Dać nowe życie

Mieli spędzić ostatnie chwile z umierającym, odrzuconym przez rodziców niemowlęciem. – To było jak cud. Maleństwo odzyskało siły. To przykład na to, jak wiele potrafi zdziałać siła uczucia – mówi Beata Ożóg, kierownik Filii Ośrodka Adopcyjnego w Chełmie.


Problematyką adopcji w województwie lubelskim zajmuje się Regionalny Ośrodek Polityki Społecznej w Lublinie – Ośrodek Adopcyjny z Filiami w Chełmie, Białej Podlaskiej i Zamościu. Chełmski ośrodek obejmuje swym zasięgiem Chełm oraz powiaty chełmski, krasnostawski i włodawski. Ale do Ośrodka przyjeżdżają kandydaci na rodziców adopcyjnych z całego kraju, np. z Pomorza. Dla wielu z nich liczy się dyskrecja. Z roku na rok dzieci z uregulowaną sytuacją prawną, czyli takich, do których biologiczni rodzice zrzekli się praw lub rodzice zostali pozbawieni władzy rodzicielskiej jest coraz mniej. Z kolei kandydatów na adopcyjnych rodziców przybywa. Wiąże się to m.in. z rosnącym problemem bezpłodności. Ale adopcja to ostateczność. Przepisy stanowią, że w pierwszej kolejności należy pomóc biologicznym rodzicom wyjść z kryzysu, aby byli zdolni stworzyć dziecku odpowiednie warunki do wychowania. O przyszłości dzieci, które zamiast ze swoją naturalną rodziną przebywają w placówkach opiekuńczych lub w rodzinach zastępczych, rozmawia się podczas spotkań zespołów dotyczących oceny sytuacji dziecka przebywającego w pieczy zastępczej. Biorą w nich udział przedstawiciele różnych instytucji, w tym ośrodka adopcyjnego oraz rodzin. W ubiegłym roku było 79 takich spotkań. Dotyczyły 887 dzieci przebywających w tzw. pieczy zastępczej, z których 23 trafiło następnie do adopcji. Kandydatów na rodziców adopcyjnych jest kilkakrotnie więcej.
– Nie można określić czy to duża, czy mała liczba – Beata Ożóg, kierownik Filii Ośrodka Adopcyjnego w Chełmie. – Oznacza to, że w tych dwudziestu trzech przypadkach dzieci nie mogły zostać w rodzinach biologicznych. Z jednej strony jest smutek rodziny, która utraciła dziecko, bo z różnych powodów nie umiała się nim zająć, a z drugiej łzy radości rodziców adopcyjnych, przyjmujących do siebie dziecko, na które tak długo czekali. To najtrudniejsze sytuacje.
Ośrodek Adopcyjny, wydając rekomendacje rodzinie adopcyjnej, musi być pewien, że to odpowiednie osoby, by wychować dziecko. Kandydaci na rodziców muszą przejść badania psychologiczne, pokazać zaświadczenia zdrowotne, powinni posiadać odpowiednie warunki materialne, badane są ich relacje rodzinne, tzw. motywacja adopcyjna. Po pozytywnej, wstępnej ocenie kandydatów ośrodka adopcyjnego konieczne są szkolenia. Kierownik Ożóg przytacza na nich często wzruszającą historię. Chodzi o urodzonego z ciężką chorobą wcześniaka, do którego rodzice zrzekli się praw. Umierające dziecko trafiło do szpitala specjalistycznego poza Chełmem. Pracownicy ośrodka nie wyobrażali sobie, aby ostatnie chwile życia dziecko spędziło w samotności. Znalazło się małżeństwo, które zdecydowało się towarzyszyć maleństwu w szpitalu. I wtedy stało się coś nieoczekiwanego.
– To było jak cud, bo maleństwo, któremu lekarze nie dawali szans, odzyskało siły – opowiada ze łzami w oczach kierownik Ożóg. – Maleństwo przeżyło i zostało przysposobione przez to małżeństwo. To przykład na to, jak wiele potrafi zdziałać siła uczucia.
Ale zdarza się, że kandydaci na rodziców adopcyjnych rezygnują ze swoich planów na etapie szkoleń. Podczas tych spotkań zdają sobie sprawę z tego, z jak wielką odpowiedzialnością musieliby się zmierzyć i otwarcie przyznają, że nie dadzą rady. Pracownicy ośrodka szanują taką decyzję, podobnie jak decyzje rodziców biologicznych, którzy postanawiają z różnych powodów zrzec się praw do swoich dzieci. Zdarzało się, że do Ośrodka zgłaszały się kobiety w ciąży zdecydowane oddać swoje dziecko do adopcji. Kierownik Ożóg mówi, że w takich sytuacjach rozważane są różne formy pomocy. Nieraz efekt był taki, że kobieta rodziła dziecko i pozostawało ono pod jej opieką.
– Można do nas przyjść i poprosić o pomoc, bo wizyta u nas wcale nie jest równoznaczna z tym, że dziecko będzie odebrane – zapewnia kierownik Ożóg. – Ale jestem pełna szacunku dla tych rodziców, którzy otwarcie mówią, że nie będą w stanie wychować dziecka i dają na to szansę innym. Po urodzeniu dziecka jest sześć tygodni na zastanowienie czy na pewno chce się zrzec do niego praw.
Większość kandydatów na rodziców adopcyjnych chciałoby wychowywać jak najmłodsze dzieci, najlepiej zdrowe. Ale wiele maluchów jest chorych, upośledzonych, wymagających rehabilitacji. Zdarzają się kandydaci, którzy gotowi są je przyjąć, argumentując, że przecież nie wiadomo, czy ich biologiczne dziecko urodziłoby się zdrowe. Do adopcji coraz częściej trafiają też liczne rodzeństwa. To szczególnie skomplikowane sytuacje, bo zasada jest taka, że rodzeństwa nie powinno się rozdzielać. Kierownik Ożóg przyznaje, że decyzje o tym, które dziecko trafi do danej rodziny, są niezwykle trudne i wieloaspektowe. Ale to pracownicy Ośrodka najlepiej znają obie strony i to oni dokonują doboru rodziny do dziecka, kierując się przede wszystkim potrzebami dziecka. Po przejściu odpowiednich procedur przez kandydatów opowiadają im o konkretnym dziecku. Następnie pada pytanie o gotowość na poznanie dziecka. Najważniejsza jest zgoda samego malucha – o ile jest to możliwe – chociażby ze względu na jego wiek. Najmniejsze dzieci bardzo chcą mieć rodzinę. Starsze, nastoletnie czasem odmawiają.
– Starsze dzieci często mają już swój plan na przyszłość, nie chcą zmieniać środowiska, szkoły, boją się zmian – mówi kierownik Ożóg. – Natomiast młodsze dzieci w większości chcą mieć mamę, tatę. Zdarza się, że same pytają mnie, kiedy znajdę im rodziców. To bardzo trudne zwłaszcza w przypadku dzieci, których sytuacja prawna nie umożliwia przysposobienia. Najważniejsze jest jednak to, aby nie było za późno na adopcję. Zdarza się, że dzieci tracą motywację, a choroba sieroca staje się u nich bardzo zaawansowana. Objawami są kiwanie się, objadanie, utrzymujące się czasem także w wieku dorosłym.
Rodzice biologiczni czasami utrzymują kontakt z ośrodkiem adopcyjnym i dopytują o losy swojego dziecka. Zdarza się, że przekazują mu na pamiątkę jakiś przedmiot, najczęściej są to łańcuszki albo śpioszki. To indywidualna decyzja rodziców adopcyjnych, czy powiedzą dziecku, że zostało adoptowane. Jednak podczas szkoleń kandydatom na rodziców zwraca się uwagę, że prawda przekazana dziecku odpowiednio wcześnie może w przyszłości zapobiec rodzinnym dramatom. Ćwiczone są nawet konkretne rozmowy na ten temat. Kierownik Ożóg mówi, że potrzeba poznania swoich korzeni jest naturalna. Bardzo często rodzice adopcyjni przyjeżdżają z dzieckiem, często już dorosłym do ośrodka, aby pokazać mu, gdzie rozpoczęła się ich wspólna droga.
– Ze wzruszeniem obserwujemy jak wiele te dzieci osiągnęły w rodzinach adopcyjnych, jak wspaniale się rozwijają, jakie są szczęśliwe, kochane, bo miały poczucie, że nikt ich nie odda – mówi kierownik Ożóg. – Ostatnio przyjechała rodzina z dzieckiem, które właśnie dostało się na medycynę. Ale odwiedzają nas też piekarze, hydraulicy. Nieważne, kim te dzieci zostają w przyszłości. Ważne, że dane im było po trudnych przeżyciach, często skróconym dzieciństwie, zaznać szczęścia i miłości.
Zdarza się, że adoptowane dzieci zwracają się do ośrodka po informacje na temat swojej biologicznej rodziny, ale to już są kompetencje sądu. (mo)