Dlaczego żąda 15 milionów?

Przed lubelskim sądem toczy się sprawa z powództwa córki Stefanii i Władysława Zarzyckich, rolników z Kolonii Łuszczów, aresztowanych w 1949 r. za pomaganie żołnierzom powojennego podziemia antykomunistycznego, więźniów lubelskiego Zamku. Powódka wyjaśnia, dlaczego domaga się 15 milionów złotych odszkodowania.

Jej historia stała się szerzej znana przed kilku laty: jej katowana w śledztwie matka zmarła wkrótce po narodzinach córki. Ojciec nie mógł zaopiekować się dzieckiem, ponieważ na mocy wyroku trafił do więzienia w Rawiczu – dziewczynką zajęły się osadzone na Zamku kobiety. Później trafiła do domu dziecka. Jej ojciec odsiedział 5 z zasądzonych 15 lat. Udało mu się odzyskać dzieci – poza Magdaleną było troje starszych – i bezskutecznie próbował odzyskać w sądzie skonfiskowane gospodarstwa. W 1963 r. zmarł na zawał serca po powrocie z kolejnej rozprawy, a córka z powrotem trafiła do domu dziecka, gdzie nazywano ją „córką bandytów”.

– Spędziłam ponad dwa lata w więzieniu na Zamku lubelskim i kolejne trzynaście w domach dziecka. Stąd ta suma. To zadośćuczynienie za wszystkie krzywdy – mówi Magdalena Zarzycka-Redwan, jednocześnie prezes Stowarzyszenia Dzieci Żołnierzy Wyklętych. – Nie wiem, jak sąd do tego podejdzie, ale dla mnie jest bardzo ważne, że ta sprawa jest już na wokandzie. Chcę o tym mówić dla innych dzieci „wyklętych”, o których nikt nie pamięta. Oni podchodzą do tego ostrożnie i czekają na rozstrzygnięcie mojej sprawy. Chcę zobaczyć, o co da się zawalczyć.

Nadzieję na pomyślny efekt moich wieloletnich starań o zmycie z ojca niezasłużonego wizerunku bandyty przyniosła nowelizacja ustawy o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego. Swojego ojca zrehabilitowałam przed sądem dopiero w latach 90-tych. Przez lata walczyłam także razem z kancelarią A. Bufnal o zadośćuczynienie za własne krzywdy. W czerwcu 2019, decyzją sądu w Lublinie otrzymałam milion złotych, ale walka o kolejne roszczenia nadal trwa. Dla mnie niezwykle ważne jest torowanie drogi kolejnym dzieciom „wyklętych” i głośne mówienie o ich krzywdzie.

Joanna Dudziak