Czy uleczy nas telemedycyna?

Tele- i wideoporady mogą być przyszłością lecznictwa rodzinnego – uważa dr Tomasz Zieliński, prezes Lubelskiego Związku Lekarzy Rodzinnych – Pracodawców.


Oficjalnie to skutek pandemii koronawirusa, mający na celu zwiększenie bezpieczeństwa tak pacjentów, jak i samych medyków. Realnie przybliża to jednak polską ochronę zdrowia do wzorców zachodnich, tak irytujących Polaków mieszkających zagranicą.

Standardem np. medycyny pierwszego kontaktu w Wielkiej Brytanii, w każdym razie tej udzielanej „na NHS” (tamtejszy odpowiednik naszego Narodowego Funduszu Zdrowia) jest zasada „trzech telefonów”, czyli system, w którym mimo opłacania składek nie sposób umówić się z własnym GP (lekarzem rodzinnym) o ile nie odbędzie wcześniej co najmniej trzech teleporad, podczas których trzeba ubłagać i przekonać pana doktora, że stan dzwoniącego jest naprawdę poważny, paracetamol tym razem nie wystarczy, natomiast nie ma potrzeby jechać jeszcze na ostry dyżur. Teraz tak samo ma być w Polsce – w sumie nawet prościej, bo nie po angielsku…

Zwolnienie bez wizyty?

Pozbycie się pacjentów z przychodni znacznie uprości pracę lekarzy rodzinnych, a także personelu administracyjnego, nie musi jednak być od razu niekorzystne dla pacjentów. Wystarczy wszak być odpowiednio przekonującym i znać objawy, by móc ubiegać się o zwolnienie lekarskie i receptę bez konieczności ruszania się z łóżka. Oczywiście, naprawdę chorzy mogą poczuć się nieco zignorowani i pozostawieni bez opieki – no, ale w końcu chodzi o to, żebyśmy zdrowi byli, a nie łazili chorzy i może jeszcze lekarzy zarażali?! W końcu nie po to kończyli długie i kosztowne studia medyczne, żeby teraz zdrowiem ryzykować!

Pandemia odstraszy biednych

Od grudnia 2019 r. teleporady są świadczeniem gwarantowanym. Dr Tomasz Zieliński nie ukrywa, że zdaniem lekarzy rodzinnych w obecnych warunkach należy wrócić do rozmów z NFZ o zwiększeniu puli na ten rodzaj usług medycznych. Prezes LZLR-P cały czas podkreśla także realność groźby koronawirusa i możliwość jego nawrotu ze względu na zauważalne „rozluźnienie społeczne”.

Dr Zieliński dziwi się np. czemu tak wiele osób nie decyduje się nosić maseczek ot tak, nawet bez nakazu. Jego zdecydowane poparcie dla opłacanych przez NFZ telefonicznych świadczeń ma więc oparcie we wciąż powszechnym lęku przed powrotem pandemii i kwarantanny. A może to jednak tęsknota za systemem brytyjskim, w którym poza „trzema telefonami” dla ogółu – z powodzeniem istnieje system prawdziwych lekarzy rodzinnych, zawsze gotowych do udzielania bezpośrednich porad i diagnostyki twarzą w twarz – oczywiście dla tych ubezpieczonych prywatnie i płacących?

Wydaje się bowiem, że pandemia jedynie przyspieszyła takie tendencje, już wcześniej obecne w polskim systemie ochrony zdrowia, choć dotąd uśpione. Podstawą dla ogółu ubezpieczonych – pozostaną tele- i wideoporady i zlecane tą drogą paracetamol, aspiryna i krople żołądkowe. A kto będzie chciał się leczyć naprawdę, niekoniecznie na COVID-19 – będzie musiał za to zapłacić. TAK