Co ze świdnickim escape roomem

Świdnicki escape room został zamknięty z końcem ubiegłego roku, na cztery dni przed tragedią w Koszalinie

Po strasznej tragedii w Koszalinie, gdzie w escape roomie zginęło pięć nastolatek, straż pożarna i nadzór budowlany skontrolowały wszystkie tego typu obiekty w kraju. – A co z naszym świdnickim escape roomem? – pytają nas czytelnicy, którzy słyszeli, że w Świdniku w ubiegłym roku otwarto taki pokój zagadek, a nie wiedzą, że został on zamknięty jeszcze przed wypadkiem w Koszalinie.


– Nasz escape room powstał w ramach ubiegłorocznego Budżetu Obywatelskiego i zgodnie z planem działał tylko do końca grudnia – mówi Adam Żurek, dyrektor MOK w Świdniku, w którego pomieszczeniach zorganizowano pokój zagadek. – Nie ukrywam, że myśleliśmy o jego ponownym uruchomieniu nawet już w styczniu tego roku, bo był bardzo chętnie odwiedzany, ale po tragedii w Koszalinie, jeśli w ogóle to zrobimy, to na pewno nie tak szybko. Musimy zobaczyć, jak będzie wyglądać sytuacja prawna i formalności związane z funkcjonowaniem takich miejsc i zapewnieniem w nich pełnego bezpieczeństwa – dodaje szef MOK.

Organizatorzy świdnickiego pokoju zagadek są jednak przekonani, że korzystający z niego byli bezpieczni i do takiego wypadku jak w Koszalinie na pewno nie mogło dojść – w pomieszczeniu nie było urządzeń, które mogłyby wywołać pożar czy spowodować wydzielanie się czadu, który zabił pięć 15-latek w Koszalinie.

Świdnicki escape room przez kilka miesięcy jego funkcjonowania odwiedziło blisko 600 osób. By wydostać się z zamkniętego pomieszczenia urządzonego w stylu PRL trzeba było rozwiązać zagadkę, gdzie pewnego ranka 1982 roku zniknął 60-letni Józef Kowalski, robotnik w Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego.

By odkryć prawdę, trzeba było znać historię Świdnika i świdnickiej opozycji demokratycznej, którą zwalczały ówczesna służba bezpieczeństwa i komunistyczne organy ścigania. Zadania podejmowali się głównie młodzi ludzie, ale nie brakowało również dorosłych. Najlepszym drużynom rozwikłanie tajemnicy i wyjście z pokoju zajmowało godzinę.

Joanna Niećko