Dołożyli sołtysom

Roman Kandziora, wójt gminy Kamień, skrytykował nowe przepisy zobowiązujące sołtysów do szacowania szkód w uprawach. – Takiego legislacyjnego bałaganu jeszcze nie widziałem – oburza się Kandziora ubolewając nad losem sołtysów, na barkach których spoczęła wycena strat w uprawach.

Chodzi o zmianę przepisów dotyczących prawa łowieckiego. Szkody w uprawach i płodach rolnych, na przykład dokonane przez dziki, dotąd zgłaszało się do kół łowieckich. Od 1 kwietnia adresatem takiego pisma są urzędy gmin. Szacować szkody mają natomiast sołtysi, którzy nigdy wcześniej się tym nie zajmowali i nie są w tym zakresie nawet przeszkoleni. W oględzinach miejsca, gdzie doszło do szkody mogą, ale nie muszą uczestniczyć także przedstawiciel koła łowieckiego i właściciel działki. Po tym, jak zgłosi on szkodę w uprawie urzędnicy gminni mają 3 dni na wyznaczenie terminu oględzin. Stratę trzeba oszacować w ciągu 7 dni. Temat emocjonuje mieszkańców wsi powiatu chełmskiego. Sołtysi nie mają wyboru – na oględziny zniszczonej uprawy, muszą dojechać na własny koszt. Zarówno oględzin, jak i wycen też dokonują za darmo. Jeśli z ich szacunkiem nie zgodzi się np. koło łowieckie, które wypłaca odszkodowania, kolejna wycena należy już do nadleśnictwa.

– Takiego legislacyjnego bałaganu jeszcze nie widziałem – oburza się Roman Kandziora, wójt gminy Kamień. – Sołtys to osoba pełniąca funkcję społeczną. Gdy decydował się na to nie wiedział, że będzie musiał spełniać takie zadanie jak szacowanie szkód. Żaden z naszych sołtysów nie przeszedł szkolenia z tego zakresu. Nikt nie zapytał czy sołtys ma czas się tym zajmować. W wielu przypadkach sołtysi są osobami starszymi i może być im trudno chodzić po polach. Oględziny zajmują około dwóch godzin. Dojazd do pól też na koszt własny. Tak się u nas tworzy prawo…

Szkody zgłaszane są systematycznie. Rolnicy zwracają uwagę, że wysokość odszkodowania jest przeważnie śmiesznie mała w porównaniu z rzeczywistymi stratami, które ponieśli.
– Koła łowieckie wypłacają po dwieście, trzysta złotych odszkodowania, a więcej kosztują mnie petardy i inne odstraszacze na dziki, nie mówiąc o zasiewie – mówi jeden z rolników z gminy Kamień. (mo)­­­