Co czytają świdnickie VIP-y?

Kto lubi Tolkiena? Kto chętnie sięga po książki historyczne? Kto czyta o motorach, a kto w dzieciństwie nie mógł się oderwać od przygód „Pana Samochodzika”? Z okazji obchodzonego niedawno Światowego Dnia Książki i Praw Autorskich świdniccy samorządowcy opowiedzieli nam o swoich czytelniczych preferencjach.


Pomysł organizacji święta książki wywodzi się z Hiszpanii. W 1926 roku wystąpił z nim wydawca z Walencji, Vicente Clavel Andres. Z początku planowano związać go z datą 7 października, domniemanym dniem urodzin Cervantesa, lecz ostatecznie wybrano 23 kwietnia. Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich propaguje także UNESCO. W Polsce jest on obchodzony od 2007 roku. Niestety, dane o stanie czytelnictwa Biblioteki Narodowej nie są zbyt optymistycznie. Z ankiet przeprowadzonych wśród 3 tys. respondentów wynika, że aż 63 proc. z nich nie przeczytało w ubiegłym roku ani jednej książki. Ci, którzy jednak sięgnęli po lekturę, najczęściej wybierali romanse i kryminały. Najpopularniejszymi autorami wśród Polaków w 2016 r. byli m.in. S. King, E. L. James („50 twarzy Greya”), P. Hawkins („Dziewczyna z pociągu”), D. Steel, J. K. Rowling, Katarzyna Bonda, Joanna Chmielewska, a także Adam Mickiewicz i Henryk Sienkiewicz.
A po jakie tytuły najchętniej sięgali świdniczanie? Z danych statystycznych Miejsko-Powiatowej Biblioteki w Świdniku wynika, że np. w marcu tego roku najchętniej wypożyczano m.in. „Masa o żołnierzach polskiej mafii” Jarosława Sokołowskiego, „Podarunek” Krystyny Mirek, „Cappuccino z cynamonem” Edyty Świętek, „Już mnie nie oszukasz” Harlana Cobena czy „Wotum nieufności” Remigiusza Mroza.
Przy okazji zapytaliśmy też świdnickich samorządowców, po jakie lektury sięgają najchętniej. Większość z nich zapewnia, że lubi czytać, choć czasem brakuje im na to czasu.
Burmistrz Świdnika, Waldemar Jakson, przyznaje, że nie wyobraża sobie życia bez książek. W dzieciństwie rodzice czytali mu bajki, a „Sposób na Alcybiadesa” Edmunda Niziurskiego wpłynął na to, że wybrał właśnie studia historyczne.
– Nadal chętnie sięgam po wiele rzeczy traktujących o historii – mówi W. Jakson. – Ostatnio czytam „Pierwszą zdradę Zachodu 1920” Andrzeja Nowaka oraz powieści Jacka Komudy („Hubal”, „Czarna szabla”). Każdemu, kto uważa, że należy zachować, co w przeszłości było najlepsze, polecam prace Rogera Scrutona „Co znaczy konserwatyzm” oraz „Jak być konserwatystą”. Bardzo lubię też Tolkiena i „Opowieści z Narni” C.S. Lewisa. Sięgam po „Jak przestać się martwić i zacząć żyć” Dale’a Carnegie oraz „Magię wiary” Josepha Murphy’ego. Siłą rzeczy czytam też sporo o zarządzaniu. Wydawca „12-tygodniowego roku” Briana P. Morana i Michaela Lenningtona pisze, że dzięki zawartym w niej radom możemy osiągnąć więcej w 12 tygodni niż inni w 12 miesięcy. Ta książka przyda się każdemu w życiu osobistym i zawodowym.
Życia bez czytania nie wyobraża sobie również Jakub Osina, członek zarządu powiatu świdnickiego. Jak mówi książki, – niczym kawa – są pokarmem dla umysłu.
– O książkach mógłbym rozmawiać godzinami. Czytam około dwie, trzy miesięcznie, na przemian coś naukowego i beletrystykę. Za jedną z lepszych książek, które przeczytałem, uważam „Króla” Szczepana Twardocha. To rzecz o przedwojennej Warszawie, ale znajdziemy tu sporo porównań do sytuacji współczesnej. Teraz czytam książkę naukową dotyczącą nowotworów. Chętnie wracam też do trylogii Tolkiena – mówi J. Osina i dodaje, że jako młody chłopak chętnie czytał „Pana Samochodzika” Zbigniewa Nienackiego. Jego ulubioną częścią była „Księga strachów”.
Michał Piotrowicz, zastępca burmistrza Świdnika, miłość do książek wyniósł z rodzinnego domu. Półki w nim zawsze były wypełnione przeróżnymi tomami.
– Do dziś pamiętam przyjemny zapach, panujący w księgarni przy ul. Niepodległości w Świdniku, wyczuwalny podczas rodzinnych lub, w późniejszym okresie, samodzielnych zakupów. Chyba mi tego trochę brakuje w dobie zakupów internetowych, a i drukowane ekologicznie, gdzieś na Dalekim Wschodzie, książki zdają się być pozbawione przyjemnej woni, umilającej lekturę – mówi M. Piotrowicz.
Przeczytał wiele różnych książek dotyczących najróżniejszych dziedzin. Dużo wcześniej, niż zakładał to kanon lektur szkolnych, sięgnął po „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej, „Dżumę” Alberta Camus, czy „Inny świat” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego.
– Do dzisiaj te książki wydają mi się ciekawe i uważam, że warto po nie sięgnąć – mówi wiceburmistrz. – Okres studiów i początków życia zawodowego to głównie lektura branżowa z zakresu zarządzania, planowania strategicznego, globalizacji i rozwoju lokalnego. Z kolei, jeśli chodzi o lekturę lekką, łatwą i przyjemną, utkwiły mi w pamięci pozycje z dorobku Sue Townsend i Janusza L. Wiśniewskiego. Obecnie, oprócz tego, co powinienem czy też muszę przeczytać, staram się znaleźć czas na miłą lekturę, będącą swego rodzaju odskocznią od codzienności. Czytam kilka książek jednocześnie ze wspomnianych powyżej obszarów. Lektura pozazawodowa dotyczy głównie moich pasji, którymi są m.in. podróże i motocykle. Ostatnią przeczytaną książką z tej dziedziny była  „Zen i sztuka oporządzania motocykla”  Roberta M. Pirsiga, a obecnie zgłębiam  „Mój chłopiec, motor i ja”  Haliny Korolec-Bujakowskiej.
Do raz przeczytanych książek M. Piotrowicz nie wraca, podobnie jak nie jeździ na urlop dwa razy w to samo miejsce, bo jak mówi, zbyt wiele ciekawych akapitów czeka na odkrycie.
Janusz Królik, przewodniczący Rady Miasta Świdnik, najchętniej sięga po literaturę historyczną, ale również wydawnictwa poświęcone bieżącym sprawom politycznym. Za ciekawą pozycję uważa m.in. cykl „Resortowe dzieci”. A kiedy był młodszy, chętnie czytał Hemingwaya. Wśród książek, które przeczytał jako dziecko, w pamięci szczególnie utkwiła mu „Naprzód, wspaniali!” Edmunda Niziurskiego.
Po literaturę historyczną chętnie sięga także wicestarosta powiatu świdnickiego, Waldemar Białowąs.
– Okresy, które historycznie najbardziej mnie interesują to starożytność i II wojna światowa. Cieszę się, że udało mi się wziąć czynny udział w tegorocznej edycji Światowego Dnia Książki w „Bronku”, gdzie miałem okazję czytać dla młodzieży fragmenty prozy Josepha Conrada. Literatura to niezwykły rodzaj sztuki, świetny trening dla wyobraźni, dzięki któremu możemy przeżyć setki przygód i być w setkach miejsc, nie wychodząc z domu – mówi wicestarosta.
Czas na lekturę, choć nie zawsze jest to łatwe, zawsze stara się znaleźć sekretarz powiatu, Mariusz Wilk. Ostatnio przeczytał „Rok 1984” Orwella,
– To stara pozycja z mojej biblioteczki, ale jakże aktualna. Przeczytałem ostatnio również „Wotum nieufności” Remigiusza Mroza. Obie pozycje uważam za warte polecenia – mówi sekretarz.
Wielkim fanem literatury jest poseł Artur Soboń. Kiedy był młodszy, marzył, żeby mieć pieniądze na kupno książek, które chciał przeczytać. Dziś kupuje książki każdego tygodnia, choć często brakuje mu czasu na czytanie.
– Książki to coś, co chyba lubię najbardziej na świecie. Skończyłem właśnie książkę Jacka Bartosiaka „O wojnie. Pacyfik i Eurazja” – opowiada poseł. – To ciekawa analiza, która obejmuje nie tylko perspektywę rywalizacji pomiędzy Chinami a Stanami Zjednoczonymi, ale także uświadamia, jak wielkie znaczenie dla światowej wymiany handlowej i bezpieczeństwa mają morza i oceany. Polecam każdemu. Podczas mojego pobytu w Waszyngtonie, w ubiegłym tygodniu, kupiłem świetną książkę Bill Gertza – „ iWar. War and Peace in the information age” i już nie mogę się doczekać, żeby zacząć ją spokojnie czytać.
Fanom dobrej literatury A. Soboń poleca takich autorów, jak Jean Raspail czy Vladimir Volkoff, a miłośnikom historii kryminalnych Borisa Akunina i jego niepowtarzalnego Erasta Fandorina, lepszego – jak zapewnia – od Holmesa czy Poirota.
– W dzieciństwie, jak każdy chłopak, zaczytywałem się w powieściach Karola Maya. To był całkowity odlot, z czytania wyrywał mnie dopiero dzwonek do drzwi i wracająca z pracy mama. Czytanie książek polecam każdemu, bo jeśli ktoś myśli, że dobra edukacja to przydatne w życiu praktyczne umiejętności, to się grubo myli. Człowiek wykształcony to człowiek oczytany – uważa Artur Soboń.
Od lektury nie stroni także Dariusz Kołodziejczyk, starosta świdnicki. Jego największe zainteresowanie budzą książki historyczne. Bardzo lubi też „Ziemię obiecaną” Władysława Reymonta.
– Autor ukazuje nam w niej trzech bohaterów różnych narodowości, a mimo to różnice pochodzenia i obyczajów nie dzielą ich, a wręcz przeciwnie – wykorzystują je dla skutecznego działania – mówi starosta.
Ostatnio, po raz kolejny, D. Kołodziejczyk sięgnął po „Solaris” Stanisława Lema.
– Ta lektura uświadamia, że człowiek, bez względu na miejsce i czas, w którym żyje, najistotniejsze dla siebie sprawy będzie rozpatrywał przez pryzmat własnej wrażliwości, uczuć i przeżyć. Podoba mi się również język, jakim napisana została ta powieść – plastyczny, przyciągający jak magnes. „Solaris” to nie tylko fantastyka, ale przede wszystkim jest to książka filozoficzna; książka, która otwiera w ludzkim umyśle więcej drzwi. Dlatego uważam, że warto po nią sięgnąć więcej niż raz – przekonuje starosta. (w)