Ciężarna, policja i tłum gapiów

„Straciłam go z oczu tylko na kilka minut” – tłumaczyła policjantom matka zagubionego na deptaku 3,5-latka. Chłopczyk odnalazł się niemal od razu, prawie na drugim końcu miasta… Po kobietę na sygnale przyjechały trzy radiowozy.

Piątek (14 lipca), po godz. 11. Z włączonymi kogutami, w ekspresowym tempie, na deptak wjechały dwa policyjne samochody. Po chwili nadjechał kolejny radiowóz. Mundurowi weszli do jednego ze sklepów i zaraz pojawili się ponownie w towarzystwie kobiety w zaawansowanej ciąży. Momentalnie dokoła nich zebrał się tłum gapiów. Co tu się stało? Co mogła zrobić ciężarna? Zaciekawieni przybiegli nawet – z całym towarem w reklamówkach – miejscowi handlarze ukraińskich fajek.
Jak się okazało, kobieta w ciąży zgłosiła chwilę wcześniej zaginięcie dziecka. Policjantom opowiedziała, że weszła do sklepu razem ze swoim 3,5-letnim synkiem, a w pewnym momencie chłopczyk po prostu zniknął. Zarzekała się, że straciła go z oczu dosłownie na kilka minut.
Zaraz potem dyżurny komendy odebrał jeszcze jedno zgłoszenie – na chodniku przy ul. Szpitalnej stoi zapłakany i przestraszony chłopczyk. Zgubił się i nie wie, gdzie jego mama. Trzęsącym się ze strachu maluchem zainteresowała się nieznajoma i zadzwoniła pod numer alarmowy.
Policja podaje, że najprawdopodobniej chłopczyk wsiadł do autobusu i tak dostał się prawie na drugi koniec miasta (nie mieszka on jednak w tej okolicy). Jak to możliwe, że w ciągu tych zaledwie „kilku minut” od zaginięcia 3,5-latek zdołał sam przemieścić się taki kawał drogi? Jak to możliwe, że wsiadł do autobusu i nikt się nim nie zainteresował, a uwagę na samotne dziecko zwróciła dopiero kobieta spacerująca ul. Szpitalną? To się w głowie nie mieści.
Matka 3,5-latka została ukarana mandatem. Policjanci powołali się przy tym na art. 106 kodeksu wykroczeń. Przepis stanowi, że jeśli opiekun dziecka w wieku do lat siedmiu doprowadzi do przebywania dziecka w okolicznościach, które są niebezpieczne dla jego zdrowia, podlega karze grzywny lub nagany. (pc)