Chwila bez smartfona?

Wychodzą na przerwę, siadają obok siebie, ramię w ramię, i rozmawiają ze sobą za pośrednictwem SMS-ów czy Messengera. – Telefony w szkołach to problem – przyznają zgodnie dyrektorzy chełmskich szkół. Coraz więcej z nich zaczyna interweniować.

Dzieciaki podczas przerw międzylekcyjnych mają się bawić, odpoczywać, uczyć, rozmawiać ze sobą. W praktyce jednak wiele z nich już od najmłodszych lat spędza każdą wolną chwilę z telefonem w dłoni i nosem wlepionym w wyświetlacz (Facebook, Snapchat, Instagram, Twitter, gry internetowe czy nawet SMS-y wysyłane do kolegi… siedzącego tuż obok). Z jednej strony nauczyciele dyżurni, którzy pilnują spokoju na szkolnych korytarzach, cieszą się, że mają ułatwione zadanie. Z drugiej, jak sami mówią, aż żal patrzeć na coraz większy brak komunikacji wśród dzieci i szerzący się fonoholizm.

– Jest wielki problem z telefonami w szkole – przyznaje Bożena Koniczuk, dyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 3.

Dlatego dyrektorzy szkół szukają sposobów, jak radzić sobie z nadmiarem technologii. Zasady korzystania z telefonów regulują szkolne statuty. Zgodnie z nimi, w każdej miejskiej placówce, telefon podczas lekcji ma być wyciszony lub wyłączony. W niektórych szkołach, wchodząc do klasy, uczniowie zostawiają telefony na 45 minut lekcji w specjalnych skrzynkach / pudełkach / organizerach.

– Są tacy, którzy odłożą jeden, a potem okazuje się, że w plecaku mają drugi. Niektórzy piątoklasiści mają nawet trzy telefony. Jeden do dzwonienia, drugi – lepszy – do robienia zdjęć, a trzeci – najlepszy – do kręcenia filmików – mówi Wiesław Podgórski, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 7.

Nauczyciele narzekają, że przez telefony dzieci i młodzież wcale ze sobą nie rozmawiają, nie integrują się. Bez telefonów miałoby być lepiej.

– Rada rodziców zasygnalizowała, żeby wprowadzić całkowity zakaz używania telefonów, nie tylko w czasie lekcji. Decyzja o tym będzie należała do rodziców. Z dotychczasowych ankiet wynika jednak, że większość z nich nie widzi potrzeby, aby dzieci miały ze sobą telefony – podkreśla Barbara Anchmowicz, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 4.

– Rok temu przeprowadzaliśmy taką ankietę. 80 proc. rodziców opowiedziało się za zakazem, ale pozostali się sprzeciwili. Niektórzy rodzice mówią, że dziecko bezwzględnie musi mieć przy sobie komórkę. Temat pozostaje wciąż otwarty, bo tu chodzi o dobro dzieci. One nawet nie potrafią już ze sobą normalnie rozmawiać, krzyk jest dla nich formą komunikacji – dodaje B. Koniczuk.

– Prawo powinno być egzekwowane, a jak ukarać dziecko, które złamie zakaz i przyniesie do szkoły telefon? – pyta Ewa Jakubowicz-Machajska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 5. – Nie da się uciec od nowych technologii, a zakazami niczego nie załatwimy. Są lepsze sposoby na odwrócenie uwagi dzieci od telefonów – trzeba im po prostu pokazać alternatywne metody spędzania wolnego czasu – podkreśla wagę profilaktyki.

Dlatego przeciwnicy zakazów i skrajności prześcigają się w pomysłach, co zrobić, żeby zainteresować dzieci już nie tylko na lekcjach, ale i podczas przerw. – W środy i czwartki na drugim piętrze budynku szkoły, na długich przerwach, prowadzimy specjalne akcje taneczne i śpiewania – mówi W. Podgórski. – Im więcej zakazów, tym więcej problemów. Nie wygramy z telefonami, ale nie możemy pozwolić, by problem narastał.

– W ubiegłym roku szkolnym mieliśmy kilkudniową wycieczkę bez telefonów. Rodzice podpisywali umowę, w której było to napisane. Te dwa czy trzy dni dzieciaki świetnie się bawiły – mówi Iwona Ceret, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 11.

Zarówno dyrektor „Jedenastki”, jak i „Dwójki” zapewniają, że w szkołach aż tak wielkiego problemu z telefonami, szczególnie wśród najmłodszych klas, nie ma – dzieci chętnie się bawią.

– Uczniowie korzystają z telefonów, ale nie można tego uznać za zjawisko przekraczające szkolne normy. W czasie przerw tylko nieliczni uczniowie klas starszych sięgają po komórki. Dzieci z klas I-III używają ich bardzo rzadko, głównie w celu kontaktu z rodzicami, a na przerwach po prostu się bawią – zapewnia Dorota Mandzińska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 2.

Mimo to większość sygnalizuje inny to problem – postawę rodziców, którzy dziwią się i burzą, gdy nauczyciel zwraca uwagę, że ich dzieci całymi godzinami w świetlicy tylko siedzą z nosem w telefonie. Inni, choć wiedzą, o jakich porach są dzwonki, dzwonią notorycznie do dzieci podczas lekcji, wyciągając ich z zajęć, by dowiedzieć się, „co słychać”.

Eksperci przekonują, że brak telefonów w szkołach pozytywnie wpłynie na naukę i polepszenie relacji towarzyskich uczniów. Nauczyciele zapewniają, że uczniowi w szkole nic się nie stanie. Chcąc się skontaktować z dzieckiem, które trzeba po lekcjach odebrać ze szkoły, rodzic może zadzwonić na telefon w sekretariacie, uczeń zostanie poproszony do telefonu. Tak samo ze szkolnego aparatu może w każdej chwili skorzystać dziecko, by zadzwonić do rodzica. (pc)