Cydr rozcieńczony deszczem

Cóż, naturalny jabłkowy napój z mini „procentami” miał tego dnia naturalne warunki chłodzenia. Do szklanek z cydrem w dłoniach smakoszy niejednokrotnie wpadały także krople deszczu. Zimna aura w sobotę, 16 września nie przeszkodziła jednak lublinianom dobrze bawić się w ramach Święta Młodego Cydru 2017.


Świeży jabłecznik – tak niegdyś nazywano ten lekki trunek – lał się w Lublinie strumieniami. Czwarte już cydrowe święto owładnęło lubelską starówką aż po zamkowe błonia. Trybunał opasało kilkanaście stoisk, gdzie degustowano – choć to dość oględnie powiedziane – markowe lubelskie cydry i to niemal „prosto od krowy” – jak dowcipkowano, bo świeżo z fabryki Ambra SA, organizatora tego święta. Były też dostępne znakomite cydry z mniejszych wytwórni, rzemieślniczych.
Najpierw jednak, już o godz. 12, odbył się tu bodaj największy toast w dziejach 700-letniego grodu – szklankami cydru w dłoniach kilku tysięcy gości imprezy. To Cydr Lubelski Młody Niefiltrowany 2017, limitowana edycja napoju (jedynie 3,5%) na urodziny miasta. Szpunt 700-litrowej beczki odbił znany muzyk Tymon Tymański – organizator trasy promocyjnej cydru, w asyście delegowanych urzędników ratusza.
Program objął też degustację innych lubelskich odmian cydru – mocniejszych, jak np. „Dziki”, „Lodowy”, oferowanych „z kurka” gratis na kupony, stąd wzmożona „zabawowość” uczestników imprezy, chwilami porównywalna z miejskim sylwestrem. – Bo cydr w szklance zbliża i zachęca do spotkań – twierdzą jego promotorzy. – Również do bliskich spotkań kilku lumpów, którzy nieco dawali się we znaki kulturalnej większości – stwierdziła ochrona festynu.
Co ważne, producenci cydru z jednej strony otwierają rynek przed sadownikami, dając im szansę zbytu jabłek, z drugiej, na wzór tradycji beaujolais nouveau, właśnie pragną integrować mieszkańców wokół pozytywnej energii, aktywności, czerpania radości z życia.

„Odkrywamy DNA Lublina”

To z kolei gra uliczna, w której nagrodami także był cydr – butelkowany. Na trasie Stare Miasto – Krakowskie Przedmieście – Plac Litewski, gdzie było 10 stacji tej gry, mnóstwo młodych ludzi brało udział w zadaniach według instruktażu organizatorów.
Ci chcieli wydobyć z uczestników np. wiedzę, jak wyobrażają sobie Lublin za 100 lat. Były również pytania związane z historią miasta. Sprawdzano czy znamy specyficzne lubelskie powiedzonka – wszak każde miasto ma charakterystyczne zwroty i kody językowe. Również to, czy jesteśmy gotowi powrócić do zwyczaju słania pocztówek i co będziemy w nich pisać. Lecz nade wszystko sondowali emocje (na skali od złości po miłość) związane z miastem – gracze mieli wyrażać je poprzez kolory. Naklejane na makietę Lubelskiego Koziołka barwne fiszki dały organizatorom imprezy emocjonalny obraz miasta. Odkodowany rezultat tej zabawy pracownicy Ambry zamierzają wkrótce ogłosić w mediach.
O zmroku Rynek starówki iluminowany był na zielono – ten kolor i za dnia dominuje w wystroju wrześniowego święta. Od godz. 18 na zamkowych błoniach trwał finał estradowy trasy promującej Cydr Lubelski. Głośna i „niefiltrowana” tekstowo muzyka rozpędziła deszcz i koncerty były udane. Bezkompromisowo dla ucha grali tu: Bovska, Iza Lach, Dwa Sławy, ale przebiła ich czwórka raperów z O.S.T.R. Pokryli Lublin taką falą hip-hopu na przemian z muzyką transową, że w pubach na starówce drżały kufle i szklanki. Szkoda, że warstwa muzyczna cydrowego święta jest adresowana do ludzi młodych, gustujących w takich dźwiękach. Marek Rybołowicz