Dajcie żyć naszym rodzicom

Ciągłe awantury, wrzaski zza ściany, trzaskanie drzwiami, wizyty kolegów od flaszki, weekendowe libacje, a w tym wszystkim małe dziecko. – Ludzie milczą, bo boją się zemsty, ale tak nie może być – apelują o pomoc zdesperowane dzieci sąsiadów.

Mieszkańcy os. Dyrekcja Górna to głównie osoby starsze. Ich dzieci dawno opuściły rodzinne gniazda, wiele z nich przebywa za granicą. Rodzice pozostali w Chełmie. Czy spędzają złotą jesień w ciszy i spokoju? Niestety, jak się okazuje, nie wszyscy mają taką możliwość.

– Całe życie ciężko pracowali, nie zasłużyli sobie na taką starość – prosi o pomoc dla swoich rodziców Czytelniczka.

Problem pojawił się wraz z pojawieniem się nowych lokatorów. Jak opowiada kobieta, to już trzecie mieszkanie uciążliwych sąsiadów – poprzednie podobno zdewastowali, dlatego musieli opuścić lokum: – Po śmierci ciotki mieszkanie przeszło na matkę tego pana, a ona pozwoliła zamieszkać w nim synowi wraz z jego partnerką i ich kilkuletnią córką. W ogóle jej nie interesuje to, co się tu wyprawia. Kiedyś sąsiadka rodziców poprosiła ją, by porozmawiała z synem, żeby się uspokoili, ale usłyszała, że ona nie ma zamiaru się wtrącać – woli płacić za nich czynsz i mieć święty spokój. Czy spokój reszty mieszkańców się dla niej nie liczy? – pyta bezradna.

Wrzaski, krzyki, trzaskanie drzwiami, przekleństwa i awantury mają tu być na porządku dziennym. Mieszkańcy już nieraz próbowali porozmawiać z uciążliwymi sąsiadami, ale nie odniosło to żadnego skutku. Policjanci też dobrze znają ten adres. – Najgorsze są dorosłe córki tej kobiety z poprzedniego związku. Obie mają wyroki w zawieszeniu za napaść na policjanta – mówi Czytelniczka. – Podczas ostatniego weekendu działy się tu wręcz sceny dantejskie. Dziewczyny sprowadziły swoich kolegów – pili, wyrzucali butelki przez okno – a po północy zaczęła się prawdziwa balanga. Sąsiadka obudziła się i pobiegła wystraszona do pokoju, myśląc, że jej się szafa przewróciła. Jakby ktoś rzucał garnkami w ściany! Do tego przeraźliwy wrzask i skowyt kobiety. I tak do trzeciej w nocy. Nikt się nie odezwał, bo ludzie się ich boją, zresztą wiele razy te dziewczyny odgrażały się mieszkańcom, a jednej sąsiadce „ktoś” nawet uszkodził samochód…

Cierpią i pozostali sąsiedzi, i kilkuletnia dziewczynka, która wychowuje się w takim środowisku i uczestniczy we wszystkich zakrapianych imprezach rodziców i przyrodnich sióstr.

Poinformowany o sprawie Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie w Chełmie obiecał przyjrzeć się sprawie. Jak tłumaczy Waldemar Kozioł, dyrektor MOPR, w przypadku interwencji pracownicy socjalni udają się pod wskazany adres nie tylko w godzinach pracy, ale również późnym popołudniem czy wieczorami. Jeśli potwierdzi się, że w danej rodzinie są nieprawidłowości, o sprawie powiadamiany jest Sąd Rodzinny. (pc)