy jako przynętę stosują żywą lub martwą rybę. Łowić na tych rzekach nie mogą jedynie spinningiści. I tu dochodzimy do drugiego aspektu tej sprawy. Otóż w środowisku wędkarskim utarło się, że osoby łowiące „na żywca” zazwyczaj zabierają rybę do domu, więc wprowadzenie zakazu dla spinningistów może przynieść odwrotny do zamierzonego skutek, że zamiast chronić szczupaki, okręg daje ciche przyzwolenie na ich eksterminację w okresie ochronnym.

Trzeba bowiem sobie zdawać sprawę z tego, że ogromna większość wędkujących „na żywca” stosuje kotwice z potrójnym grotem, a także długo zwleka z zacięciem ryby, by mieć pewność, że zdobycz wyląduje w podbieraku. Poza tym brak spinningistów na łowisku to także brak potencjalnych świadków procederu łamania okresu ochronnego.

Właśnie dlatego wielu wędkarzy postanowiło zaprotestować wobec tak nieżyciowego przepisu. O jego absurdalności świadczy nawet nasza rozmowa z prezesem Okręgu PZW w Chełmie, Ryszardem Kowalskim. Zapytany o powód wprowadzenia zakazu spinningowania stwierdził, że pominięcie w nim metody „na żywca” musi być jakąś pomyłką i obiecał sprawę wyjaśnić. Tak też uczynił.

– Postulat o wprowadzeniu tego obostrzenia wyszedł na zarząd od działu ochrony i zagospodarowania wód – mówi prezes. – Jest on jak najbardziej zasadny, bo na wymienionych w rozporządzeniu łowiskach wędkowanie metodą spławikową na tzw. żywca jest bardzo trudne ze względu na silny uciąg wody w tych rzekach. Poza tym, kto będzie chciał nas oszukać i zabrać rybę w okresie ochronnym i tak to zrobi, bez względu na jakikolwiek zakaz – wyjaśnia Kowalski. Pytanie tylko, dlaczego zarząd chełmskiego PZW wyraźnie dyskryminuje jedną grupę wędkarzy, skoro np. na Uherce czy „Pompce” zakaz dotyczy wszystkich polujących na drapieżniki?

O ile tłumaczenie o silnym nurcie jeszcze może jako tako do niektórych przemówić, to już ten sam argument w odniesieniu do zakazu spinningowania na Bugu we Włodawie nie obroni się nijak. Dla wielu wędkarzy jest to jasny przekaz – skoro można łowić „na żywca” w okresie ochronnym, a w okolicy nie ma spinningistów, to można też zabierać ryby, które pewnie i tak by nie przeżyły po wypuszczeniu do wody poranione grotami kotwic. (bm)