Dobry zwyczaj nie pożyczaj

O prawdziwości tego powiedzenia boleśnie przekonało się kilku mieszkańców Świdnika. Pożyczyli pieniądze znajomemu małżeństwu i do tej pory nie mogą doprosić się o ich zwrot.


– W życiu nie przypuszczałam, że tak to się skończy. Gdybym to przewidziała, pewne nigdy nie pożyczyłabym im pieniędzy – mówi pani Maria ze Świdnika (imię zmienione na jej prośbę).
Kilka lat temu kobieta pożyczyła znajomemu małżeństwu, również mieszkańcom Świdnika, sporą sumę pieniędzy. Kiedy doszło do przekazania gotówki, poprosiła, aby znajomi na piśmie potwierdzili, że zaciągnęli u niej dług i zobowiązali się, w jakich terminach i kwotach będą go spłacać. Umowy jednak nie dotrzymali. Pani Maria wielokrotnie się z nimi kontaktowała, ale zawsze była zbywana. Mijały miesiące, a dłużnicy nadal nic sobie nie robili z konieczności spłaty pożyczki. W końcu pani Maria o pomoc poprosiła prawnika. W efekcie tego sprawa trafiła do sądu.
– Gdyby nie to pokwitowanie, to dziś pewnie byłabym już całkiem na straconej pozycji. A tak przynajmniej miałam podkładkę. Sprawa trafiła do sądu, a później do komornika, ale on z tego, co wiem, ma problem ze ściągnięciem z nich należności, bo banki i pracodawcy – co uważam za skandaliczne – ich kryją – mówi kobieta.
Według relacji pani Marii jej dłużnicy mają dochody. Oboje pracują w Lublinie – żona w firmie cukierniczej, a mąż – ubezpieczeniowej. Ich zarobki są jednak przelewane na konto pełnoletniego syna, więc formalnie komornik nie może ich zająć.
– Z tego, co udało mi się dowiedzieć, mają już na głowie 7 komorników i 12 podobnych spraw. Wiem, że nie tylko ja pożyczyłam im pieniądze; że jest w Świdniku więcej osób, które oszukali w podobny sposób. Większość z nich pożyczyła im pieniądze – mówiąc kolokwialnie – „na gębę” i wie, że trudno będzie im cokolwiek udowodnić. Poza tym ci amatorzy cudzych pieniędzy zastraszają swoich dłużników, więc ci boją się iść na policję lub prokuraturę – twierdzi kobieta.
Ostatnio pojawiła się nadzieja na odzyskanie pieniędzy, bo pani Maria dostała pismo od dłużników z prośbą o podanie numeru konta.
– Odesłałam je do mojego prawnika. Dług, doliczając koszta postępowania sądowego, urósł już do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Postanowiłam, że jeśli je odzyskam, przekażę je na jakiś charytatywny cel, ale za pośrednictwem gazety chciałabym ostrzec innych mieszkańców Świdnika, aby nie pożyczali tym państwu pieniędzy, bo dobrze na tym nie wyjdą – kończy świdniczanka. (w)