Człowiek, który zawsze trafiał

Zespół Startu z sezonu 1991/92, prowadzony przez trenera Zdzisława Szabałę. – Dzięki tym ludziom Start przetrwał w krytycznych czasach, kiedy na siłę chciano zlikwidować w klubie sekcję koszykówki mężczyzn – mówi „Nowemu Tygodniowi” Janusz Narkiewicz, znakomity lubelski szkoleniowiec

Kibicom koszykówki w Lublinie Zdzisława Szabały specjalnie przedstawiać nie trzeba. W latach 70-tych był czołowym zawodnikiem pierwszoligowej Lublinianki. Potem skończył studia na AWF i został trenerem. Z lubelskim AZS-em zdobył złoty medal mistrzów Polski juniorów i brązowy wśród kadetów. Wygrywał także Akademickie Mistrzostwa Polski – po raz ostatni w ubiegłym roku! Pracował też przez wiele lat jako szkoleniowiec u „konkurencji”, w Starcie. Mało jednak kto wie, że dokładnie przed 45. laty, w 1972 roku, lublinianin brał udział w ówczesnym jugosłowiańskim Zadarze w mistrzostwach Europy juniorów i był najskuteczniejszym zawodnikiem w turnieju w zespole biało-czerwonych!

Koszykarze Lublinianki przed „Meczem wspomnień” ze Startem, który w hali MOSiR przy Al. Zygmuntowskich odbył się 20 kwietnia 1992 roku. W górnym rzędzie od lewej: Witold Sobiesiak, Włodzimierz Prałat, Jerzy Seweryński, Wiesław Komar, Stanisław Pietruszewski, Roman Waseńczuk, Krzysztof Rachowski, Wiesław Buczek, Grzegorz Flis (kierownik drużyny), Grzegorz Wallner, Stanisław Dzierżak (trener), Andrzej Drożdzyk, Bogdan Lecyk, Adam Chowaniec, Jacek Dacko, Roman Furlepa, Andrzej Kasprzak, Edward Ignerski, Andrzej Kuklewski, Waldemar Koak, Jerzy Pniewski, Adrian Cabański. W dolnym rzędzie od lewej: Karol Rachowski, Włodzimierz Bezulski, Andrzej Banasik, Zdzisław Szabała, Waldemar Rumiński, Władysław Brzozowski, Tadeusz Wszelaki, Lesław Kaliszewski, Janusz Krzesiak, Jerzy Wydra, Zbigniew Sygar, Jacek Gajewski, Janusz Zamecki, Marian Błaszczyk i Paweł Skublewski

– Zdobyłem 78 punktów, a nasza drużyna w mistrzostwach zajęła dziesiąte miejsce – wspomina Zdzisław Szabała.
Polacy z siedmiu spotkań wygrali w Zadarze trzy, a lublinian był najlepszym koszykarzem w naszym zespole, kończąc zawody ze skutecznością 83,3 %!
Szabała aż w trzech meczach nie pomylił się ani razu: z Hiszpanią i ZSRR, gdy zdobywał po 12 punktów oraz w spotkaniu z Bułgarią, gdy ustrzelił 18 punktów, prowadząc nasz zespół do zwycięstwa 84:71.
Mistrzami Europy w 1972 roku została reprezentacja Jugosławii, która w finale rozbiła Włochów 89:65.
– Miałem wielką przyjemność grać na jednej imprezie ze znakomitymi zawodnikami, późniejszymi mistrzami Europy, świata i igrzysk olimpijskich: Bośniakiem Mirzem Delibašicem, czy też Serbem Draganem Kićanovicem. Pamiętam, że królem strzelców mistrzostw Europy w Zadarze został Mickey Berkovitz z Izraela, który zdobył 145 punktów, w tym 25 w meczu przeciwko polskiej reprezentacji – dodaje Szabała.
Lublinianin nie znalazłby się w kadrze, gdyby nie udane występy w klubie. Jak trafił do Lublinianki?

Zdzisław Szabała ma 64 lata, z których aż 50 związał z lubelską koszykówką, najpierw jako zawodnik pierwszoligowej Lublinianki, a potem trener Startu i AZS. Jako koszykarz słynął z niesamowitej skuteczności. Mylił się bardzo rzadko, a mecze z kompletem trafionych rzutów należały do porządku dziennego

Tak jak większość chłopców w latach 60-tych, czy 70-tych przygodę ze sportem rozpoczynał od piłki nożnej.
– To było jeszcze w szkole podstawowej. Mieszkałem na ulicy. Róży Luksemburg (od red. dzisiejsza ul. ks. Jerzego Popiełuszki) w bardzo sportowej dzielnicy, a chodziłem do „trójki” na Długosza”. Od rana do wieczora spędzaliśmy czas na boisku. Zaczynałem od piłki nożnej w Lubliniance u Kazia Stefańskiego. Nawet nieźle mi szło, ale później, jak z kolegami znaleźliśmy piłkę do kosza, to tak już zostało – wspomina Zdzisław Szabała.
Z klubowym basketem zetknął się po raz pierwszy w MKS-ie u trenera Andrzeja Prędkiewicza. Później nieżyjący już Andrzej Główka, jeden z najbliższych kolegów, zaciągną go do Lublinianki.
– To były wspaniałe czasy dla koszykówki w tym klubie. W 1965 roku juniorzy Lublinianki po raz pierwszy w historii wywalczyli dla naszego miasta mistrzostwo Polski, a drużyna awansowała do pierwszej ligi. Zacząłem trenować przy Króla Leszczyńskiego i po dwóch latach, jako szesnastolatek, dostałem szansę gry w pierwszej lidze, łapałem się do meczowej dwunastki – opowiada Z. Szabała
Debiut w ekstraklasie zaliczył w meczu z Wybrzeżem Gdańsk.
– Trener Zenon Jaźwierski do składu na to spotkanie włączył mnie i Adama Gąsiora. Dużo zawodników spadło w tym meczu za pięć przewinień i dostaliśmy szansę gry. Wypadliśmy rewelacyjnie. Zdobyłem 12 punktów, a Adaś 10. Oprócz nas w drużynie Lublinianki było wtedy jeszcze dwóch bardzo młodych zawodników: Grzegorz Wallner i Janusz Florczak, który z pewnością pojechałby także na mistrzostwa Europy do Zadaru, gdyby nie kontuzja – dodaje Szabała.

W Lubliniance Zdzisław Szabała występował
z nr 10 lub 15, w Śląsku z 13

Udane występy w zespole Lublinianki zaowocowały powołaniem do kadry Polski. Po mistrzostwach Europy juniorów w Zadarze Zdzisław Szabała na chwilę trafił z Lublinianki do Śląska Wrocław.
– W drużynie ze stolicy Dolnego Śląska grali wtedy między innymi Jacek Kalinowski, Tomasz Garliński, Leszek Chudeusz i Tadeusz Grygiel. Znaliśmy się bardzo dobrze z reprezentacji Polski juniorów, z którą byliśmy na mistrzostwach Europy. Gdy przyszedłem do Śląska dostałem numer 13, po Kazimierzu Frelkiewiczu. W pierwszym sezonie zajęliśmy trzecie miejsce, w kolejnym piąte. We Wrocławiu długo nie grałem, bo z powodów rodzinnych – zmarł tata – musiałem wrócić do Lublina, by pomóc mamie prowadzić prywatną firmę – tłumaczy.
Przez kilka sezonów Szabała występował jeszcze w Lubliniance. Potem, po zakończeniu studiów, podjął pracę na Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej – najpierw w 1979 roku w Zespole Pieśni i Tańca, prowadzonym przez Stanisława Leszczyńskiego, a po roku w Studium Wychowania Fizycznego i Sportu, gdzie do dzisiaj prowadzi zajęcia ze studentami.
Gra na najwyższym poziomie zaprocentowała w jego pracy trenerskiej. W 1984 roku zaczął szkolić najmłodszych adeptów koszykówki w AZS. Po czterech latach, w 1988 roku, z juniorami akademickiego klubu sięgnął po złoty medal mistrzostw Polski, trzeci w historii dla lubelskiego zespołu (wcześniej mistrzami zostawały Lublinianka – 1965 i Start 1970).
W meczu o złoto młodzi akademicy pokonali Astorię Bydgoszcz. Dwóch zawodników AZS: Piotr Karolak i Hubert Wasiłek, znalazło się w najlepszej piątce mistrzostw. W drużynie grali także Ryszard Bielak, Robert Dudek, Marcin Stefaniuk, Dariusz Świerszcz, Mariusz Krawczyński i Paweł Maciaszczyk.
Potem z młodą drużyną AZS walczył o awans o pierwszą ligę, ale nie potrafił dogadać się z zarządem klubu i odszedł z zespołu. Do ekstraklasy akademików wprowadził trener Janusz Narkiewicz.
Następnie podjął pracę w drużynie sąsiadów zza miedzy, lubelskim Starcie.
– Dwa razy walczyliśmy o ligę, ale brakowało ludzi. Wróciłem do AZS-u i w 1996 roku ze swoimi wychowankami zdobyłem brązowy medal mistrzostw Polski kadetów. W pierwszej piątce tego zespołu występowali: Michał Ignerski, Piotr Dobrowolski, Robert Żuk, mój syn Wojtek i Jacek Jędrzko. W kolejnym rok liczyłem na medal wśród juniorów. Trzech zawodników: Ignerski, Dobrowolski i Żuk trafiło jednak do SMS i już się nie liczyliśmy się w rywalizacji – wyznaje trener Szabała.
W 1998 roku znowu objął Start, który spadał aż do III ligi.
– Arek Czarnecki pomagał mi prowadzić zespół w lidze, a ja mu juniorów, z którymi w mistrzostwach Polski w Gdyni zajął trzecie miejsce. W tej drużynie grali Arek Pelczar, będący dzisiaj prezesem Startu, Przemysław Łuszczewski, obecnie trener drugoligowego AZS UMCS, Michał Sikora i Michał Marciniak. Z AZS do tego zespołu dołączyli Artur Bidyński i mój syn, Wojtek.
To był ostatni wielki sukces młodzieżowej lubelskiej koszykówki. Dlaczego dzisiaj nasze klubowe zespoły nie zdobywają medali w mistrzostwach Polski?
– Mamy w szkołach mnóstwo klas profilowanych, a nie mamy sukcesów. Nie chcę nikogo atakować, ale proszę zobaczyć, kto w tych szkołach pracuje. Dobiera się do pracy przypadkowych ludzi. Kiedyś główne szkolenie opierało się na klubach, gdzie zatrudniano szkoleniowców z dorobkiem, trenerzy mieli dużą wiedzę, byli wcześniej znakomitymi zawodnikami – wyznaje ze smutkiem trener Zdzisław Szabała. – Dzisiaj serce mi się kraje, patrząc na zespół TBV Start, który występuje w zawodowej lidze. Kiedyś Lublinianka, AZS czy Start składały się praktycznie z samych wychowanków. A teraz? W TBV Start jest dwóch naszych zawodników: Paweł Kowalski z Pogoni Puławy i Bartosz Ciechociński. Nie rozumiem, dlaczego nie grają w tym zespole bracia Karolakowie czy Gospodarek. Można by dokupić trzech zawodników i mieć ciekawy zespół, złożony w dużej części z utalentowanych naszych koszykarzy. Z taką drużyną będą utożsamiać się również kibice. Nie rozumiem tej polityki – kończy trener Szabała.
Na szczęście sukcesy w koszykówce odnoszą nasze akademickie zespoły. W ubiegłym roku drużyna studentów UMCS, prowadzona przez trenera Zdzisława Szabałę, zdobyła tytuł Akademickich Mistrzów Polski. W finale lublinianie rozgromili AGH Kraków 92:50. Najskuteczniejszymi zawodnikami w meczu o złoto byli bracia Karolakowie. Jakub zdobył 20 punktów, a Bartek 19.
– To był nasz prezent dla uczelnianego klubu z okazji 70-lecia przypadającego na 2016 rok. Szkoda, ze później podczas uroczystej jubileuszowej gali o naszym sukcesie zapomniano, zresztą podobnie jak o mistrzostwie Polski juniorów, zdobytym przez AZS w 1988 roku. Wierzę, że to było jedynie niedopatrzenie, a nie jakieś celowe działanie – kończy trener Szabała, który z 64 lat życia aż 50 poświęcił koszykówce.
Krzysztof Basiński