Co pchnęło matkę do takiej zbrodni?

38-letni Monika S. przyznała się do zabójstwa swojego 10-letniego synka, ale śledczy nie chcą ujawnić dlaczego kobieta to zrobiła. Dzieciobójczyni została aresztowana. W miniony czwartek zdruzgotany ojciec, rodzina i cała szkoła pożegnali Filipka.


Ten dramat wstrząsnął całą Polską. W piątek w południe, 29 listopada, w hostelu przy ul Orlej obsługa dokonała makabrycznego odkrycia. W łóżku znalazła zwłoki chłopczyka. Jego matka, która zameldowała się z synkiem trzy dni wcześniej, zniknęła. Kobieta została potem zatrzymana w okolicach Kazimierza Dolnego. Usłyszała zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Sąd tymczasowo ją aresztował.

Na jaw wychodzą nowe, wstrząsające szczegóły zbrodni. Prokuratura ujawniła jak zginął Filipek. Chłopiec został uduszony pościelą.

– Matka nakryła kołdrą ciało chłopca wraz z głową, unieruchomiła je przytrzymując własnym ciałem i w ten sposób doprowadziła do uduszenia ofiary – informuje Agnieszka Kępka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Chłopiec dramatycznie walczył o życie o czym świadczą krwawe wylewy w tkance podskórnej całej głowy. Ale matka nie miała dla synka żadnej litości. Trzymała go tak mocno, aż jej jedyne dziecko wydało ostatnie tchnienie.

Monika S. mieszkała z dzieckiem pod Lublinem. We wtorek Filipek bawił się w szkole na imprezie andrzejkowej. Matka odebrała go wcześniej i oboje poszli prosto na przystanek. Stamtąd przyjechali do Lublina i tu wieczorem zameldowali się w hostelu. Jeszcze w czwartek chłopiec rozmawiał telefonicznie ze swoim tatą.

– To była normalna rozmowa, o samopoczuciu, zdrowiu, nic wielkiego. Mówił, że tęskni za mną. Umówiliśmy się, że jak wróci, to obejrzymy razem film, ale już nie wrócił – opowiadał tata Filipa w programie „Uwaga”.

W tym samym programie ojciec chłopca powiedział, że żona napisała mu wiadomość, że nie wróci do domu i że chce się rozwieść.

Zachowanie kobiety były dla męża bardzo niepokojące, dlatego – jak wynika z jego relacji – dwa razy był w komisariacie i zgłosił zaginięcie chłopca. Ma żal, że nie podjęto zdecydowanych poszukiwań. Ten wątek jest wyjaśniany przez policję.

Zachowanie Moniki S. było niepokojące już wcześniej. We wrześniu zdarzyła się taka sytuacja, że także zabrała dziecko i zniknęła bez słowa. Ale po kilku godzinach powiedziała, gdzie jest i wróciła.

Niewątpliwie kobieta przeżywała kryzys, a wpływ na to miały jej problemy z prawem. Kilka miesięcy spędziła w areszcie, po tym jak okazało się, że jest podejrzana o malwersacje finansowe w lubelskim Bractwie Miłosierdzia im. św. Brata Alberta, którego była prezesem. Z kasy placówki zniknęło 220 tys. zł. Pomagała też krewnym wyłudzać kredyty.

Monice S. grozi teraz dożywocie.

Miniony czwartek odbył się pogrzeb Filipka. Żegnały go tłumy. Łamiący serca był widok dzieci, które szły za białą trumną. Przyszły pożegnać swojego kolegę, którego już nigdy nie zobaczą, nigdy się z nim nie pobawią. Każdy z uczniów miał w ręku różę, którymi obsypano grób chłopczyka. LL