Długi język wiceministra

Dla prof. Andrzeja Stanisławka (Porozumienie-PiS) termin „profesorskie gadanie” nabrał właśnie nowego znaczenia – lubelski senator nie ugryzł się w porę w język, co kosztowało go fotel wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego.


Czy lekarz zaplątany w politykę powiedział o problemie rzekomego braku miejsc w lubelskich liceach tylko to, co wszyscy politycy w duchu sądzą, czy po prostu PiS szukało wygodnego pretekstu, by pozbyć się przedstawiciela koalicjantów i wystawić kogoś z własnych szeregów w jesiennych wyborach do Senatu z okręgu obejmującego Lublin?

Wstępne wyniki naboru do lubelskich szkół ponadpodstawowych wywołały histerię rodziców, umiejętnie podtrzymywaną przez polityków. „Taka myśl przychodzi mi do głowy, że może trzeba skorzystać z rozwiązań studenckich. Nie wiem, czy jest jeszcze na to szansa, ale może uczniowie, którzy nie dostali się do żadnej szkoły, mogą poszukać odpowiedniej za granicą” – powiedział senator Andrzej Stanisławek w rozmowie z „Kurierem Lubelskim”, tym samym dołączając do takich mistrzów marketingu politycznego, jak Bronisław Komorowski („Zmienić pracę i wziąć kredyt”) czy Włodzimierz Cimoszewicz („Trzeba było się ubezpieczyć”).

Prof. Stanisławek tłumaczył się, że nie autoryzował wypowiedzi, że tylko nawiązał do wymiany studenckiej, którą nadzorował, że nikomu nie chciał okazać pogardy… Ostatecznie jednak podał się do dymisji ze stanowiska.

I choć oficjalnie nie mówi się, czy wpadka Stanisławka będzie miała wpływ na szanse jego reelekcji, to już dziś w kręgach PiS-u ponowne wystawienie profesora uważa się praktycznie za niemożliwe. – Zgodziliśmy się na kandydata Porozumienia, bo po pierwsze wydawało się, że nikt z prawicy nie wygra z PO w takim mieście, jak Lublin, a po drugie, wydawał się lepszy, bo od Gowina, taki bardziej liberalny, bardziej do strawienia przez centrowych wyborców. A teraz właśnie w ich oczach Stanisławek skompromitował się najbardziej. To już lepiej wystawić swojego i ponownie iść na zwarcie z obozem Żuka, też osłabionym po sprawie górek czechowskich – tłumaczy nam jeden z posłów PiS-u.

Wybory mogą odbyć się już za trzy miesiące.  TAK