Cuchnący i hałaśliwy problem

Ciągły hałas i odór nie pozwalają nam normalnie żyć - mówią sąsiedzi suszarni wytłoków

– Tu nie da się żyć – ubolewają mieszkańcy ul. Rampa Brzeska i Szklanej w Chełmie. Suszarnia wytłoków owocowych, która działa tuż przy ich domach, spędza im sen z powiek i wykręca nosy.
Wszystko zaczęło się w kwietniu tego roku. To wtedy w jednym z budynków przy ul. Rampa Brzeska ruszyła suszarnia wytłoków owocowych. – Tyle się mówi teraz o konsultacjach społecznych. Nas nikt nie spytał czy chcemy mieć takiego sąsiada. O tym, że ktoś rozpoczyna tu uciążliwą dla nas działalność, dowiedzieliśmy się dopiero wtedy, kiedy usłyszeliśmy dudnienie pracujących maszyn, od godziny 6 do nawet 23. Bez przerwy – ubolewa pani Danuta, która mieszka nieopodal suszarni.
Do tego dochodzi fetor rozkładających się owoców. – Tego naprawdę nie da się wytrzymać. Odór jest duszący, przyprawia o mdłości. Chowamy się w domach, zamykamy drzwi i okna. Ale ile można tak wytrzymać? – pyta pani Krystyna. – W tej okolicy mieszka wiele starszych osób. Tuż za płotem zakładu żyją dwie 90-letnie kobiety. Jak można im zgotować taki los?
Mieszkańcy postanowili wziąć sprawę w swoje ręce. Dotarli do decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach działalności. Znalazły się w niej m.in. informacje, że zakład będzie funkcjonował w porze dziennej, tj. w godzinach 7-18, że najbliższe sąsiedztwo nie będzie narażone na przekroczenie emisji hałasu, a także, że przedsięwzięcie nie będzie powodowało uciążliwości odorowych. – Zapisy decyzji nie są przestrzegane – mówią mieszkańcy. Wystosowali w tej sprawie list do prezydent Chełma Agaty Fisz. Podpisały się pod nim 53 osoby, które mieszkają w okolicy.
Sprawa została przekazana chełmskiej delegaturze Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Ten rozpoczął już kontrolę zakładu. Wykonano już m.in. pomiary hałasu, jednak kierownik Elżbieta Piebiak nie chce zdradzać wyników, dopóki nie zakończą wszystkich badań.
– My już wiemy, jak to wszystko działa. Teraz będą nas zwodzić, że kontrola trwa i trzeba się uzbroić w cierpliwość. A my nie możemy czekać. Chcemy zacząć normalnie żyć. I wcale nie chodzi nam o to, żeby zamknięto zakład. Może sobie działać, ale tak, żebyśmy nie odczuwali z jego powodu uciążliwości – twierdzą mieszkańcy.
Właściciel zakładu zapewnia, że mimo iż kontrola trwa, już stara się wdrażać rozwiązania, które mają ograniczyć odór i hałas. – Proszę mi wierzyć, że moim celem nie jest to, aby komukolwiek uprzykrzyć życie. Gdy rozpoczęliśmy działalność, to rozmawiałem z paniami, które mieszkają najbliżej zakładu. Mówiły, że nic im nie przeszkadza. Później, gdy tylko dotarły do mnie sygnały o tym, że mieszkańcy odczuwają niedogodności związane z pracą suszarni, natychmiast podjąłem działania, które mają im zapobiegać. Szkoda tylko, że nikt nie przyszedł najpierw do mnie i – tak zwyczajnie, po ludzku – nie powiedział, że coś mu przeszkadza. Tak czy inaczej, czekam na wyniki kontroli i zapewniam, że wdrożę wszystkie zalecenia, jakie zostaną mi przekazane przez WIOŚ – zapewnia właściciel. Do sprawy wrócimy. (mg)