Dostali komunalne, a wiedzie im się za granicą

Moja znajoma ma dwójkę dzieci, nikt jej nie pomaga, ciężko pracuje i wynajmuje zagrzybiałe mieszkanie za niemałą kwotę. Jest któraś na liście do lokalu komunalnego, a kobieta, która otrzymała taki lokal, od lat mieszka we Włoszech – tam wyszła za mąż i urodziła dziecko Włochowi. Do Polski przyjeżdżają raz – dwa razy w roku i śmieją się, że miasto dało im mieszkanie za darmo. Traktują je jak domek wakacyjny. Gdzie tu sprawiedliwość?

– Czy miasto w ogóle wie, jak żyją najemcy lokali komunalnych? Czy ktoś to kontroluje? Jak to możliwe, że jedni latami czekają w kolejce na przydział, podczas gdy wiele mieszkań tak naprawdę stoi pustych, bo ich lokatorzy na stałe przebywają za granicą? – z takimi pytaniami zwróciła się niedawno do nas Czytelniczka „Nowego Tygodnia”.

Kobieta, jak mówi, ma dość biernego patrzenia na to, co dzieje się wokół niej. Opowiedziała nam, jak cwani chełmianie potrafią wykorzystywać lokale komunalne.

Pani Monika (imię zostało zmienione) wiele lat temu starała się o mieszkanie od miasta. Jakiś czas później wyjechała do słonecznej Italii, gdzie poznała Włocha. Jej córka miała wówczas 5 lat. Matka zabrała ją ze sobą za granicę, a zaraz potem wyszła za mąż za owego Włocha. Dziewczynka skończyła włoską podstawówkę i poszła do szkoły średniej. I choć na dobrą sprawę razem z matką i ojczymem przebywali z dala od Chełma, pani Monika otrzymała tu mieszkanie komunalne. Nie oznacza to wcale, że polsko-włoska rodzina nagle sprowadziła się do miasta przy granicy z Ukrainą.

Dalej żyli w śródziemnomorskim kraju, córka niedawno rozpoczęła tam studia, a bodajże 4 lata temu pani Monika urodziła Włochowi syna. Szczęśliwa patchworkowa rodzina do Chełma zjeżdża okazjonalnie – na wakacje lub święta, średnio raz – dwa razy w roku. Mieszkanie od miasta na osiedlu Cementownia, jak opowiada „znajoma” rodziny, traktują jak siedlisko.

– Kluczami dysponuje sąsiadka z bloku – mówi kobieta. – Miasto zabrało to mieszkanie poprzedniej lokatorce, bo wyjechała do pracy za granicę i wynajęła je innym. Lokal dostała ta, która żyje we Włoszech i tam rozlicza się z podatku. Co ona ma wspólnego z Polską, z Chełmem? To niepojęte, przecież tyle rodzin z naszego miasta naprawdę jest w potrzebie i nie może doczekać się przydziału na komunalne. Gdzie tu sprawiedliwość? – pyta zniesmaczona zachowaniem miejskich urzędników kobieta.

Zgodnie z uchwałą miasto wynajmuje lokale komunalne osobom o niskich dochodach, zamieszkujących na terenie Chełma z zamiarem stałego pobytu, nieposiadającym tytułu prawnego do innego lokalu mieszkalnego. Sprawa mieszkaniowa danej osoby (rodziny) – jak tłumaczy natomiast biuro prasowe urzędu – rozpoczyna się z chwilą złożenia wniosku o przydział lokalu. Od stycznia do czerwca każdego roku departament komunalny weryfikuje zatwierdzone listy najmu i rozpatruje nowo złożone wnioski z poprzedniego roku.

Realizacja przebiega według kolejności umieszczenia na liście, a do urzędu wzywane są rodziny/osoby ubiegające się o przydział. W ciągu tygodnia od daty otrzymania pisma winne są one przedłożyć zaświadczenie o uzyskiwanych dochodach brutto. Zarządzaniem i administrowaniem zasobami miasta zajmuje się z kolei PUM. Z tłumaczeń magistratu można wywnioskować, że jeśli są jakiekolwiek nieprawidłowości, to jest wina pracowników spółki, a nie urzędników, bo ci drudzy dostają gotowy komplet dokumentów do każdej sprawy.

– PUM jako zarządca do skompletowania dokumentów winien sprawdzać, czy wszystkie rodziny i osoby uprawnione do mieszkań komunalnych posiadają do nich prawo – zaznacza Dominik Gil z gabinetu prezydenta. – Zgodnie z informacją przekazaną przez PUM, ta pani w 2014 roku zawarła umowę najmu lokalu mieszkalnego na czas nieokreślony. Wywiązuje się systematycznie z opłat czynszowych i eksploatacyjnych.

W celach zarobkowych faktycznie wyjeżdża za granicę, ale wraca i na stałe mieszka w Polsce. Lokal jest umeblowany i zadbany. W przypadkach, gdy osoby posiadające prawo do lokalu, w celach zarobkowych wyjeżdżają za granicę, a potem wracają i mieszkają w przydzielonym lokalu, nie ma podstaw i instrumentów prawnych do wypowiedzenia zawartej umowy, nawet jeśli faktycznie takie mieszkania przez jakiś czas pozostają niezamieszkałe – dodaje Gil.

– Mieszkanie w mojej klatce otrzymała kobieta, której w życiu na oczy nie widziałem. Siedzi za granicą. Czasem, ale to rzadko, pojawia się tylko jej brat – mówi nam tymczasem inny mieszkaniec osiedla Cementownia.

Wygląda na to, że miasto zasponsorowało wiele lokali ludziom, którzy przebywają za granicą. A tam, nie oszukujmy się, mało nie zarabiają. Co miesiąc płacą PUM-owi groszowy czynsz, a mieszkanie komunalne stoi puste średnio dziesięć miesięcy w roku. Czy to sprawiedliwe względem tych, którzy pracują i płacą podatki w Chełmie, a nie mogą się doczekać przydziału? Chyba nie do końca, ale cóż, dla miasta ważne jest, że czynsz opłacany jest systematycznie. (pc)