Co włożymy do garnka i za ile

Ta beczka w jednym z chełmskich ogrodów czeka na deszczówkę - w myśl zasady „łapiemy każdą kroplę”.

Zapaść gospodarki, drożyzna i głód – w dobie koronawirusa takie czarne scenariusze przychodzą do głowy nie tylko pesymistom. Wzrost cen żywności już wyraźnie odczuwamy. Będzie jeszcze drożej. – Straty w uprawach ze względu na suszę są pewne i mogą sięgnąć nawet do pięćdziesięciu procent. Mniej żywności oznacza podwyżki cen. Przed nami wielkie wyzwanie w dobie kryzysu – mówi Gustaw Jędrejek, prezes Lubelskiej Izby Rolniczej.

Załamanie w handlu i rosnące ceny żywności

Nasi Czytelnicy dzwonią do redakcji z różnymi problemami i prośbami o interwencję. Coraz częściej mówią o swoich obawach dotyczących kosztów utrzymania. Niepokoi ich zwłaszcza wyraźna i systematyczna podwyżka cen żywności. A na domiar złego ze świata napływają niepokojące informacje, jak np. ostrzeżenia ONZ, że w związku z koronawirusem i jego skutkami gospodarczymi świat stoi na skraju „pandemii głodu”. Bo epidemia COVID-19 może przerodzić się w klęskę żywnościową. To szacunki w skali globalnej, a najbardziej, co zrozumiałe, zagrożeni są mieszkańcy najbiedniejszych państw świata, do których Polska – na szczęście – nie należy.

Jednak sytuacja jest nadzwyczajna, dynamiczna i nie napawa optymizmem, a długofalowe jej skutki są trudne do przewidzenia. W Chełmie i powiecie chełmskim z dnia na dzień rośnie bezrobocie i przybywa osób z obniżonymi pensjami. Wielu mieszkańców regionu obawia się utraty pracy. Zamiera handel i rynek usług w wielu dziedzinach. Ludzie nie wydają pieniędzy na „kaprysy”, tylko oszczędzają na czarną godzinę, myśląc przede wszystkim o tym, aby wystarczyło im na jedzenie, opłaty i bieżące utrzymanie. Załamanie w niektórych branżach handlu odzwierciedlają najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego.

Przed kilkunastoma dniami GUS wydał komunikat dotyczący handlu w marcu br. Wynika z niego, że sprzedaż detaliczna była niższa o 9 proc. w porównaniu z analogicznym okresem przed rokiem. W komunikacie czytamy, że epidemia i związane z nią „znaczne ograniczenia w handlu detalicznym w niektórych obiektach handlowych istotnie wpłynęły na wielkość dokonywanych zakupów i realizowaną sprzedaż detaliczną”. W marcu br. sprzedaż ta spadła w większości grup. Handel pojazdami samochodowymi, motocyklami i częściami do nich zmniejszył się o 30,9 proc., a paliwami stałymi, ciekłymi i gazowymi o 12,5 proc. (w porównaniu z marcem 2019 r.).

Największy spadek sprzedaży odnotowano w grupie „tekstylia, odzież, obuwie” – o 49,6 proc. Z kolei wzrost sprzedaży odnotowały podmioty sprzedające farmaceutyki, kosmetyki i sprzęt ortopedyczny (o 8,8 proc.), a także żywność, napoje i wyroby tytoniowe (o 2,5 proc.). Niestety, w ciągu roku odnotowano też wzrost cen żywności o 8,6 proc. Najbardziej podrożały papryka czerwona – aż o 85 procent, mięso wieprzowe o ponad 27 procent, owoce – 19 procent.

W dalszej kolejności podrożały też: wędliny, pieczywo, drób, warzywa, mleko i cukier. Ale to ponoć dopiero początek podwyżek cen żywności, spowodowanych nie tylko epidemią, ale przede wszystkim suszą. Te dwie plagi kumulują się, powodując wielkie obawy o przyszłość. Niektórzy producenci żywności załamują ręce, zapowiadając, że – aby przetrwać na rynku – będą zmuszeni podnieść ceny.

– W branży, w której działamy, kluczowa jest cena mąki i niestety już wiadomo, że ona pójdzie w górę, a wraz z nią i my zmuszeni będziemy podnieść ceny naszych produktów – mówi jeden z naszych rozmówców.

Każda grządka i każde warzywo w niej może być na wagę złota

Będzie drożej

Minister rolnictwa zapowiadał ostatnio, że rozległa susza w kraju, sygnalizowana przez meteorologów, może zmniejszyć produkcję żywności. Zapewniał jednak, że w Polsce jej nie zabraknie, ale ceny mogą wrosnąć. Gustaw Jędrejek, prezes Lubelskiej Izby Rolniczej, mówi o tym wprost.

– Żywność będzie droższa, trzeba być tego świadomym – mówi prezes LIR. – Susza jest już faktem i wybrała na to najgorszy czas, zasiewów. Nie da się już tego nadrobić i plony będą niższe. Deszczu nie ma, jest słoneczna pogoda, do tego wiatr i jeszcze przymrozki. Rzepaki już są przez nie uszkodzone. Trochę lepsza sytuacja może być tam, gdzie zastosowano nawodnienie – na przykład tereny jagodowe, truskawki. Ale to nie dotyczy głównych upraw: zbóż, ziemniaków, kukurydzy.

Jeśli one nie powschodzą albo powschodzą w niewystarczającej ilości, to tegoroczne straty w plonach mogą sięgać od dwudziestu pięciu – trzydziestu do nawet pięćdziesięciu procent. Trudno to jeszcze dokładnie oszacować. Dla rolników te straty będą dotkliwe. Ale mniej żywności oznacza, że stracą też konsumenci. W dobie tego kryzysu ważne jest współdziałanie i formy sprzedaży bezpośredniej. Mówię na przykład o sprzedaży na bazarach, targach, ale także sprzedaży przez internet. Wtedy ta cena dla konsumenta nie jest tak wygórowana.

Ważne, aby rolnik miał zbyt, ale im więcej pośredników, tym droższy produkt dla konsumenta. Nie może być tak, że pośrednicy, sklepy wielkopowierzchniowe, nakładają tak wysokie marże. Chcemy, aby ta sprzedaż bezpośrednia z pominięciem łańcucha pośredników, odgrywała większą rolę, aby uprościć tego typu działania. Konsumenci nie mogą też w tej trudnej sytuacji pogardzić polskim produktem. Powinno im zależeć na tym, aby naszym rolnikom opłaciła się produkcja. Stoimy przed ogromnym wyzwaniem.

Czasy pandemiczne

Hydrolodzy z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej prognozują, że do końca czerwca br. opadów będzie niewiele, a temperatury powietrza będą powyżej normy dla tej pory roku. To nie napawa optymizmem, podobnie, jak fakt, że – jak mówi Sergiusz Kieruzal, rzecznik prasowy Wód Polskich – marzec br. był miesiącem o najniższej średniej opadów od kilkudziesięciu lat. Odnotowano pod tym względem niepokojący rekord.

– Żyjemy w czasach pandemicznych – mówi rzecznik S. Kieruzal. – Trzeba pamiętać, że susze były, są i będą. W trakcie badań zdiagnozowano występowanie okresów suchych i mokrych. Teraz tendencja jest taka, że okresy suche przedłużają się – kiedyś obejmowały one 2-3 lata, a obecnie 5-6 lat. Powoduje to, że susza jest teraz bardziej dotkliwa. Z drugiej strony dochodzą bezśnieżne, ciepłe zimy, które utrzymują się u nas też od kilku lat.

Powoduje to tzw. suszę na starcie, czyli wiosną, w okresie wegetacji, gdy roślinom potrzeba najwięcej wody. Realizujemy program „Stop suszy”, który składa się z trzech elementów: badań naukowych, o których wspomniałem, rekomendacji oraz inwestycji. Rekomendacje zawierają cenne wskazówki o tym, co każdy z nas powinien robić, aby oszczędzać wodę. To teraz szczególnie ważne.

Łapać każdą kroplę

W ramach kampanii „Stop suszy” ruszyła nowa kampania, w której Wody Polskie zachęcają do wspierania retencji i zagospodarowania wody deszczowej. Wody Polskie zwracają uwagę, że zmienia się klimat i trzeba łapać każdą kroplę wody. Zalecają, aby siać kwietne łąki zamiast wodolubnych trawników, bo kolorowe i pachnące kwiaty oraz zioła doskonale utrzymują wilgoć w glebie, a dodatkowo wabią pszczoły oraz ptaki. Przede wszystkim jednak kwietne łąki nie wymagają intensywnego podlewania.

Rolnicy są zachęcani do korzystania z programów, których celem jest przeciwdziałanie skutkom suszy, zwłaszcza obejmującego nowatorskie podejście do zarządzania retencją korytową: odtworzenia przybrzeżnych rozlewisk rzecznych, budowy lub odbudowy zastawek na rowach melioracyjnych, a także korzystania z krajowego programu nawadniania pól (w tej kwestii prezes Jędrejek i Lubelska Izba Rolnicza wnioskują do polityków o uproszczenie procedur). Rusza też program kształtowania zasobów wodnych na terenach rolniczych i Wody Polskie ogłaszają kolejne przetargi na inwestycje retencji korytowej, której zadaniem jest poprawa bilansu wodnego na terenach rolniczych. (t)