Czarny protest

Wchodzą do cudzego domu i sprawdzają czy dzieci mają co jeść i czy nie dzieje się im krzywda. Wypłacają zasiłki, 500plus, nie zważając na to, że petenci bywają roszczeniowi. Najtrudniej jest, gdy rodzicom trzeba odebrać dziecko. To codzienność pracowników pomocy społecznej. W piątek w chełmskim MOPR ubrali się na „czarno”, by solidaryzować się z ich strajkującymi w Warszawie kolegami. – Chcemy skutecznie pomagać, godnie zarabiać, bezpieczniej pracować i być szanowani – mówi Urszula Gralewicz, zastępca dyrektora Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Chełmie.

Na co dzień mają do czynienia z różnymi, często niebezpiecznymi sytuacjami. Muszą wejść do cudzego mieszkania i przeprowadzić tzw. wywiad środowiskowy. To niewdzięczne zajęcie, bo czasem są traktowani jak intruzi. Zdarzało się, że trzeba było wezwać policję, bo nie można samemu poradzić sobie z agresją petenta. Ale pracownik socjalny musi zrobić swoje, czyli ocenić sytuację osobistą, rodzinną i majątkową danej rodziny. Trzeba sprawdzić, czy dzieci mają, co jeść, czy są czyste, zadbane i czy nie dzieje się im krzywda. Trzeba się dowiedzieć, z czego rodzina żyje.

Na podstawie informacji uzyskanych przez pracownika socjalnego podejmowana jest decyzja o tym, czy i jaka forma pomocy przyznawana jest rodzinie. Najtrudniej jest wtedy, gdy w domu jest przemoc i trzeba odebrać rodzicom dzieci. Dwa dni temu niepełnosprawni rodzice przyprowadzili do chełmskich pracowników socjalnych swoje dzieci, bo nie dawali sobie rady z opieką nad nimi. Nad takimi sytuacjami trudno przejść do porządku dziennego.

Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie w Chełmie zatrudnia 34 pracowników socjalnych. Z pomocy społecznej ośrodka korzysta 1 454 rodzin. Oznacza to, że na jednego pracownika socjalnego przypada około 96 rodzin. Urszula Gralewicz, zastępca dyrektora chełmskiego MOPR, informuje, że w październiku pracownicy socjalni przeprowadzą 39 wywiadów środowiskowych w celu ustalenia aktualnej sytuacji rodziców biologicznych dzieci umieszczonych w rodzinnej pieczy zastępczej, 42 wywiady związane z weryfikacją kryteriów dochodowych oraz świadczeń pieniężnych z pomocy społecznej u uczestników Środowiskowego Domu Samopomocy w Chełmie i 42 wywiady u uczestników Domu Dziennego Pobytu w Chełmie.

Oprócz tego pracownicy socjalni inicjują szereg działań w zakresie dystrybucji żywności, w tym roku dla 700 osób najbardziej potrzebujących w ramach Programu Operacyjnego Pomoc Żywnościowa. Prowadzą też akcje charytatywne. Średnie miesięczne wynagrodzenie (bez dodatków) pracowników socjalnych wynosi ok. 2 270 zł brutto, natomiast uwzględniając wszystkich pracowników pomocy społecznej w chełmskim ośrodku średnie miesięczne wynagrodzenie wynosi około 2 165 zł brutto. Pracownicy MOPR twierdzą, że takie wynagrodzenie to za mało żeby żyć, ale za dużo żeby umrzeć”. Mówią, że nadmiar obowiązków nie pozwolił im uczestniczyć w piątkowej pikiecie. Za to tego dnia ubrani byli na czarno.

– Wszyscy pracownicy MOPR w Chełmie solidaryzują się z uczestnikami Ogólnopolskiej Pikiety Pracowników Pomocy Społecznej – mówi wicedyrektor Gralewicz. – Jednakże ze względu na trudny okres, związany między innymi z potrzebą rozpatrzenia wniosków na nowe okresy zasiłkowe, waloryzację świadczeń i nadmiar innych obowiązków nie uczestniczyliśmy w pikiecie. Utożsamiamy się z protestującymi w ten sposób, że w dniu pikiety ubrani byliśmy na czarno. Chcemy skutecznie pomagać, godnie zarabiać, bezpieczniej pracować i być szanowani.

Pracownicy pomocy społecznej mówią, że ostatnio wraz z wejściem w życie m.in. rządowych programów 500plus czy „Dobry start” przybyło im obowiązków. Zwracają uwagę, że to nie samorządy ustalają ich zadania, tylko są one narzucane w konkretnych ustawach. Mają żal, że nakładane na nich dodatkowe obowiązku nie idą w parze ze wzrostem ich zarobków. O potrzebie podwyżek mówi też Krystyna Kopczyńska, dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Chełmie.

– Opowiadamy się za podwyższeniem płac – mówi dyrektor Kopczyńska. – Pracownicy socjalni, ja również nim jestem, to ludzie, którzy muszą wykazywać się dużą wiedzą, znajomością wielu przepisów. Oprócz tego, że są to osoby wykształcone, to przede wszystkim muszą mieć poczucie, że chcą pomagać. To podstawa w tej pracy. Obowiązków rzeczywiście mamy mnóstwo. Chcielibyśmy, aby nasze wynagrodzenie wzrosło i solidaryzujemy się z kolegami, którzy pojechali na pikietę do Warszawy. Mamy obecnie pilną pracę w zespołach i nikt z nas nie mógł w niej uczestniczyć. (mo)